Poprzedni artykuł: Masz cerę naczynkową? Tego peelingu nie musisz się obawiać Następny artykuł: Serum do paznokci za niecałe 5 zł, które sprawi, że zaczną rosnąć jak...

TEST redakcji: "nowa" skóra w 28 nocy - jak działa peeling progresywny?

Pielęgnacja,
,
, tagi: kwasy, peeling, Lancome, test redakcji
Peeling progresywny Visionnaire Crescendo marki Lancôme to nowość na rynku, ale czy zasługuje na uwagę? Sprawdziłam to na własnej skórze – zapraszam na relację z testu!

Uwielbiam peelingi – w mojej kosmetyczce są obecne zarówno te mechaniczne, jak i enzymatyczne. Staram się oczyszczać w ten sposób skórę minimum raz w tygodniu, by cieszyć się gładką cerą bez suchych skórek. Jednak peeling, który wypróbowałam w ostatnim czasie jest jedyny w swoim rodzajuLancôme Visionnaire Crescendo ma dwie fazy i aplikuje się go codziennie przez 28 nocy.

Jak działa peeling progresywny Lancôme?

Kosmetyk stworzony przez Lancôme zaprojektowano z myślą o rewitalizacji cery i zwalczaniu oznak starzenia: zmarszczek, ziemistego kolorytu i rozszerzonych porów. Visionnaire Crescendo ma dwie fazy – każdą z nich należy stosować przez 14 nocy, aplikując na oczyszczoną twarz pod krem nawilżający. Całość składa się na kompletną kurację złuszczającą do stosowania w warunkach domowych. Jak to wygląda w praktyce?

Peeling ma specyficzne, podwójne opakowanie – w każdej połówce znajduje się 15 ml płynnej fazy, którą dozuje się za pomocą pompki. Nadrukowane na buteleczce podziałki i półprzeźroczysty plastik, z którego jest wykonana, pozwalają na bieżąco obserwować ubytek produktu.

Zgodnie z zaleceniem producenta zaczęłam kurację od fazy pierwszej. W jej skład wchodzą 5% kwasy owocowe i ekstrakt z łuski komosy ryżowej – wszystko o właściwościach złuszczających. Według opisu na opakowaniu, głównym celem tego etapu jest pobudzenie procesu odnowy komórkowej.

Faza pierwsza ma postać rzadkiego płynu o lekko pomarańczowym zabarwieniu i delikatnym, nieco owocowym zapachu. Wchłania się błyskawicznie, nie pozostawiając żadnej powłoki na skórze, która już po chwili jest gotowa do aplikacji kremu nawilżającego.

Przez kilka pierwszych dni od rozpoczęcia kuracji moja skóra była lekko zaczerwieniona – efekt uboczny działania kwasów, który faktycznie jest wymieniony w ulotce. Jednak cera dość szybko się przyzwyczaiła i problem bezpowrotnie zniknął. Muszę przyznać, że trochę obawiałam się suchych skórek, ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca – codziennie po peelingu nakładałam krem nawilżający na noc, a w ciągu dnia dodatkowo stosowałam krem ochronny SPF50.

Efekty po stosowaniu fazy pierwszej zauważyłam po ok. tygodniu – skóra zaczęła się wygładzać, a ślady po zmianach trądzikowych znikać. Po czternastu nocach z ciekawością przeszłam do fazy drugiej -  zawierającej 10% stężenie kwasów glikolowego i kwasu salicylowego, mającej ostatecznie zregenerować moją skórę.

Faza druga pod względem konsystencji jest taka sama, jak pierwsza – rzadka i wodnista, jednak tym razem o niebieskim zabarwieniu. Ma podobny zapach i wchłania się równie szybko.

Tym razem, mimo zmiany stosowanej substancji, nie zauważyłam żadnej reakcji obronnej – wręcz przeciwnie, skóra bardzo dobrze „przyjęła” zmianę. Przez następne 14 dni jej wygląd zmieniał się już tylko na plus – bez żadnych efektów ubocznych.

Jak oceniam kurację peelingiem Lancôme?

Visionnaire Crescendo bez wątpienia jest produktem z wyższej półki – jednak nie mam tu na myśli jedynie ceny (359 zł za opakowanie na 28 nocy stosowania), ale także komfort stosowania i oczywiście działanie. Pomijając początkowe zaczerwienienie, moja skóra widocznie skorzystała na tym zabiegu – po 28 dniach jest gładsza i ma wyczuwalnie lepszą, bardziej napiętą strukturę. Koloryt uległ ujednoliceniu i rozjaśnieniu (ponieważ unikam opalenizny, jest to dla mnie duży plus). Zmarszczki mimiczne wokół ust stały się mniej widoczne, podobnie jak – co najbardziej mnie cieszy – blizny i pozostałości po zmianach trądzikowych. Poniżej efekt widoczny na zdjęciach wykonanych przed i po kuracji.

Mimo, że produkt jest określany jako "peeling progresywny", w rzeczywistości jest to zbilansowana kuracja kwasami – substancje aktywne i ich proporcje zostały dobrane na tyle starannie, że nie trzeba obawiać się nieprzyjemnych efektów ubocznych (które zdarzają się podczas samodzielnych eksperymentów z kwasami – co w przeszłości sama odczułam). Brak widocznego łuszczenia i wysuszenia skóry sprawił, że Visionnaire Crescendo stosowałam z przyjemnością, nie martwiąc się o to, czy moja cera następnego dnia będzie w stanie wytrzymać standardową dawkę makijażu.

Elementem zniechęcającym jest z pewnością wysoka cena, która dla niektórych może być zaporowa. Pewnym „pocieszeniem” pod tym względem był dla mnie fakt, że po zakończonej kuracji pozostała mi równo połowa produktu. Będę więc mogła za kilka miesięcy powtórzyć zabieg (według producenta minimalny odstęp to 30 dni), bez konieczności kupowania nowego opakowania kosmetyku.

Co sądzicie o 28-nocnym peelingu? Zdecydowałybyście się na taką kurację?

Zobacz też: Test redakcji: Niebieski lifting twarzy? Sprawdziłyśmy, jak działa ten kosmetyk!

Polecany film


Zobacz także

Komentarze

Ładowanie komentarzy...

Dodaj komentarz

Użytkownik niezalogowany

15 października 2018, 21:22

Nasze propozycje