Logowanie
Logowanie. Proszę czekać
Nie posiadasz jeszcze konta? Zarejestruj się!
Przypomnij hasło
Rejestracja
Płeć: *

Administratorem danych osobowych jest Edipresse Polska SA z siedzibą przy ul. Wiejskiej 19 w Warszawie. Dane będą przetwarzane w celu świadczenia usług za pomocą portalu oraz w celach marketingowych zgodnie z zakresem udzielonych powyżej zgód.

Osoba podająca dane ma prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania. Podanie danych osobowych oraz wyrażenie zgody na ich przetwarzanie jest dobrowolne. Dane mogą być udostępnione innym podmiotom z grupy kapitałowej Edipresse Polska SA.

Rejestracja. Proszę czekać
Nie możesz się zalogować? Przypomnij hasło
Masz już konto? Zaloguj się!
Odzyskiwanie utraconego hasła
Odzyskiwanie utraconego hasła. Proszę czekać
Nie posiadasz jeszcze konta? Zarejestruj się!
Masz już konto? Zaloguj się!

Poprzedni artykuł: Wygraj nowości z serii Perfecta I Love Bronze! Następny artykuł: Przejdź metamorfozę z wizaz.pl i Kliniką Cosmopolitan!

Dermokosmetyki to nie leki. Na co powinnyśmy zwracać uwagę?

Słyszałyście o syndromie białego fartucha? Niektórym nawet na samą myśl o wizycie w gabinecie lekarskim podnosi się ciśnienie. W efekcie unikają nie tylko lekarzy pierwszego kontaktu, ale i specjalistów, w tym dermatologa. Walcząc z chorobami skóry sięgają więc po dermokosmetyki. Uwaga, dermokosmetyki to nie leki!

W działach z dermokosmetykami oraz w aptekach znajdziemy peelingi glikolowe, produkty do cery naczynkowej, kuracje przeciwko wypadaniu włosów, kremy ujędrniające czy kremy matujące do cery trądzikowej i wiele innych. W reklamach nawiązuje się do najczęstszych problemów dermatologicznych: do odwodnienia, atopowego zapalenia skóry czy nowotworów skóry, a także do badań naukowych. Też macie wrażenie, że producenci sprzedają złudzenia? To się wcale nie mylicie.

Marki, które stosują własne, opatentowane technologie i składniki postrzegamy jako farmaceutyczne, tymczasem na ślepej wierze w ich zapewnienia daleko nie zajdziemy. Dlaczego? Dermokosmetyki podlegają tym samym przepisom, co zwykłe drogeryjne produkty. Mogą być skuteczniejsze, ale wcale nie muszą, a co najważniejsze – nie leczą.

Marketingowa wydmuszka?

Na problem błędnego postrzegania dermokosmetyków zwraca uwagę m.in. Karolina Latanowicz, absolwentka chemii na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i studium farmacji, która na co dzień pracuje w aptece i prowadzi bloga KremDlaMnie.pl. Choć wiedzę na temat kosmetyków i ich bezpieczeństwa nabyła podczas kursów, do rozgryzienia „wyjątkowości” dermokosmetyków skłonili ją pacjenci. Pracując w aptece, często pytali, czy są to lepsze kosmetyki niż pozostałe. - Zaczęłam szukać, sprawdzać, potem wprowadzałam własny kosmetyk na rynek i zaczęłam zgłębiać prawo kosmetyczne – wspomina.

W końcu dostrzegła, że dermokosmetyki to chwyt marketingowy. Choć dziś nie jest to jakaś tajemna wiedza, wciąż wiele osób traktuje je jako preparaty dermatologiczne lub wręcz leki stosowane zewnętrznie. Czym zatem są dermokosmetyki? Ich nazwa powstała z połączenia kosmetyków i farmaceutyków, jednak samo pojęcie funkcjonuje wyłącznie jako hasło marketingowe. W rzeczywistości podlegają one tym samym wymogom, co zwykłe drogeryjne kosmetyki, a mianowicie Ustawie o kosmetykach. Gdyby były lekami, ich obecność na rynku regulowałyby przepisy Prawa farmaceutycznego.

- Żadne przepisy nie regulują kategorii „kosmetyki apteczne”, „kosmoceutyki”, „dermokosmetyki”. Pojęcia te zostały stworzone na potrzeby marketingu. Oczywiście producent może stworzyć linię wyłącznie do sprzedaży aptecznej, zawierającą substancję nieobecną w pozostałej jego ofercie. To jednak w żaden sposób nie jest uregulowane prawnie i zależy wyłącznie od strategii marketingowej firmy – tłumaczy Karolina Latanowicz. Prawo prawem, a co z bezpieczeństwem? Czy osoby walczące ze schorzeniami skórnymi słusznie dopatrują się w nich skuteczniejszego działania i większego bezpieczeństwa? Zdaniem naszej rozmówczyni – nie.

- Dermokosmetyków nie należy traktować jako bezpieczniejszych od tych sprzedawanych np. w drogeriach, ponieważ wszystkie kosmetyki, w tym także te określane jako dermokosmetyki, podlegają tym samym przepisom prawa. Niezależnie od miejsca sprzedaży, każdy kosmetyk podlega ocenie bezpieczeństwa przez wykwalifikowanego eksperta – Safety Assesora. Do obrotu zostają wprowadzone kosmetyki, które zostały uznane za bezpieczne i wszystkie kosmetyki, w tym również te określane jako dermokosmetyki, charakteryzuje ten sam stopień bezpieczeństwa – wyjaśnia.

Odmiennego zdania jest Joanna Suseł, dermatolog i ekspert medycyny estetycznej z Centrum Medycyny Estetycznej i Dermatologii WellDerm. - Działanie dermokosmetyków jest starannie i wnikliwie przebadane oraz udokumentowane i jest to działanie, które przewyższa aktywność popularnych, drogeryjnych kosmetyków. Dlatego są to preparaty bezpieczniejsze, ale przede wszystkim efektywniejsze niż kosmetyki i bardzo często polecam ich stosowanie do codziennej pielęgnacji – przekonuje.

Sekret tkwi w składzie

Skuteczności kosmetyku nie determinuje jego nazwa ani przypisanie do kategorii produktów drogeryjnych czy dermokosmetyków. Zdaniem Karoliny Latanowicz określenie „dermokosmetyk” wcale nie musi być gwarancją skuteczności i przekonał się o tym chyba każdy, kto testował produkty różnych marek. Wystarczy wypróbować płyny micelarne z działu z dermokosmetykami, aby dostrzec, że wiele z nich wcale nie służy naszej skórze.

- Tutaj ogromnie ważna jest znajomość składu kosmetyków, działania poszczególnych składników. Wiadomo, że nie każdy musi posiadać taką wiedzę, dlatego jeśli komuś zależy na wyborze skutecznego kosmetyku, warto skonsultować  jego skład z dobrym dermatologiem czy kosmetologiem. W internecie funkcjonuje kilka rzetelnych stron i blogów prowadzonych przez osoby,  które analizują składy kosmetyków. Można się do nich zwrócić, jestem pewna, że z chęcią doradzą i pomogą – podpowiada Karolina Latanowicz.

Czy wobec tego dermokosmetyki wyróżniają się na tle pozostałych produktów czymś innym niż nazwą? Niekoniecznie, ponieważ zależy to tylko i wyłącznie od producenta. W doborze odpowiedniego kosmetyku niezbędna jest wiedza, własna bądź sprzedawcy, która podpowiada jak dany składnik działa na skórę. Bez niej niestety trudno zweryfikować obietnice producenta. Jedno jest pewne – dermokosmetyki mogą redukować niedoskonałości czy pielęgnować skórę, ale jak podkreśla Karolina Latanowicz, ich przeznaczeniem nie jest leczenie chorób.

Wniosek? Jeśli w aptece, tak stacjonarnej, jak i internetowej, przekonuje się nas, że dermokosmetyki to „profesjonalne kosmetyki apteczne”, które „są w pełni bezpieczne i zostały starannie przebadane pod kątem dermatologicznym”, włączmy czujność i zdajmy się na swoją wiedzę. Nie jest to oczywiście powód, by dermokosmetyki demonizować. Wprawdzie są one wytworem marketingu, ale faktycznie mogą stanowić efektywne uzupełnienie leczenia dermatologicznego.

Dermokosmetyki w terapiach skojarzonych

Chociaż dermokosmetyki z lekami mają niewiele wspólnego, często poleca się je nam właśnie w gabinetach dermatologicznych. Można polemizować, na ile są one skuteczne, a na ile zalecenie ich stosowania wynika ze współpracy lekarza z producentem, ale traktowanie dermokosmetyków jako elementu terapii stało się już regułą. Jeden dermatolog poleca płyn zwężający pory, inny delikatny środek do oczyszczania twarzy, a jeszcze kolejny krem łagodzący.

Czy to oznacza, że lekarze nie podzielają naszych obaw? Jak przekonuje Joanna Suseł, najczęściej producentami dermaceutyków są koncerny farmaceutyczne, które mają dostęp do innowacyjnych laboratoriów i tworzą najnowocześniejsze składniki aktywne. Specjalistka zaznacza jednak, że dermokosmetyki są preparatami zawierającymi zaawansowane składniki aktywne i działają podobnie jak leki, ale lekami ani alternatywą dla leków nie są. Osobiście, po dobraniu odpowiednich leków, stosuje je jako element terapii skojarzonych.

- Wykorzystuję w ten sposób zasadę synergii: lek i dermaceutyk stosowane w jednej terapii przynoszą lepsze efekty, niż gdyby były aplikowane osobno – tłumaczy. - I tak na przykład w terapii trądziku łączę lek złuszczający, który zalecam stosować wieczorem, rano proponuję pacjentowi dermokosmetyk, który skutecznie nawilża, nie zapychając porów. W przypadku terapii wybielających, anti-aging, także antytrądzikowych, przeplatam stosowanie leków z dermaceutykami zawierającymi kwasy – wylicza.

W jakich jeszcze sytuacjach stosowanie dermokosmetyków zaleca lekarka? Jak wyjaśnia nam Joanna Suseł, poleca je także jako preparaty o działaniu łagodzącym, które sprawdzają się w przypadku wystąpienia ewentualnych skutków ubocznych po lekach, takich jak zaczerwienienie czy intensywne złuszczanie. - Zaznaczam jednak, że same w sobie lekami nie są i z pewnością nie możemy spodziewać się wyleczenia problemu skórnego tylko dzięki stosowaniu dermaceutyków. Mogą one jedynie intensyfikować terapeutyczne działanie leków i zabiegów – podkreśla.

Jaki z tego morał? Z zamieszania wokół dermokosmetyków warto wyciągnąć dwie lekcje. Po pierwsze, z chorobami skóry nie wybierajmy się do drogerii, lecz do lekarza. Po drugie, dla swojego dobra stańmy się świadomymi klientkami i zacznijmy czytać składy. Czasem to, co napisano maleńkim druczkiem ma największe znaczenie.

Czytaj też: Zwiększa objętość włosów, redukuje opuchliznę, relaksuje po treningu. Kosmetyczny cud za grosze!

zdjęcia: Fotolia

Polecany film

Ambroziak - zabiegi z osoczem dla kobiet 35+


An Error Occurred: Internal Server Error

Oops! An Error Occurred

The server returned a "500 Internal Server Error".

Something is broken. Please let us know what you were doing when this error occurred. We will fix it as soon as possible. Sorry for any inconvenience caused.

Komentarze

Ładowanie komentarzy...

Dodaj komentarz

Użytkownik niezalogowany

27 kwietnia 2017, 03:27

Nasze propozycje