Poprzedni artykuł: Wybrałyśmy dla was 10 hitów z wiosennej kolekcji H&M! Ceny zaczynają s... Następny artykuł: 10 hitów z wiosennej kolekcji Mohito (te sukienki włożysz też na Walen...

Ubiera milonerów, znanych piłkarzy, polityków! Ten 24-letni Polak naprawdę zna się na modzie...

Moda, , tagi: blog, blog modowy, bloger
Jakub Roskosz prowadzi jednego z najpopularniejszych w Polsce blogów o modzie męskiej. Zajmuje się klasyczną elegancją i z pasją doradza w kwestii ubioru. Swój wizerunek powierzyło mu wielu znanych sportowców oraz ludzi ze świata biznesu.

Masz zaledwie 24 lata, a sporo już dokonałeś. Mało kto w twoim wieku działa z takim rozmachem.

- Owszem, bardzo ciężka pracuję, ale jestem pod każdym względem wolną osobą. Bez partnerki, dzieci, etatu i jakichkolwiek zobowiązań. Takie warunki sprzyjają rozwojowi. Działam na własny rachunek. Żeby dojść do miejsca, w którym dzisiaj jestem i coś osiągnąć, musiałem dużo i ciężko pracować. Przez ponad rok równolegle prowadziłem własną firmę i pracowałem na etacie. Spałem po sześć godzin i… cały czas pracowałem. Teraz staram się znaleźć kilka dni w ciągu roku w których mogę podróżować i zwiedzać, mieć czas dla siebie. Kiedy robi się to co się lubi, a do tego jeszcze na tym zarabia, trudno znaleźć złoty środek. Praca sprawia ci przyjemność, robisz to co lubisz i daje to efekty, rozwijasz się. Poświęcasz na to każdą wolną chwilę. Nietrudno zostać pracoholikiem.

Mówi się, że „faceci w garniturach pracują dla facetów w t-shirtach”. Zgadzasz się z tym?

- W wielu przypadkach to niestety prawda, zwłaszcza w Polsce. „Faceci w garniturach” to zwykle młodzi chłopcy z korporacji, menadżerowie. Mają świadomość, że ich ubiór jest bardzo ważny, ale pracują dla właścicieli, którzy chodzą w koszulkach. 50- i 60-latków, bo tacy ludzie prowadzą w naszym kraju duże biznesy.

W czasach komunizmu nie mieli odpowiednich wzorców. To był bardzo zły okres, również z punktu widzenia tradycji dobrego ubierania się. W tamtych czasach wszystko umarło. Nawet, gdy ktoś chciał się dobrze ubrać - nie miał gdzie. Nikt na ubiór nie zwracał uwagi. Przeciwnie, ostentacyjnie pokazywano, że do stroju nie przywiązuje się żadnej wagi. Czasami był to wyraz sprzeciwu wobec ówczesnej władzy - ludzi w krawatach i mundurach.

Właśnie dlatego widać ogromną różnicę między młodymi biznesmenami i ludźmi starszej daty. Dzisiejsi 50- i 60-latkowie to najgorzej ubrana grupa w Polsce. Wystarczy popatrzeć na naszych polityków. Między starszymi i młodszymi widać przepaść. W wielkich korporacjach w Szwajcarii albo we Włoszech jest pod tym względem zupełnie inaczej. Jedyna branża za granicą, w której obowiązuje bardzo swobodny strój, to branża startupów. Tak ubierają się ludzie, którzy w wieku 24 lat grają na giełdzie i otwierają potężne firmy, jak choćby założyciel Facebooka. To jednak specyfika świata IT, które nigdy nie zwracało uwagi na swój wizerunek (śmiech).

Doradzam w kwestii ubioru i dresscode’u eleganckim mężczyznom. Wśród moich klientów są menadżerowie i właściciele dużych firm. Jeden z moich klientów, który podpisuje wielomilionowe kontrakty na całym świecie, chce dobrze wyglądać i bardzo mu na tym zależy. Uważam, że te historie z facetami w t-shirtach odchodzą do lamusa.

Zobacz także: 5 najmodniejszych męskich fryzur na nowy sezon

Przenieśmy się teraz na polską ulicę. W porównaniu z czasami socjalizmu, widać ogromną różnicę. W zestawieniu z innymi krajami Europy, wciąż wypadamy kiepsko, bo niezbyt dobrze się ubieramy.

- To zauważalna różnica. Wynika z faktu, że cała inteligencja - ludzie, którzy świetnie się ubierali - nie miała możliwości przekazania tradycji. Spójrzmy na zdjęcia i filmy z czasów Piłsudskiego, sprzed I Wojny Światowej. Mężczyźni w Polsce naprawdę byli dandysami. Dobrze się ubierali, dbali o zarost, nosili krawaty i laski. To były czasy, w których elegancja i klasyczna moda męska była bardzo popularna. Polacy nie byli ani trochę gorsi na tle światowej konkurencji.

Gdy Twoi rówieśnicy będą 30-40-latkami, polska ulica będzie wyglądać równie dobrze, jak w czasach Piłsudskiego?

- Może nie aż tak. Dziś nikt nie ubiera się już tak klasycznie, ale jestem przekonany, że wszystko idzie w dobrą stronę. Obserwuję blogosferę, prezentującą klasyczną modę męską i większość blogerów – może z wyjątkiem kilku nazwisk – to osoby poniżej 25 roku życia. Dużo rozmawiam z właścicielami pracowni, które szyją garnitury na miarę, sprzedają wysokiej jakości obuwie i sprowadzają odzież z Włoch. Wszyscy mówią, że gdy ci mężczyźni będą w wieku, w którym wydaje się najwięcej - nasza ulica będzie wyglądać dużo lepiej. Ubieranie się na poziomie wiąże się z wydatkami. Można dobrze się ubrać za niewielkie pieniądze, ale trzeba wiedzieć jak to zrobić. Jeździć na wyprzedaże, szukać okazji i być bardzo świadomym klientem, by móc skutecznie zrobić takie zakupy. Trzeba wiedzieć co wybrać, gdzie pójść i w jakim okresie. To zabiera mnóstwo czasu.

Odpowiedni strój może mieć kluczowe znaczenie w biznesie. Jako młody człowiek, wiele spraw załatwiłeś dzięki temu, że byłeś dobrze ubrany?

- Z pewnością strój pomaga zrobić dobre wrażenie, a to już pierwszy krok do tego, by coś uzyskać na spotkaniu. To istotne, bo ciężko wzbudzić zaufanie, kiedy wyglądasz jak… gówniarz. Ja w takim stroju wyglądam na osobę o wiele starszą, a jeszcze trzy - cztery lata temu miałem straszny problem ze swoim wiekiem.

Masz teraz klientów, którzy chcą korzystać z Twojej rady i chodzić z Tobą na zakupy. Na ogół to osoby znacznie od Ciebie starsze.

- Wiek nie ma tu znaczenia. Inaczej pracuje się z mężczyzną, który ma 60 lat. Inaczej z młodym człowiekiem. Inne są oczekiwania. Grunt, by mieć pojęcie i każdemu móc odpowiednio doradzić. Od globalnych marek dostaję zlecenia na sesje zdjęciowe, na których odpowiadam za stylizacje. W przypadku indywidualnych klientów - muszę ich poznać. Model na sesji zdjęciowej musi założyć to, co dostanie, wcielić się w wyznaczoną rolę i dobrze w tym wyglądać. Swoich klientów muszę natomiast ubrać, a nie przebrać. To jest klucz. Ktoś, kto nie lubi garniturów, zawsze będzie w nich sprawiać wrażenie osoby przebranej.

 Większość Polaków nie zna takich trudnych słów, jak np. poszetka?

- Na pewno spora część. Choć ta świadomość i wiedza w kwestii mody męskiej znacząco się poprawiła na przestrzeni ostatnich kilku lat. W przypadku moich niektórych klientów, musimy pokonać bardzo długą drogę. Tłumaczę wszystko o poszetce, wyjaśniam co to brustasza i kozerka oraz znaczenie wielu innych słów, o których istnieniu nie mieli wcześniej pojęcia. Czasami muszę długo przekonywać, że właśnie to będzie najbardziej odpowiednie dla wieku, stanowiska i branży. Są też osoby, które w pełni zdają się na mój gust i ruszamy na zakupy. Wówczas nawet nie pytam ich o zdanie, bo wiem, że mają do mnie pełne zaufanie. 

Zobacz także: Jamie Dornan zmienił fryzurę! Ale czy to dobry pomysł?

Zegarek to też ważny element stroju. Najczęściej - jedyna biżuteria, jaką nosi mężczyzna.

- Jest dopełnieniem stroju. Zegarki to również moja pasja. Zachorowałem na ich punkcie i jest to czasami choroba bardzo bolesna, bo kosztowna (śmiech). To najbardziej niezrozumiała z branż w których działam. Wzbudzająca emocje. Inaczej jest, gdy komuś powiem, że dobry garnitur zazwyczaj musi kosztować co najmniej kilka tysięcy złotych. A co jeśli okazuje się, że dobry zegarek kosztuje 50 tys. zł? Wiele osób nie próbuje tego zrozumieć.

Jest przecież wiele świetnych, genialnych wręcz manufaktur. W 90 proc. szwajcarskich. Precyzja wykonania i świetna jakość. Z drugiej strony to jeden z najdroższych krajów świata. Stąd ceny bywają szalone. Nie tylko dlatego, że to po prostu luksusowy produkt. Tak pozycjonowany. Koszt wyprodukowania czegokolwiek w Szwajcarii jest horrendalnie wysoki.

Niektórzy traktują zegarki jako dopełnienie stroju. Dla mnie to coś więcej. Źle się czuję, jeśli zapomnę założyć zegarka. Doradzam klientom i pomagam dokonać właściwego wyboru. Dostosowuję markę do budżetu. Wiąże się to czasem z zagranicznymi podróżami, aby zdobyć określony, rzadko spotykany model. Można napisać o tym książkę, ale i tak mało kto zrozumie, jak można wydać na zegarek 30 tys. albo 40 tys. zł. Nawet, gdy na to go stać. Mam klientów, którzy są multimilionerami. Jeden z nich, wysoko notowany na liście najbogatszych Polaków, kompletnie nie zwraca uwagi na zegarki. Dla niego to po prostu czasomierz.

Zdradzisz nam kilka dużych nazwisk z którymi miałeś okazję współpracować?

- Ostatnio był to Grzegorz Krychowiak. Natomiast biznesmeni w absolutnej większości przypadków chcą pozostać anonimowi. Nie chcą, by ktoś się dowiedział, że korzystają z porad stylisty. Mogłoby to zostać odebrane jako słabość. Ubierałem też Trenera Anwilu Włocławek, Igora Milicica i koszykarzy Śląska Wrocław. Są też politycy, których nazwisk nie mogę niestety ujawnić.

Jakie masz plany na przyszłość?

- Być zadowolonym z życia. Dlatego nie chcę, by wiele się w nim zmieniło. Robię to co kocham, w dodatku mi za to płacą. Prowadzę bloga, dużo podróżuję, sprawdzam swoje siły w biznesie i spełniam się zawodowo. Chcę wstawać codziennie rano z nową energią, poznawać świetnych ludzi. Jeszcze rok temu nawet był nie pomyślał, że będę mógł przejąć firmę, dla której przez kilka lat pracowałem. Internet to jednak niestabilny grunt. Jedne firmy błyskawicznie się wznoszą, inne z hukiem upadają. Ciężko przewidzieć co przyniesie przyszłość. Gdyby 10 lat temu ktoś powiedział mi, że będę jednym z największych blogerów w kraju, nie uwierzyłbym mu. Nawet nie wiedziałem co to jest bloger, a taki zawód właściwie nie istniał.

Dziękuję za rozmowę.

Zapisz

Polecany film


Zobacz także

Komentarze

Ładowanie komentarzy...

Dodaj komentarz

Użytkownik niezalogowany

21 czerwca 2018, 10:08

Nasze propozycje