Logowanie
Logowanie. Proszę czekać
Nie posiadasz jeszcze konta? Zarejestruj się!
Przypomnij hasło
Rejestracja
Płeć: *

Administratorem danych osobowych jest Edipresse Polska SA z siedzibą przy ul. Wiejskiej 19 w Warszawie. Dane będą przetwarzane w celu świadczenia usług za pomocą portalu oraz w celach marketingowych zgodnie z zakresem udzielonych powyżej zgód.

Osoba podająca dane ma prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania. Podanie danych osobowych oraz wyrażenie zgody na ich przetwarzanie jest dobrowolne. Dane mogą być udostępnione innym podmiotom z grupy kapitałowej Edipresse Polska SA.

Rejestracja. Proszę czekać
Nie możesz się zalogować? Przypomnij hasło
Masz już konto? Zaloguj się!
Odzyskiwanie utraconego hasła
Odzyskiwanie utraconego hasła. Proszę czekać
Nie posiadasz jeszcze konta? Zarejestruj się!
Masz już konto? Zaloguj się!

Poprzedni artykuł: 10 urodowych LIFEHACKÓW, które ułatwią Ci życie Następny artykuł: Ile zarabiają gwiazdy w mediach społecznościowych?

W życiu możemy zrobić prawie każdą rzecz, ale nie możemy zrobić wszystkiego. Wywiad z Asią Glogazą z bloga Style Digger

Kobieta,
,
, tagi: wywiad z blogerką, Style Digger, wywiad z Joanną Glogazą
Coraz popularniejsze określenie „slow life” może sugerować, żeby codzienne obowiązki, wykonywane często w pośpiechu i stresie, realizować wolniej. Nic bardziej mylnego - przekonuje Joasia Glogaza, autorka nowowydanej książki „Slow life. Zwolnij i zacznij żyć”. To życie we własnym rytmie i w zgodzie ze sobą. Ale czy nie są to tylko puste słowa, które i tak nic nie wniosą do naszej codzienności? Asia, która uczyniła swoje życie „slow”, przekonuje, że nie. Trzeba tylko wiedzieć jak to zrobić. I najważniejsze – trzeba chcieć.

Agata Olejniczak: Podkreślasz, że slow life to życie we własnym rytmie i w zgodzie ze sobą. Teoretycznie to rozumiem, ale praktycznie mam obawy, czy naprawdę wiem co masz na myśli…

Joanna Glogaza: Chodzi o to, by czasem zatrzymać się na moment i zastanowić się, po co tak naprawdę wykonujemy wszystkie czynności w ciągu dnia. Wiele rzeczy robimy na autopilocie, z rozpędu, tylko dlatego, że zawsze je robiliśmy. Do części pcha nas presja otoczenia, opinie znajomych, sugestie rodziny. Dla jednej osoby wprowadzenie do życia idei „slow” może oznaczać rezygnację z nielubianych weekendowych zakupów na rzecz porzuconego dawno hobby, na które „brakło czasu”. Dla innej będzie to poświęcenie wczesnych ranków na naukę programowania, a w efekcie zmiana kariery zawodowej na dużo bardziej dla tej osoby ekscytującą.

AO: Slow life kojarzy mi się z typowym obrazkiem często opisywanym ostatnimi czasy w mediach, np. „Rzucił pracę w korporacji i wyjechał na wieś hodować zwierzęta”. Wielu ludzi tkwi w trudnej, stresującej pracy z przyziemnych powodów (dzieci, kredyty itd.). Jak ich slow life może dotyczyć?

JG: To mit. Żeby żyć w zgodzie ze sobą nie trzeba porzucać pracy. Co więcej, hodując zwierzęta na wsi można być tak samo nieszczęśliwym, jak najbardziej sfrustrowany pracownik korporacji. Chodzi o to, by tak zorganizować swoją codzienność, by służyła nam jak najlepiej. Zastanowić się, co daje nam poczucie sensu i spełnienia, a potem zadbać o to, by mieć czas się na tych czynnościach skupiać – między innymi poprzez eliminację rozproszeń, również tych, które czyhają na nas w internecie.

Nauczyć się uczciwie i w skupieniu pracować, by potem odpoczywać bez wyrzutów sumienia. Spędzać czas w taki sposób, jaki najbardziej sprawia nam przyjemność, nie zastanawiając się, czy aby na pewno to aktualnie modne.

Czytaj też:  Ślub w czarnej sukni. Blogerka złamała tradycję

AO: Wiele osób może powiedzieć, że potrafisz „wolno żyć”, ponieważ nie pracujesz na etacie. Ba, nigdy nie pracowałaś. A tymczasem normalny człowiek, taki jak ja, idzie do pracy na 9 (żeby rano się wykąpać, zjeść śniadanie i dojechać muszę wstać ok. 6:30/7:00), wraca ok. 18:00. Do ok. 22:00/23:00 kiedy idę spać, nie zdążę zrobić wiele. A chciałabym: pobiegać, zjeść zdrową kolację, ugotować sobie obiad na jutro, pouczyć się języków obcych, poczytać wartościową książkę i oczywiście posprzątać, o ogarnianiu spraw na komputerze nie wspomnę. Jak to zrobić?! Nie wspomnę o ludziach, którzy mają rodziny, dzieci. Fajnie się mówi o modnym slow life, ale od snucia teorii do praktyki chyba daleka droga…

JG: To prawda, nie pracowałam. Spędziłam w biurowej pracy dokładnie trzy miesiące, na stażu, i przekonałam się, że to nie dla mnie. Ale to właśnie bycie swoim własnym szefem nauczyło mnie dobrej organizacji i walczenia jak lew o swój wolny czas. Najbardziej zapracowani, wypaleni i przemęczeni ludzie, jakich znam, to właśnie osoby prowadzące własne firmy. Kiedy sama zarządzasz swoim czasem, naprawdę trudno postawić granice między efektywną pracą a stuprocentowym relaksem. Mnie ta nauka zajęła dobrych kilka lat, a i tak zdarza mi się pogubić.

A przechodząc do właściwej części Twojego pytania – jest takie powiedzenie, że w życiu możemy zrobić prawie każdą rzecz, ale nie możemy zrobić wszystkiego. A przynajmniej nie na raz. Większość ludzi ma na głowie dużo za dużo rzeczy, zajmuje się wszystkim, w efekcie nie będąc zadowolonym z niczego. Planując, że oprócz pracy na etacie przebiegniemy maraton, zostaniemy mistrzami kuchni, nauczymy się nowego języka, podszkolimy się w nowym programie graficznym i codziennie wysprzątamy dom tak, by zawstydzić perfekcyjną panią domu, a wszystko w ciągu najbliższego półrocza, sami skazujemy się na frustrację. Lepiej wybrać jedną, dwie sprawy, na których w danym momencie najbardziej nam zależy i na nich skoncentrować swoją energię.

Czytaj też:  Blogerka Ola Szepczyńska: „Nikt z powodu makijażu nie powinien być tłamszony

AO: A codzienne obowiązki?

JG: Oczywiście, są rzeczy, które muszą zostać zrobione – trudno byłoby przestać jeść, porzucenie aktywności fizycznej też nie jest dobrym pomysłem. Tutaj kłania się dobra organizacja i nauka odpuszczania. Posiłki można gotować na kilka dni do przodu – ja tak robię i jestem zachwycona. Do tego zakupy spożywcze robię online według wcześniej przygotowanych list, pasujących do przepisów, na które mamy w danym tygodniu ochotę. Zorganizowanie tego systemu zajęło mi jednorazowo trochę czasu, ale teraz cotygodniowe zakupy robię w kwadrans. Można pojechać do pracy rowerem, poczytać w tramwaju albo posłuchać audiobooka w samochodzie. Odpuścić prasowanie i kupować ubrania z niegniotących się tkanin, podzielić się obowiązkami, coś komuś zlecić.

Zresztą nierzadko tylko nam się wydaje, że nie mamy czasu – zainstalowanie wtyczki śledzącej naszą internetową aktywność często pokazuje, że jakimś cudem udało nam się jednak wygospodarować godzinkę na fejsa. A skoro się udało, to uda się i na sprawy naprawdę dla nas ważne. Prawdziwym ekspertem w temacie zarządzania czasem, zwłaszcza u kobiet, jest Ola Budzyńska, znana jako Pani Swojego Czasu, którą przepytałam w jednym z wywiadów w mojej książce.

AO: Jak przestać żyć od weekendu do weekendu?

JG: Zastanowić się, czy nasza praca na pewno daje nam radość i spełnienie. A jeśli nie, to co możemy z tym zrobić. Może wystarczą drobne usprawnienia, jak przeniesienie się do innego działu czy praca w domu przez jeden dzień w tygodniu. Jeśli nie, należałoby pomyśleć nad zmianą.

Warto zadbać też o małe codzienne przyjemności, nie zostawiać celebracji tylko na wielkie życiowe momenty. Pójść na masaż, odwiedzić babcię, wypić kawę z przyjaciółką w deszczowy wieczór. Mamy tendencję (a pisząc „my” mam na myśli głównie kobiety) do dbania o wszystkich dookoła, tylko nie o siebie. Wciąż trudno nam zrozumieć, że jeśli my będziemy się czuły zadowolone z życia, całe nasze otoczenia też na tym skorzysta.

Czytaj też:  DIY – jak zacząć? Opowiada Kasia Ogórek, autorka bloga Twoje DIY

AO: Moja mama zawsze powtarzała: im człowiek ma więcej zajęć, tym ma więcej czasu. Zgadzasz się z tym zdaniem? A jeśli tak, to jak byś je wytłumaczyła?

JG: Trochę tak, często zdarza się, że im więcej czasu mamy na wykonanie jakiegoś zadania, tym bardziej się ono rozwleka. Ale nie wolno przesadzać. Przed zabraniem się za cokolwiek warto sobie odpowiedzieć na pytanie po co tak naprawdę robimy to, co robimy, i czy przybliża nas to do naszych celów. Co z tego, że triumfalnie wykreślimy dwadzieścia zadań z listy, jeśli w żaden sposób nam się nie przysłużą? Wygrywają nie ci, którzy są najbardziej zajęci, ale ci, który pracują mądrze, rozsądnie planują i konsekwentnie stawiają kolejne kroki we właściwym kierunku. To bardzo przykre doświadczenie, zorientować się, że choć mozolnie pokonaliśmy wszystkie szczebelki drabiny, to była ona oparta o złą ścianę.

AO: „Slow life to życie w zgodzie ze sobą, a nie życie na pokaz” – piszesz w swojej książce. Jak sądzisz, jak duży ludzie mają dzisiaj problem z chwaleniem się (głównie na Facebooku) tym, jak super mają w życiu? Z czym to jest związane?

JG: Myślę że większy problem mają ludzie, którzy są odbiorcami tych treści i bezrefleksyjnie się z tymi wyidealizowanymi okruchami czyjejś codzienności porównują. Zapominamy, że w mediach społecznościowych możemy obserwować tylko niewielki wycinek czyjegoś życia, najczęściej najbardziej spektakularny. Nikt nie pokazuje stania w kolejce na poczcie czy rozerwanego na schodach worka ze śmieciami – a zapewniam, że zdarza się to nawet blogerkom i gwiazdom Instagrama.

Czytaj też:  Top8. Najbardziej inspirujące seniorki na Instagramie

AO: Jakie jeszcze trudności/problemy przysparza nam życie w ciągłym pośpiechu?

JG: Rodzi frustrację i wypalenie, które często rekompensujemy sobie szkodliwymi nawykami, z nadmiernym konsumpcjonizmem na czele. Sprawia, że żyjemy nieuważnie, umykają nam ważne momenty – rozmawiałam kiedyś ze świeżo upieczoną żoną, która opowiadała mi, że niewiele pamięta ze swojego ślubu i wesela. Nie dlatego, że wypiła o jedną lampkę szampana za dużo, ale przez szalony wir przygotowań i nierealistyczne oczekiwania. Tak bardzo pilnowała, żeby starannie dobrane detale dobrze wyszły na zdjęciach, że nie miała czasu przeżywać jednego z najważniejszych dni w swoim życiu.

AO: „Slow life to nie moda, to konieczność” – to również zdanie z Twojej książki. Brzmi groźnie… Co oznacza?

JG: Tylko tyle, że nikt nie jest w stanie jechać na najwyższych obrotach w nieskończoność. Pojawia się coraz więcej sygnałów zmęczenia takim modelem życia, w którym sukces mierzymy liczbą przepracowanych w tygodniu godzin i ceną nagromadzonych dóbr. Na nowo aktywizują się lokalne społeczności, powstają współdzielone ogródki i międzypokoleniowe kawiarnie. Po latach grodzenia się na strzeżonych osiedlach znów chcemy ze sobą rozmawiać. Zaczynamy spoglądać w stronę Skandynawii, jeżeli chodzi o podejście do pracy, powoli orientujemy się, że więcej niekoniecznie znaczy lepiej.

AO: Czy „slow life” to posiadanie pasji? Niektórzy, powiedzmy sobie szczerze, nie mają właściwie zainteresowań. To wstyd? Czy powinniśmy je szukać na siłę?

JG: Też, chociaż często mamy mylne wyobrażenie pasji. Wydaje nam się, że musi to być jakaś spektakularna czynność, a chęć jej wykonywania powinna nas spalać od środka, że mamy się w niej zatracać na długie miesiące. Tymczasem najważniejsze jest, żeby stwierdzić, co tak naprawdę daje nam radość i spełnienie i robić te rzeczy jak najczęściej. Jeśli nie wiemy, to trzeba próbować – a to samo w sobie jest dużą frajdą!

AO: Jakie w idei slow life występuje podejście do pieniędzy? W końcu potrzebne są nam by żyć i by mieć jednak np. możliwości realizowania pasji. Z drugiej strony pewnie powiesz, że nie są aż takie ważne. Mylę się?

JG: Mylisz się! Pieniądze są bardzo ważne. I nie chodzi nawet o to, ile ich zarabiamy, ale jak potrafimy nimi zarządzać. Oszczędności i tak zwana poduszka bezpieczeństwa mają fundamentalny wpływ na jakość naszego życia i spokój ducha. Nie musimy się stresować, za co opłacimy nagły wydatek u mechanika samochodowego, możemy w każdej chwili wyprowadzić się od traktującego nas podle partnera, nie jesteśmy uzależnieni od niezrównoważonego emocjonalnie szefa.

To wszystko jest ze sobą połączone. Zdecydowanie łatwiej jest nauczyć się oszczędzać, kiedy nie kupujemy niepotrzebnych gadżetów, a wizyta w galerii handlowej nie jest naszym domyślnym sposobem spędzania weekendu. A tego z kolei łatwiej się ustrzec, kiedy wiemy, co jest dla nas naprawdę ważne i regularnie dawkujemy sobie ulubione przyjemności, niezależnie od tego, czy to szalony wieczór z przyjaciółmi, czy koc, herbata i książka.

AO: Jakbyś jednym zdaniem (wiem, że będzie trudno) podsumowała slow life? Może najpierw ja spróbuję: mniej, lepiej, dokładniej.

JG: To ja dorzucę jeszcze: uważniej, w zgodzie ze sobą, bez poddawania się presji.

*Joanna Glogaza - od 2008 roku prowadzi blog Style Digger, który skierowany jest do kobiet ceniących sobie dobre życie i czerpiące z niego całymi garściami. Z wykształcenia jest socjologiem i trend forecasterem, mieszka w Warszawie razem z adoptowanym psem Chrupkiem. Autorka dwóch książek: "Slow fashion. Światowa rewolucja" i najnowszej "Slow life. Zwolnij i zacznij żyć". 


Zobacz także

Komentarze

Ładowanie komentarzy...

Dodaj komentarz

Użytkownik niezalogowany

8 grudnia 2016, 03:08