Logowanie
Logowanie. Proszę czekać
Nie posiadasz jeszcze konta? Zarejestruj się!
Przypomnij hasło
Rejestracja
Płeć: *

Administratorem danych osobowych jest Edipresse Polska SA z siedzibą przy ul. Wiejskiej 19 w Warszawie. Dane będą przetwarzane w celu świadczenia usług za pomocą portalu oraz w celach marketingowych zgodnie z zakresem udzielonych powyżej zgód.

Osoba podająca dane ma prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania. Podanie danych osobowych oraz wyrażenie zgody na ich przetwarzanie jest dobrowolne. Dane mogą być udostępnione innym podmiotom z grupy kapitałowej Edipresse Polska SA.

Rejestracja. Proszę czekać
Nie możesz się zalogować? Przypomnij hasło
Masz już konto? Zaloguj się!
Odzyskiwanie utraconego hasła
Odzyskiwanie utraconego hasła. Proszę czekać
Nie posiadasz jeszcze konta? Zarejestruj się!
Masz już konto? Zaloguj się!

Poprzedni artykuł: PERIOD HACKS, czyli miesiączkowe triki, o których powinnyście wiedzieć Następny artykuł: Mleko z karalucha nowym superfood? O co chodzi?

Jak zacząć oszczędzać pieniądze? Radzi Michał Szafrański - finansowy ninja!

Kobieta,
,
, tagi: pieniądze, oszczędzanie
Michał Szafrański, autor wielokrotnie nagradzanego blogu jakoszczedzacpieniadze.pl, wyciągnął z długów i nauczył oszczędzania tysiące Polaków. Teraz poszedł o krok dalej – wydał książkę pt.: „Finansowy ninja” – przewodnik po finansach osobistych. Publikacja pojawi się na rynku pod koniec sierpnia, ale już w przedsprzedaży zarobiła na pokrycie kosztów, a po dwóch tygodniach przychód przekroczył 325 tys. złotych. Rozmawiamy z Michałem o tym, jak w dobie wysokich cen i niekoniecznie wysokich zarobków spiąć domowy budżet.

„Znowu nie wiem na co wydałem/am pieniądze”, „Kupię to po dziesiątym”, „Jeszcze tylko 2 dni do wypłaty” – mam wrażenie, że tego typu zdania za często padają z ust Polaków. Wytłumaczenie wydaje się proste – zarabiamy za mało. Czy aby na pewno? Dlaczego ciągle żyjemy od wypłaty do wypłaty?

Pewnie większości Czytelniczek nie spodoba się to, co powiem, ale coraz częściej mam po prostu wrażenie, że jesteśmy mistrzami w oszukiwaniu samych siebie, znajdowaniu wymówek i przekonywaniu siebie i innych, że po prostu zarabiamy za mało. Gdy pytam jakim cudem żyłaś za mniej jeszcze kilka lat temu przed otrzymaniem lepiej płatnej pracy, to znowu pojawiają się kolejne uzasadnienia, dlaczego koszty życia musiały wzrosnąć. Pytanie tylko czy naprawdę musiały. Albo czy musiały aż w takim stopniu, by skonsumować cały wzrost zarobków?

Michał, zastanawiałam się ostatnio dużo nad tym, dlaczego ludzie nie oszczędzają. A może oni po prostu nie chcą? Albo nie wierzą, że im się uda. Odpowiedz – dlaczego w ogóle warto oszczędzać?

Chyba każdy ze mną się zgodzi, że warto dążyć do stanu bezpieczeństwa finansowego, czyli sytuacji, w której nie musimy się martwić czy damy radę przeżyć kolejny tydzień, miesiąc czy pół roku, gdy z jakichś powodów przestaniemy zarabiać. Osoby, które mają tzw. poduszkę finansową, czyli oszczędności wystarczające na 6-12 miesięcy życia, mówią wprost „wzrosła moja pewność siebie”. Pieniądze na koncie powodują, że wzrasta ich zdolność także do zarabiania kolejnych pieniędzy. Nie boją się pójść po podwyżkę, nie boją się podjąć ryzyka zmiany pracy czy przejścia na swoje.

Z drugiej strony rozmawiałem ostatnio ze znajomą w wieku 62 lat. Mówi mi „Michał – ja dostanę minimalną emeryturę, bo mało pracowałam. Boję się. Nie wiem, za co będę żyć” i ma łzy w oczach.

Nieważne czy wierzysz, że umiesz oszczędzać. Odkładanie oszczędności nie jest kaprysem. Jest koniecznością. Im szybciej sobie to uświadomimy – tym lepiej. Chowanie głowy w piach to bardzo słaba strategia.

Załóżmy, że żona zarabia 2 tysiące na rękę, a mąż 3. Mają kredyt na mieszkanie – 1200 zł, na jedzenie wydadzą więcej niż 1000 zł (pisaliśmy niedawno o tym, ile wydajemy na jedzenie i są to ogromne kwoty - link do tekstu), do tego czynsz + rachunki (kilkaset złotych), ubrania, rzeczy dla dziecka, środki czystości, kosmetyki, utrzymanie samochodu (a jak się zepsuje?). I tak rośnie ogromna suma, którą w danym miesiącu MUSIMY wydać. Do tego wiadomo - każdy chce korzystać z życia, wyjechać na weekend, iść do restauracji. Z czego odłożyć? A powiedzmy sobie szczerze – w „prawdziwym życiu” te zarobki mogą być jeszcze mniejsze…

Wiesz skąd bierze się ten problem? Wmawia się nam, że na wszystko nas stać – bez względu na to ile zarabiamy. A to po prostu kłamstwo. Większości z nas nigdy nie będzie stać na wszystko. Paradoksalnie – stać przede wszystkim tych, którzy potrafią poświęcić bardzo wiele swoich kaprysów i skupić się na zarabianiu pieniędzy na to, co rzeczywiście uważają za ważne. Wycinają wszystko, co dla nich nieistotne i wydają pieniądze na wybrane rzeczy czy finansowanie własnego hobby.

Sęk w tym, że my często narzekamy, a tak naprawdę nie wiemy nawet ile i na co wydajemy. Pieniądze przeciekają nam między palcami.

Pomaga wdrożenie prostych zasad: co miesiąc planuję budżet domowy, wiem ile zarabiam i ile mogę wydać, przeznaczam konkretną kwotę na oszczędności – nie jak mi zostanie coś pod koniec miesiąca, ale zaraz po otrzymaniu wypłaty. Żyję za resztę. Nie mam za co? No to są dwa sposoby: ograniczam wydatki albo zwiększam zarobki. Jeszcze lepiej robić i jedno i drugie. Ja wiem, że łatwo mówić, ale nie oszukujmy się – są osoby, które to robią i systematycznie wprowadzają zmiany w swoim życiu. Same sobie udowadniają, że można. Czasami wystarczy tylko spisywać wydatki i zobaczyć, ile sumarycznie co miesiąc wydajemy na słodycze. Te kwoty potrafią przerazić. Taka negatywna motywacja finansowa w połączeniu np. z motywacją do schudnięcia, pomaga wprowadzać pozytywne zmiany w życiu. Oszczędzanie jest także sposobem na to, by uświadomić sobie prawdziwą wartość swojej pracy, pieniądza oraz zmieniać jakość swojego życia na lepsze. Wiem, że nie jest to intuicyjne, bo większości osób kojarzy się z wyrzeczeniami. Dla mnie oznacza bardziej świadome dokonywanie wyborów.

Marzymy o „poduszce finansowej”, ale ciężko się nam zabrać za jej budowanie. Proste pytanie – jak zacząć oszczędzać?

To „jak” zależy przede wszystkim od stopnia naszego zaawansowania finansowego. Dla osób, które jeszcze nie oszczędzają, najprostszym sposobem będzie włączenie usługi typu „Saver” w ich banku. Wtedy przy każdej transakcji opłaconej kartą, bank będzie np. zaokrąglał ją do pełnych dziesiątek złotych i przelewał różnicę na nasze konto oszczędnościowe. Osoba, która nie kontroluje na bieżąco swoich wydatków, nawet nie zauważy tego ubywania pieniędzy. A jednocześnie, przy częstym płaceniu kartą, skala oszczędności może wynieść nawet tysiące złotych w ciągu kilku miesięcy.

Zacząć to jedno, a jak trwać w tym procesie? Co zrobić, by weszło nam to w krew?

Charles Duhigg w swojej książce „Siła nawyku” przekonuje, że nie da się wykorzenić złych nawyków. Można je tylko zastąpić poprzez budowanie nowych. 

Mi pomogło bardzo mocne wkurzenie się na siebie. Uświadomienie sobie, że kwoty, które przepuszczałem np. na grę w kręgle sumujące się do tysięcy złotych, wcale nie dawały mi większej frajdy niż wakacje, na które mogłem pojechać za podobną sumę. Świadomość bywa bolesna, ale w moim przypadku pomogła.

Jak strzec się przed pokusami i nieprzemyślanymi wydatkami? Wiesz, że my kobiety uwielbiamy kosmetyki, ubrania itd. Zresztą faceci są nie lepsi – też mają swoje zachcianki. To kropla w morzu wydatków, które mogą nas pochłonąć.

Rezygnacja z karty kredytowej i wydawanie tylko własnych, zarobionych wcześniej pieniędzy, to dobry sposób na zrozumienie prostej prawidłowości – żeby kupić sobie coś droższego, czego pożądam, to muszę się naprawdę dużo napracować. Od tego już mały krok do dokonywania świadomych wyborów. „Skoro na nowy gadżet muszę pracować przez kilka miesięcy, to czy ten gadżet naprawdę jest warty tyle mojego czasu?”.

Nie ma nic złego w spełnianiu swoich zachcianek, ale do wszystkiego trzeba podchodzić z głową. W takim modelowym podejściu do budżetu domowego zakłada się, że tzw. „fun money”, czyli pieniądze do wydania na przyjemności, nie powinny przekraczać 10% zarobków. Pytanie czy oszukujemy samych siebie i traktujemy kolejny ciuch jako coś niezbędnego, czy może powinniśmy traktować go właśnie jako wydatek w kategorii „fun money”? Zadawanie sobie takich trudnych pytań, to pierwszy krok do zmiany sposobu działania. Niestety otaczający nas świat wmawia nam, że nie ma nic złego w konsumpcjonizmie, że zasługujemy na wszystko, że stać nas na wszystko – a nawet jeśli nie, to szybko możemy sięgnąć po pożyczkę. Tylko po to, by zaspokoić swoją żądzę posiadania czegoś tu i teraz. Wiele osób traktuje zakupy jako sposób odreagowania stresu. Niestety często radość z zakupu zastępowana jest szybko poczuciem winy, że „znowu bez sensu wydaję pieniądze” i cała energia idzie w kierunku usprawiedliwienia i zracjonalizowania kolejnego głupiego zakupu.

Sposoby na radzenie sobie z nieprzemyślanymi wydatkami są proste, ale jednocześnie niełatwe: zostaw karty w domu, noś w portfelu tylko gotówkę w odliczonej ilości, postanów, że nie wydajesz więcej niż np. 50 zł dziennie w niezaplanowany sposób i sukcesywnie zmniejszaj tę kwotę. I oczywiście nie oszukuj samej siebie.

Gdzie w codziennym życiu warto szukać oszczędności? Mówi się, że na jedzeniu nie warto oszczędzać… Zresztą chodzi nie tylko o jedzenie.

Oszczędności można szukać wszędzie. Na moim blogu przedstawiam dosłownie setki sposobów. Odeślę też od razu do mojej książki „Finansowy ninja”, gdzie tłumaczę jednocześnie, jak nie wpaść w pułapkę niemądrego oszczędzania. Bo niestety często jest tak, ze skupiamy się często na drobnych oszczędnościach, a jednocześnie grube tysiące przeciekają nam między palcami.

Jedzenie jest jedną z najkosztowniejszych pozycji w naszych budżetach. Policzyłem, że statystyczna rodzina 4-osobowa w trakcie całego swojego życia przeje prawdopodobnie grubo ponad milion złotych. I teraz sama sobie odpowiedz na pytanie, czy warto szukać oszczędności także i w tym obszarze. Oczywiście, że warto, ale w mądry sposób. Woda filtrowana zamiast butelkowanej, to delikatnie licząc kilkadziesiąt złotych oszczędności miesięcznie. Przynajmniej częściowa rezygnacja z kalorycznych słodkości pozytywnie wpływa na naszą wagę i jednocześnie redukuje wypływy z portfela. O minimalizacji stołowania się w restauracjach i barach – nawet nie wspominam.

Takim szablonowym przykładem we wszelkich przewodnikach po oszczędzaniu jest rezygnacja z picia kawy na mieście i rzekome oszczędności z tego tytułu. Można oczywiście sumować takie drobne wyrzeczenia, ale ja zachęcam przede wszystkim do pilnowania tych największych kategorii kosztów. Wystarczy skutecznie raz w życiu znegocjować cenę kupowanego mieszkania, aby wystarczyło nam na picie kawy przez całe życie. Oszczędzać warto przede wszystkim tam, gdzie daje to największe korzyści. Mądre oszczędzanie to także umiejętność negocjowania – z kontrahentami, z pracodawcami, ale także z samym sobą. Gdy tego się nauczymy, to być może wcale nie trzeba będzie zaciskać pasa.

Jak na co dzień kontrolować te wydatki? Na rynku dostępnych jest wiele aplikacji, w którym możemy zapisywać, na co wydaliśmy pieniądze, by otrzymać pełny obraz wydanych sum. A może wystarczy po prostu zeszyt? W jakiej formie prowadzić te zapiski?

Dobra jest każda metoda, która nam się sprawdza. Korzystanie z aplikacji jest o tyle lepsze, że nie musimy sami niczego sumować. Zrobi to za nas komputer lub telefon. Niemniej jednak jeśli wolimy notes i długopis, to stosujmy tę metodę.

Najwygodniej mieć po prostu aplikację w telefonie, która integruje w sobie dwie funkcje: pomaga z wyprzedzeniem zaplanować budżet domowy, czyli określić limity wydatków w poszczególnych kategoriach, a następnie pozwala na bieżąco spisywać wydatki informując nas także, czy nie przekraczamy zaplanowanych limitów. Wtedy mamy rzeczywistą kontrolę.

Po wskazówki, jak taki budżet przygotować, jak nazwać kategorie, jak prowadzić zapiski i z jakich aplikacji skorzystać – zapraszam do książki „Finansowy ninja”.

Gdzie trzymać swoje oszczędności? Na koncie oszczędnościowym, lokacie, a może… kupić złoto? ;)

To zależy od ilości i przeznaczenia tych pieniędzy. Fundusz awaryjny, czyli 1000-2000 zł pierwszych oszczędności, warto trzymać na koncie oszczędnościowym – tak żeby był na podorędziu. Poduszkę finansową, czyli ekwiwalent 3-12 miesięcy kosztów, warto trzymać na koncie oszczędnościowym lub lokatach krótkoterminowych. Dopiero nadwyżki ponad tą kwotę można inwestować i to tylko przy założeniu, że na inwestycje przeznaczamy wyłącznie te pieniądze, których nie będziemy potrzebować w perspektywie co najmniej kilku lat. Warto też pamiętać, że każda forma inwestowania związana jest z ryzykiem utraty części lub nawet większości zainwestowanych pieniędzy.

Jeśli posiadamy kredyt hipoteczny, to za jedną z najlepszych form inwestowania można uznać wcześniejszą spłatę tego kredytu. Systematyczne nadpłacanie kredytu daje gwarantowana stopę zwrotu – równą wysokości jego oprocentowania – i to praktycznie bez podejmowania jakiegokolwiek ryzyka. Jeszcze większe korzyści osiągnie osoba szybciej pozbywająca się kredytów i pożyczek konsumpcyjnych.

Wiele rodzin zyskało dodatkowy zastrzyk gotówki w postaci 500+. Jak radziłbyś je wykorzystać? Założyć konto „na dzieci”?

Nic mi do tego, na co ktoś zdecyduje się przeznaczyć pieniądze z programu 500+. Nie uważam, że ktokolwiek uprawniony jest do moralizowania na temat tego, co z tymi pieniędzmi powinna zrobić otrzymująca je rodzina. Trzeba pamiętać, że pieniądze trafiają do wszystkich rodzin – takich, które ich tak naprawdę nie potrzebują i takich, w których są one kolosalnym zastrzykiem finansowym umożliwiającym bardziej godne życie. Dlatego nie można generalizować. Jedna rodzina zdecyduje się odkładać te pieniądze na przyszłość dla dziecka, a inna – w całości przeznaczyć na bieżącą konsumpcję – w tym także poprawienie jakości życia całej rodziny. Wierzę, że w tym ostatnim przypadku może to wyrównać szansę dzieci na spokojny rozwój, zmniejszyć poczucie bycia gorszym niż rówieśnicy i zwiększyć pewność siebie. To także bardzo ważny aspekt takiej bezpośredniej pomocy finansowej. Skoro jest – to każdy musi podjąć decyzję, jak wykorzystać ją najlepiej.

To co mnie jednak martwi, to żerowanie instytucji finansowych na 500+ i natychmiastowa gotowość banków do udzielania pożyczek i kredytów pod nowe źródło przychodów polskich rodzin. Niektóre z banków nie potrafiły przez długi czas poprawnie obsługiwać przyjmowania wniosków o udział w programie 500+, ale jednocześnie świetnie sobie radziły z przyjmowaniem wniosków kredytowych na zakup nowego auta z wysokością raty idealnie pokrywającą się z 500 zł na dziecko.

Szczególnie dzisiejszy 30- i 40-latkowie martwią się o swoje emerytury, a raczej o ich… brak. Wiem, że to temat rzeka, ale co radzisz w kwestii zabezpieczenia swojej przyszłości w dojrzałym wieku? Choćby jakie pierwsze kroki warto podjąć w tym temacie? 

To rzeczywiście temat rzeka. Jako pierwszy krok polecam sięgnięcie po książkę „Finansowy ninja”, która jest właśnie takim kompleksowym, 500-stronicowym przewodnikiem na drodze do bezpieczeństwa finansowego. Omawiam tam, jak stworzyć swój własny plan finansowy i jak policzyć kwotę oszczędności niezbędnych do przejścia na emeryturę – kiedykolwiek sobie ją zaplanujemy. Książka daje także narzędzia oraz konkretne wskazówki i podpowiedzi dotyczące czterech obszarów finansów osobistych: oszczędzania, zarabiania, optymalizacji podatkowej i inwestowania. Mierzę się też w niej z wieloma mitami, które negatywnie rzutują na nasze podejście do finansów. Demaskuję także popularne zabiegi stosowane przez instytucje finansowe i doradców finansowych, którzy czasami w bardzo nieuczciwy sposób próbują na nas zarabiać.

I na koniec trudne pytanie, ale… dla Ciebie nie ma trudnych pytań! Pieniądze, myśl o nich, o wydatkach itd. wywołują dużo stresu. Jak się oswoić z pieniędzmi, by traktować je jak coś naturalnego, a nie stresogennego?

Mam wrażenie, że pieniądze są źródłem stresu tylko u tych osób, które ich nie mają lub nie potrafią przy sobie przytrzymać. Życzę wszystkim, by ewentualny stres motywował do działania. Wraz ze wzrostem poczucia kontroli nad finansami, stres znika. Pojawia się determinacja, by zapewnić sobie pełne bezpieczeństwo finansowe. Najłatwiej do tego doprowadzić po prostu poważnie biorąc się za uporządkowanie swoich finansów.

Wiele osób wskazuje jako przełomowy moment, w którym udaje im się odłożyć oszczędności np. na 6-12 miesięcy życia bez zarobków. Zyskują poczucie stabilności i wzrasta ich pewność siebie, dzięki czemu działają jeszcze bardziej skutecznie, np. podejmują ryzyko zmiany pracy czy otworzenia własnej firmy. I właśnie takiego komfortu decydowania o samych sobie życzę wszystkim Czytelniczkom.

Bardzo dziękuję za tę pouczającą rozmowę :)


Zobacz także

Komentarze

Ładowanie komentarzy...

Dodaj komentarz

Użytkownik niezalogowany

4 grudnia 2016, 17:17