Logowanie
Logowanie. Proszę czekać
Nie posiadasz jeszcze konta? Zarejestruj się!
Przypomnij hasło
Rejestracja
Płeć: *

Administratorem danych osobowych jest Edipresse Polska SA z siedzibą przy ul. Wiejskiej 19 w Warszawie. Dane będą przetwarzane w celu świadczenia usług za pomocą portalu oraz w celach marketingowych zgodnie z zakresem udzielonych powyżej zgód.

Osoba podająca dane ma prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania. Podanie danych osobowych oraz wyrażenie zgody na ich przetwarzanie jest dobrowolne. Dane mogą być udostępnione innym podmiotom z grupy kapitałowej Edipresse Polska SA.

Rejestracja. Proszę czekać
Nie możesz się zalogować? Przypomnij hasło
Masz już konto? Zaloguj się!
Odzyskiwanie utraconego hasła
Odzyskiwanie utraconego hasła. Proszę czekać
Nie posiadasz jeszcze konta? Zarejestruj się!
Masz już konto? Zaloguj się!

Poprzedni artykuł: 11 kultowych różów do policzków z KWC – znasz je wszystkie? Następny artykuł: MAKE UP STAR DAY, czyli uczta z wizażem w roli głównej

Rzęsy w historii

Kobiece rzęsy to prawdziwa ozdoba oczu. Przez tysiąclecia kobiety szukały sposobu, by były one dłuższe, gęstsze i ciemniejsze. Przedstawiamy krótką historię rzęs od czasów starożytnych aż do współczesności.
rzęsy

Starożytność

Już od czasów starożytnych smarowano rzęsy różnymi specyfikami, by je wzmocnić, pogrubić, wydłużyć i nadać im kolor. Najstarsze dowody na te praktyki znajdujemy około 3500 lat p.n.e. w Egipcie, gdzie makijaż oczu praktykowały nie tylko kobiety, ale również mężczyźni. Robiono to nie tylko ze względów estetycznych, ale też higienicznych – mieszanka używana do malowania oczu odstraszała owady, chroniła przed jaglicą (egipskim zapaleniem spojówek) oraz promieniowaniem słonecznym. Jednym ze składników mieszanki była galena (siarczek ołowiu), minerał z gromady siarczków, który miał właściwości przeciwbakteryjne. Rzęsy malowano „tuszem” przygotowanym z sadzy, oliwy i białka kurzego, co dawało rzęsom intensywną czerń i odpowiednią sztywność. Podczas wykopalisk archeologicznych znaleziono małe naczynia z kholem, który często był mieszany ze sproszkowanym malachitem lub hematytem, co nadawało mu ciekawy, intensywny odcień.

Podobne podejście do makijażu prezentowano w Indiach, gdzie makijaż, tradycyjnie wykonywany kholem, miał znaczenie zarówno religijne, zdrowotne i estetyczne. Także w Kamasutrze znajdziemy opis stosowania pierwszego „tuszu”, którego zadaniem było dodanie uroku i seksapilu.

W cesarstwie rzymskim kobiety, wzorem Egipcjanek i mieszkanek Wschodu, uważały długie, gęste i podwinięte rzęsy za wzór piękna. Pliniusz Starszy, historyk i pisarz, autor „Historii naturalnej” pisał, że dla kobiet niezwykle istotne było zachowanie długich rzęs, co sugerowało niewinność i czystość. Używano do tego celu khola albo palonego korka, nakładanego cienkim patyczkiem.

Wraz z rozprzestrzenianiem się chrześcijaństwa kobiety przechodzące na nową wiarę przestały używać makijażu i wszelkich kosmetyków, gdyż wierzono, że naturalny wygląd bardziej podoba się Bogu. Również pierwsi ojcowie Kościoła potępiali sztuczny wygląd, chwaląc naturalne piękno.

Średniowiecze i okres późniejszy

W tym okresie za ideał piękna uważano wysokie czoło, kobiety goliły więc brwi, a nawet posuwały się do wyrywania włosków nad czołem, by przedłużyć jego linię. Ponadto uważano włosy za seksualny wabik, co było potępiane przez Kościół, dlatego je zakrywano. Również do rzęs nie przykładano większej wagi – wyjątkiem jest okres panowania Elżbiety I, kiedy kobiety na wzór władczyni farbowały brwi i rzęsy, by uzyskać efekt rudoczerwonego koloru, jaki naturalnie posiadała królowa.

XIX wiek

Dopiero romantyzm i epoka wiktoriańska przyniosła szersze zainteresowanie kosmetykami. Około lat 40. kobiety masowo zaczynają przyciemniać swoje brwi i rzęsy, stosując domowe metody, jak na przykład popiół. W 1830 roku francuski perfumiarz i jego syn, Eugene Rimmel, przybywają do Londynu, gdzie otwierają sklep – „The House of Rimmel”, w którym sprzedają własne kosmetyki. W tym okresie Eugene wymyśla pierwszy nietoksyczny tusz do rzęs, na bazie wazeliny, co staje się sukcesem na skalę światową.

XX wiek

Jednak dopiero wiek później zaczyna się prawdziwe szaleństwo na punkcie kosmetyków do rzęs i wynalezione zostają wszystkie najważniejsze produkty do ich stylizacji.

W Stanach Zjednoczonych powstaje pierwszy tusz do rzęs, marki Maybelline, i po raz pierwszy pojawia się nazwa mascara (1933). Jednak największe zasługi w popularyzacji tego kosmetyku w XX wieku miała Helena Rubinstein, Żydówka z Krakowa, której produkt opakowany tak, jak znamy dzisiejsze maskary – w formie gotowego kosmetyku, bez potrzeby dodawania wody – reklamowały aktorki lat 30., 40. i 50. W 1958 pojawił się, dzięki marce Revlon, pierwszy tusz we współczesnym opakowaniu, ze szczoteczką do nakładania.

Wynalezienie sztucznych rzęs jest przypisywane perukarzowi pracującemu przy filmie „Nietolerancja”. W 1916 roku reżyser D.W. Griffith wymyślił, by aktorka grająca główną rolę, Seena Owen, miała rzęsy, które będą rzucały cień na policzki. Co ciekawe, pierwsze tego typu rzęsy były zrobione z firanek. Do powszechnego użytku wprowadził je jednak Max Factor, który, według źródeł, przyszył do rzęs aktorki Phyllis Haver prawdziwe włosy. Co godne podkreślenia, Max Factor tak naprawdę nazywał się Maksymilian Faktorowicz - z pochodzenia był Polakiem.

Kilka lat później, z początkiem lat 30., powstała pierwsza zalotka do rzęs. Choć dziś trudno ustalić, kto był jej faktycznym wynalazcą, podaje się, że był to William McDonell z Nowego Jorku. Za drugiego „ojca” zalotki uważa się Williama Josepha Beldue z firmy Kurlash Co. Forma tego narzędzia niewiele zmieniła się do dzisiaj, nadal też jest produkowana ze stali chirurgicznej, obecnie już zawsze z gumową końcówką. By uzyskać lepszy i trwalszy efekt, kobiety podgrzewały zalotkę suszarką.

Prawdziwy boom na rzęsy nastąpił wraz z latami 60. i pojawieniem się Twiggy, której makijaż opierał się na graficznej kresce i długim, mocno przerysowanym rzęsom. Wtedy też kobiety masowo zaczęły kupować i stosować sztuczne rzęsy.

Współcześnie

Obecnie rynek kosmetyczny jest pełen tuszy, odżywek, zalotek i sztucznych rzęs, pojawiły się też nowe metody ich przedłużania.

Najnowocześniejszą metodę przedłużania rzęs – poprzez przyklejanie rzęsy do naturalnego włoska, zwaną metodą 1:1 – wynaleziono w Japonii. Pierwszym makijażystą, który jej użył był Shu Uemura. W 2003 roku przykleił on do naturalnych rzęs doczepiane, wykonane z norki syberyjskiej. Jako pierwsza miała możliwość nosić je Madonna, jednak metoda ta szybko rozprzestrzeniła się wśród gwiazd Hollywood, a dziesięć lat później stała się dostępna dla zwykłych śmiertelniczek.

Przedłużanie ma jednak swoje wady – przede wszystkim osłabia naturalne rzęsy, ogranicza nas w makijażu i demakijażu oraz wymusza spanie na plecach, ewentualnie na boku. Dlatego producenci, idąc za ciosem, wymyślają coraz to nowsze odżywki do rzęs, które stymulując ich wzrost, pozwalają cieszyć się długimi, gęstymi rzęsami bez potrzeby ich sztucznego upiększania. Jedną z najlepszych na rynku, o naturalnym i sprawdzonym dermatologicznie składzie, jest Realash – odżywka, którą nakładamy co wieczór na górną powiekę dołączonym pędzelkiem wzdłuż linii rzęs, by już po trzech tygodniach cieszyć się dłuższymi i gęstszymi rzęsami, a po trzech miesiącach – nowym spojrzeniem, dzięki któremu wystarczy nam delikatny makijaż oczu, by zrobić wrażenie. Produkt zawiera naturalne składniki, takie jak wyciąg z lnu, nagietka i palmy sabałowej, jest też hipoalergiczny, co minimalizuje ryzyko podrażnień i uczuleń.

Taka odżywka do rzęs wpisuje się w najnowsze trendy urodowe, które stawiają w pierwszej kolejności na pielęgnację, a dopiero potem na kosmetykę kolorową, która według zasady primum non nocere nie tylko ma nie szkodzić, ale standardem już jest, że ma posiadać także właściwości pielęgnujące.

materiał sponsorowany

zdjęcia: materiały PR

Zobacz także