Poprzedni artykuł: Fioletowy makijaż oczu na wiosnę? Wiemy, jak go zrobić Następny artykuł: Dzięki temu gadżetowi nigdy więcej nie zaliczysz wpadki makijażowej

Test redakcji: Czy tusz Avon ULTRAobjętość naprawdę gwarantuje efekt spektakularnej objętości?

Makijaż, , tagi: avon
Ultra objętość, ekstremalne pogrubienie bez efektu pajęczych nóżek - ten tusz do rzęs szybko stał się naszym redakcyjnym hitem!

Potwierdzamy - Avon (już po raz kolejny) się sprawdza! Na okładce marcowego katalogu marki piękne rzęsy ambasadorki, Kasi Zielińskiej, to zasługa tuszu Avon ULTRAobjętość. Dlatego tym bardziej byłyśmy ciekawe, jak ta mascara poradzi sobie z naszymi wymaganiami.

Przyszedł czas na to, co lubimy najbardziej, czyli przetestowanie jej możliwości. Zadaniem tuszu jest:

  • nadawanie objętości
  • zagęszczanie rzęs
  • wypełnianie luk
  • nierozmazywanie
  • nieosypywanie

A to wszystko w połączeniu z wodoodporną formułą.  Postanowiłyśmy sprawdzić na własnych rzęsach, czy tusz Avon ULTRAobjętość zapewni nam efekt, o jakim marzy chyba każda kobieta :). Jak nasze wrażenia?

Tusz Avon ULTRAobjętość: Testuje Milena

Zacznę od tego, że jestem wielką fanką tuszy do rzęs. Jeżeli miałabym wskazać, czego w mojej makijażowej kolekcji jest najwięcej, byłyby to właśnie maskary. Trochę ich już zużyłam i bez problemu mogłabym wskazać ulubieńców. Jednym z nich stał się niedawno tusz Avon ULTRAobjętość, którego sama nazwa wskazuje na efekt, jakiego możemy się spodziewać.

Zacznę od szczoteczki, bo to właśnie ona w przeważającej mierze odpowiada za każdym razem za ten efekt. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że to te "tradycyjne" pozwalają uzyskać spektakularny wachlarz rzęs. I ta zasada sprawdziła się również w przypadku Avon ULTRAobjętość. Szczoteczka jest dość gruba i pozornie wydaje się trudna w użyciu. W rzeczywistości bardzo łatwo rozprowadza tusz na włoskach. Świetnie też wypełnia drobne luki, optycznie zagęszczając rzęsy

Testując maskary, zawsze zwracam uwagę, czy podczas malowania produkt odbija się na powiece. Avon ULTRAobjętość na szczęście tego nie robi. W dodatku wystarczy tylko jedna warstwa, aby zauważyć ekstremalny efekt pogrubienia, który utrzymuje się w ciągu dnia. To akurat zasługa formuły maskary, która jest dodatkowo wodoodporna.

Mogłoby się wydawać, że wodoodporny tusz będzie się kruszył i osypywał w ciągu dnia (takie egzemplarze również testowałam)... Akurat Avon ULTRAobjętość wygląda perfekcyjnie przez cały dzień. W dodatku nie jest trudno go zmyć. Tusz nie oblepia oraz nie skleja rzęs i dzięki temu demakijaż zajmuje tylko chwilę. Ja zawsze namaczam wacik płynem dwufazowym, przykładam na dłuższą chwilę do oka, a później delikatnie przecieram w dół. Wszystko schodzi bez problemu. Nie zauważyłam też, aby na waciku pojawiły się rzęsy.

Gdyby tego było mało – cena jest bardzo atrakcyjna. Normalnie kosztuje 36 zł, ale w marcowym katalogu Avon będzie można go kupić jedynie za 17,99 zł.

Jeśli chcecie zobaczyć efekty, zobaczcie zdjęcia - przed i po nałożeniu mascary Avon ULTRAobjętość:

Tusz Avon ULTRAobjętość: Testuje Ula

Według mnie tusz idealny powinien nie tylko pogrubiać, podkręcać i wydłużać rzęsy – powinien przede wszystkim zapewniać im objętość. Z racji tego, że jestem naturalną blondynką o cienkich włosach, moje rzęsy, choć są stosunkowo długie, niestety nie należą do gęstych.

I pomimo wielu eksperymentów i testowania rozmaitych odżywek, nadal nie mogę pochwalić się wachlarzem pięknych, naturalnych rzęs. Ba, bez maskary czuję się tak, jakbym zupełnie ich nie miała! Dlatego też staram się ratować sytuację makijażem i z uporem maniaka poszukuję tuszu, który spełniłby wszystkie moje oczekiwania. Mascara Avon ULTRAobjętość obiecuje wypełnienie luk pomiędzy rzęsami, ich zagęszczenie oraz, co dla mnie najważniejsze, megaobjętość.

Już po pierwszej aplikacji tuszu moje rzęsy były podkręcone, wydłużone i przede wszystkim zagęszczone. Dodatkowo gruba, tradycyjna szczoteczka idealnie je unosi i rozdziela, gwarantując efekt sztucznych rzęs bez ich sklejania czy pozostawiania grudek.

Zobaczcie same:

Pomimo że należę do fanek elastycznych, silikonowych szczoteczek, muszę przyznać, że szczoteczka tego tuszu naprawdę sprawdza się rewelacyjnie i dociera nawet do najkrótszych i najcieńszych włosków.

Już pierwsza aplikacja maskary zapewnia piękny efekt długich, uniesionych, gęstych rzęs. Dla osiągnięcia spektakularnych rezultatów niczym z czerwonego dywanu, polecam dwie, a nawet trzy warstwy. Nie musicie się obawiać, ten tusz nie skleja, nie będzie się osypywał i nie stworzy efektu "pajęczych nóżek". Zdecydowanie warto go wypróbować.

Zdjęcia: Własne

Polecany film


Komentarze

Ładowanie komentarzy...

Dodaj komentarz

Użytkownik niezalogowany

10 grudnia 2018, 11:34

Zobacz także

Nasze propozycje