Poprzedni artykuł: Zrezygnowała z szamponu i depilacji - zaoszczędziła już 14 tysięcy zł!... Następny artykuł: Masz suche, spękane usta? Nie ma lepszego ratunku niż ten hit za 8 zł!

Rewolucja w szczotkowaniu zębów!

Pierwszy kontakt ze szczoteczką Philips Sonicare przypominał mi uruchamianie po raz pierwszy zupełnie nowego laptopa – te mrugające diody, tajemniczo jeszcze wyglądające ikonki, pulsujące światełka... A na poważnie – wszystkim rozpoczynającym przygodę z tym sprzętem polecam zerknąć najpierw do instrukcji (nie przesadzam!). Możliwości ustawień jest kilka, istotna jest też kolejność szczotkowania zębów - podręcznik użytkownika jest tu więc dołączony nie bez powodu.

Gdy już sprawdziłam podstawowe kwestie, mogłam zabrać się do testowania. Pierwsze wrażenia? Kontakt z kosmiczną technologią. ;) Bardzo myliłam się myśląc (jak pewnie większość), że to po prostu zwykła szczoteczka, tylko z ruchomą główką. Nie ma to nic wspólnego z klasycznymi obrotowymi szczotkami – technologia soniczna sprawia, że drgania są tutaj zupełnie innego typu. W odróżnieniu od tradycyjnych szczoteczek, szczoteczka soniczna wykonuje ruchy wymiatające. Wystarczy przyłożyć ją pod kątem 45% do zębów i delikatnie przesuwać wzdłuż linii dziąseł.

W zestawie mamy kilka wymiennych główek do szczoteczki, związanych ze wspomnianymi programami. Główki wykonane są w technologii adaptacyjnej tzn dzięki elastycznej końcówce dopasowują sie do kształtu zębów i dziąseł. Nie będziemy mieć problemu z ich rozróżnieniem, bo każda z nich ma inny kolor i oznaczenie na szyjce: C – od trybu Clean, W – Whitening, G – Gums. Dodatkowo, dołączona jest także płaska końcówka do czyszczenia języka. Szczoteczka sama rozpoznaje wybrany program po dołączeniu główki, a ustawienie intensywności możemy manualnie zmienić. 

Początkowo, ze względu na to, że mam bardzo wrażliwe dziąsła, obawiałam się ich podrażnienia i odczuwalnego podczas szczotkowania dyskomfortu. Muszę jednak uspokoić wszelkich wrażliwców - nic takiego się nie dzieje. Dla moich delikatnych dziąseł wolałam docelowo wybrać o jeden poziom niższą intensywność i w jej obrębie (przy każdym z programów) najlepiej czyściło mi się zęby. Po pewnym czasie stosowania, zapewne wskutek dokładnego masażu dziąseł, są one nawet w lepszym stanie niż wcześniej.

Każda z końcówek jest jak dla mnie idealnej wielkości. Sprawdzą się bez problemu u osób o mniejszej, wąskiej szczęce, bo kształt główki (wydłużony, a nie okrągły) pozwala dotrzeć do końca jamy ustnej i do wszelkich zakamarków. Główki dobrze dopasowują się do zębów i łatwo jest nimi wykonać masaż dziąseł podczas szczotkowania.

Dodatkowym udogodnieniem podczas używania szczoteczki ma być aplikacja, którą producent zaleca zainstalować w telefonie, żebyśmy mogli jeszcze lepiej kontrolować technikę czyszczenia zębów. Aplikacja ma monitorować efekty naszego dbania o zęby, pilnować właściwego czasu szczotkowania i informować o konieczności wymiany główki. Samą aplikację oceniam jako dodatkowe udogodnienie, przydatne może dla osób, które bardzo lubią tego rodzaju nowinki i będą chciały pobawić się jej konfiguracją. Aplikacja pomaga śledzić naszą technikę szczotkowania w dłuższym okresie czasu, dzięki czemu możemy lepiej zadbać o ogólny stan zdrowia jamy ustnej.

Specjalnie skonfigurowane, gotowe programy w praktyce sprawdzają się bardzo dobrze. Program Clean – dla fanów mocnego doczyszczenia zębów. Już po pierwszym użyciu można mieć odczucie podobne do tego, gdy wychodzimy od dentysty po usuwaniu kamienia nazębnego: zęby są gładkie, jakby pierwszy raz doczyszczone, i rozpoznajemy dotykowo, że są inne niż wcześniej. Program Gum Care – mam wrażenie, że działa łagodząco na dziąsła, jeśli mamy tendencje do stanów zapalnych. Ostatecznie najchętniej sięgałam po program White, i jego efekty już po pierwszym tygodniu były lekko widoczne. Myślę, że pełnię efektu można będzie ocenić dopiero po kilku miesiącach, ale już teraz moje zęby wyglądają na minimalnie bielsze i o wyrównanym kolorycie.

Niezależnie od wybranego programu, za każdym razem po umyciu zęby są dokładnie doczyszczone i wypolerowane, jest to wyraźnie odczuwalne.

Możliwość użycia konkretnego programu, wraz z dedykowanym mu czasem i dobranym automatycznie stopniem nacisku, jest wielkim udogodnieniem. Uczymy się poprawnego szczotkowania zębów (niby robiłam to tyle razy dziennie, a jednak to, jak układałam szczoteczkę i ile czasu przeznaczałam na konkretne partie zębów, było dalekie od ideału). Dość szybko dzięki Philips Sonicare wyrobiłam sobie nawyk szczotkowania zębów partiami, bez ciągłego machania szczoteczką po całej jamie ustnej, co w efekcie nie było równomierne i dokładne.

Szczoteczka wymaga jednak zupełnej zmiany w podejściu do szczotkowania zębów, nie tylko skupiania się kolejno na ich poszczególnych partiach, ale też zmiany samej techniki szczotkowania. Szczoteczkę trzeba przyłożyć pod kątem 45% do zębów i delikatnie przesuwać wzdłuż linii dziąseł.

Kolejna sprawa to ergonomiczność tego urządzenia. Szczoteczka jest dość duża, ale wykonana z nieślizgającego się w dłoni materiału, a jej kształt pozwala na pewny i wygodny chwyt. Pomimo że mam raczej drobne ręce, nie wydała mi się za duża ani nieporęczna. Łatwo się ją trzyma i manewruje zarówno przy myciu dolnych, jak i górnych zębów. Nie jest ciężka (choć wiadomo – cięższa od zwykłej szczoteczki, co mnie osobiście nie robi różnicy).

Patrząc na nią widać solidność wykonania – materiał nie łapie łatwo zabrudzeń, nie rysuje się i wygląda solidnie. Włosie również sprawia wrażenie porządnego wykonania. Producent rekomenduje wymianę główki co 3 miesiące, ale dzięki technologii SmartSensor i aplikacji wiemy dokładnie, jakie jest zużycie i kiedy należy ją wymienić. W każdej główce włosie jest mieszane – soft medium. Kształt i układ blistrów jest tak zaprojektowany, aby zapewnić najlepsze rezultaty. Odpowiednikiem wyboru innej twardości włosia jest tutaj zmniejszenie intensywności działania szczoteczki.

Konia z rzędem temu, kto faktycznie przykłada się do obowiązkowych dwóch minut przy każdym myciu. A nawet jeśli, to teraz nie musimy już liczyć czasu albo zgadywać, czy na pewno wystarczająco długo czyścimy zęby (i czy na pewno dokładnie każdą partię ze wszelkich możliwych stron). Szczoteczka sama nam podpowie, kiedy zmienić stronę i czy nie naciskamy na zęby zbyt mocno, a po umyciu wszystkich partii zębów (dla ułatwienia podzielonych na sektory po 20/30 sekund, sygnalizowane dźwiękiem) sama się wyłączy. Bardzo ułatwia to codzienne stosowanie, szczególnie, że mamy kilka programów dostosowanych do rodzaju czyszczenia (głębokie czyszczenie, program pielęgnacji dziąseł i wybielający), a w obrębie każdego z nich - możliwość ustawienia indywidualnego poziomu intensywności. 

Szczoteczka zapamiętuje ostatnie ustawienie, co jest dużym udogodnieniem. Jeśli natomiast chcemy jej używać krócej niż trwa pełny program podstawowy, można ją włączyć na tyle czasu, ile potrzebujemy. Często korzystałam z niej w ten sposób, ponieważ myję zęby po każdym posiłku, co przełożyłoby się łącznie na całe godziny spędzane w łazience. Dlatego mniej więcej trzy razy dziennie szczotkowałam zęby przez pełny program, a poza tym w ciągu dnia włączałam ją na krótszy czas. Pełny program daje efekt solidnego doczyszczenia zębów.

Zapewne zainteresuje Was także kwestia ładowania tego urządzenia. Szczoteczka znajduje się w komplecie z bardzo elegancką szklanką z grubego szkła, w której ładuje się indukcyjnie. Ładowanie przebiega bardzo sprawnie: podpinamy podstawkę do prądu, wkładamy szczoteczkę do szklanki – i gotowe. Po pierwszym użyciu nowej szczoteczki odstawiamy ją do ładowania na całą dobę. Na ile czasu zabawy ze szczotkowaniem wystarczy nam jednorazowo naładowana bateria? Wystarczy pewnie, jeśli powiem, że przez półtora tygodnia regularnego używania szczoteczki, poziom baterii nie spadł jeszcze poniżej pełnego, co widać na wyświetlanej na obudowie ikonce. Spokojnie więc można więc udać się w krótką podróż ze szczoteczką naładowaną do pełna, bez konieczności zabierania ładowarki. Ale producent pomyślał też o tych bardzo zapobiegliwych (którzy zarazem nie chcą dźwigać nadbagażu) i w opakowaniu znajdziemy także białe, podróżne etui z dołączoną ładowarką na USB, którą możemy z łatwością podłączyć do laptopa czy kostki ładowarki od telefonu.

Coś, czego nie sposób pominąć, czyli wygląd szczoteczki, która jest po prostu bardzo ładnym gadżetem. Moja ma przepiękny odcień pudrowego różu, który uwielbiam w tego rodzaju akcesoriach (i pewnie nie jestem w tym osamotniona). Jak widziałam na stronie producenta, oprócz tego typowo kobiecego koloru, dostępne są także neutralne biel i czerń lub bardzo intrygujący granat czy szary. Z tego też, co udało mi się wyczytać, mamy odpowiednik Philips Sonicare dla dzieci. Można więc wyposażyć w kosmiczną technologię szczotkowania całą rodzinę - idą Święta – może to dla Was dobra opcja na prezent dla kogoś? Lub sami poprosicie o nią Świętego Mikołaja?

Szczoteczka na pewno jest sporym wydatkiem. Myślę, że każdy sam wyda opinię, czy wszystkie opcje szczoteczki są mu potrzebne i czy skłonny byłby wydać na nią taką kwotę. Ja sama bardzo się przyzwyczaiłam do wygody, jaką daje, oraz bardzo doceniłam jej pozytywne działanie na moje dziąsła i ogólny stan zębów. Myślę, że używając jej regularnie przez dłuższy czas możemy w konsekwencji oszczędzić na wizytach u dentysty. Nie tylko ze względu na to, że zęby będą zdrowsze, ale też nieporównywalnie lepiej niż zwykła szczotka usuwa kamień nazębny. Szczoteczka pomaga na dłużej zachować efekt piaskowania/wybielania zębów i może sprawić, że będziemy rzadziej korzystać z tych usług u stomatologa. Zastanawiacie się, czy na pewno potrzebujecie takiej zaawansowanej szczoteczki? Ja jestem przekonana! Ze swoją się już teraz nie rozstanę. Bardzo ułatwiła mi codzienne, podstawowe dbanie o zęby (w konsekwencji - zupełnie nie z podstawowym, ale naprawdę zaawansowanym efektem). Jeśli naprawdę chcecie dbać o swoje zęby i odpowiednio troszczyć się o higienę jamy ustnej, to ta szczoteczka będzie dla Was dobrą inwestycją.

materiał sponsorowany


Nasze propozycje