Poprzedni artykuł: 5 genialnych produktów do pielęgnacji włosów za mniej niż 20 zł! Następny artykuł: Test redakcji: testujemy nowy hit w rozczesywaniu włosów! Szczotki Mic...

Najgorsze wizyty u fryzjera. Traumatyczne przeżycia Wizażanek

Fryzury,
,
, tagi: wizyta u fryzjera
Problemy z oszacowaniem długości, nieudane koloryzacje i brak reakcji na prośby klientki – to chyba największe grzechy fryzjerów, które sprawiają, że często przez długi czas obawiamy się ponownej wizyty w salonie. Tak się składa, że zmiana fryzury dla niejednej z nas jest ostatnią deską ratunku, kiedy chcemy poprawić sobie nastrój. Tymczasem od fryzjera potrafimy wyjść z płaczem. Z pewnością przekonały się o tym Wizażanki, które od kilku lat dzielą się swoimi traumatycznymi doświadczeniami u fryzjera na forum.

Wątek poświęcony najgorszym wizytom u fryzjera ma już ponad dekadę, a mimo to wciąż żyje. Lektura sprawia, że odnosimy wrażenie, iż od 2005 roku niewiele się zmieniło. Nieudana wizyta w dzieciństwie czy brak szczęścia w poszukiwaniu dobrego fryzjera potrafią na dobre zniechęcić do kolejnych prób zmiany fryzury. Jakby tego było mało, czasami odratowanie nienależycie potraktowanych włosów wymaga wielu zabiegów pielęgnacyjnych, albo i lat zapuszczania.

„Dwa lata temu miałam chyba najgorsze doświadczenie w życiu. Miałam włosy do pasa, poszłam do salonu na koloryzację i podcięcie końcówek. Kolor owszem, wyszedł ładny, ale fryzjerka obcięła mi 20 cm włosów zamiast 3-4. W ramach rekompensaty dostałam karnet na darmowe strzyżenie... Masakra, jak o tym myślę, to nadal aż mnie rzuca” - napisała użytkowniczka o nicku tuskaroz. Jak nietrudno się domyślić, takiego karnetu raczej nie wykorzystała. Szybka lektura wątku pokazała, że jej przypadek nie jest odosobniony i ścinanie kilkudziesięciu centymetrów zamiast kilku zdarza się wśród fryzjerów częściej.

„Mi się tragedia u fryzjera przydarzyła tuż przed Sylwestrem. I pomyśleć, że poszłam do fryzjerki tylko dlatego, bo była moją znajomą i nie chciałam, by było jej przykro, że zrezygnowałam z wizyty w Sylwestra (chciałam loki, a miała czas uczesać mnie tylko o 9 rano, no to gdzie to tak długo by mi loki wytrzymały). Chciałam delikatne cieniowanie końców, bo zapuszczałam włosy i miałam już długie. Tymczasem fryzjerka, chyba z czystej złośliwości, ścięła mi jakieś 30 cm włosów. Płakałam kilka dni, całe kilkuletnie zapuszczanie wymarzonych, długich włosów poszło na marne” - opisuje swoją historię Anetka08.

Wizażanki zauważają, że w trakcie kolejnych wizyt u fryzjera nie pomagają nawet zdjęcia. W salonie ich prośby traktuje się niestety po macoszemu, czego efektem jest chociażby popularność omawianego wątku. Już kilka lat temu na forum napisała użytkowniczka, która twierdzi, że z fryzjera nigdy nie wychodzi zadowolona.

„Prawdę mówiąc chyba jeszcze nie zdarzyło mi się wyjść od fryzjera z uśmiechem od ucha do ucha. Coś musi być we fryzjerach, co sprawia, że mają problemy z szacowaniem długości. Albo ścinają mi dwa razy tyle, ile bym chciała, albo robią to tak, że w ogóle nie widzę efektów strzyżenia. Co gorsza, dzieje się tak bez względu na to, jak dokładnie wytłumaczę, co chcę mieć na głowie. Ostatnio przekonałam się, że nawet zdjęcie nie pomaga” - napisała vretka.

Wydawałoby się, że takie przygody czekają na nas tylko i wyłącznie w małych salonach osiedlowych. Nic bardziej mylnego – przykrą niespodziankę sprawiają nam niekiedy i „renomowane” salony, od których wymagamy znacznie więcej niż prostego podcięcia końcówek. Tym samym okazuje się, że efektowność pracy fryzjera zależy od jego wyczucia i umiejętności, a nie od cennika czy wystroju salonu fryzjerskiego.

„Ja nie byłam u fryzjera od 2 lat. Wszystko przy włosach robię sama, przycinanie, cieniowanie, grzywki etc. A to dlatego, że 2 lata temu poszłam do pewnego "renomowanego" salonu, do którego weszłam z włosami prawie do pasa, a wyszłam do ramion, bo fryzjer powiedział, że miałam postrzępione, zniszczone, przesuszone, rozdwojone włosy... A NIE MIAŁAM. Od tej pory trzymam się od fryzjerów z daleka” - tłumaczy swoją niechęć do fryzjerów Cassi. Na forum nie brakuje także użytkowniczek, które fryzjerów omijają pod wpływem wspomnień z dzieciństwa. Któż w końcu nie pamięta tak popularnych fryzur na grzybka? Dla dziewczynek były one zmorą, której nie są w stanie zapomnieć przez wiele lat.

„Jak miałam 7 lat to miałam iść na wycięcie migdałków. Miałam całkiem długie włosy. Mama wymyśliła, żeby je skrócić tak do końca ucha (taki grzybek), bo kto w szpitalu będzie mi włosy ogarniał, a ja w tym wieku się nie przejmowałam za bardzo. No i poszłyśmy do fryzjerki. Obcięła mnie, ale... do innego końca ucha. Do tego górnego :| W tym czasie byłam bardzo chuda, więc z tak krótkimi włosami wyglądałam jak chłopak. A pielęgniarki w szpitalu opierniczyły moją mamę, że przecież po to one są, żeby rozczesywać włosy (i się nimi bawić, hyhy). Przez długie lata omijałam fryzjerów i dopiero w gimnazjum pierwszy raz poszłam” - wspomina na forum moniaobcy.

W ostatnim czasie coraz więcej użytkowniczek zwraca także uwagę na fryzjerów, którzy z uporem maniaka posługują się degażówkami. Jak dobrze wiadomo, tego typu nożyczki na tyle strzępią włosy, że jeśli którakolwiek klientka ma problem z elektryzującą się fryzurą, po wizycie w salonie na pewno będzie miała nie lada problem. Cóż, wychodzi na to, że odnalezienie dobrego fryzjera jest niemal tak trudne, jak poszukiwania idealnego endokrynologa. Niektórym się udaje, innym nie.

zdjęcia: Free

Zobaczcie polecane szampony do włosów

Polecany film


Komentarze

Ładowanie komentarzy...

Dodaj komentarz

Użytkownik niezalogowany

19 października 2018, 09:24

Nasze propozycje