Logowanie
Logowanie. Proszę czekać
Nie posiadasz jeszcze konta? Zarejestruj się!
Przypomnij hasło
Rejestracja
Płeć: *

Administratorem danych osobowych jest Edipresse Polska SA z siedzibą przy ul. Wiejskiej 19 w Warszawie. Dane będą przetwarzane w celu świadczenia usług za pomocą portalu oraz w celach marketingowych zgodnie z zakresem udzielonych powyżej zgód.

Osoba podająca dane ma prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania. Podanie danych osobowych oraz wyrażenie zgody na ich przetwarzanie jest dobrowolne. Dane mogą być udostępnione innym podmiotom z grupy kapitałowej Edipresse Polska SA.

Rejestracja. Proszę czekać
Nie możesz się zalogować? Przypomnij hasło
Masz już konto? Zaloguj się!
Odzyskiwanie utraconego hasła
Odzyskiwanie utraconego hasła. Proszę czekać
Nie posiadasz jeszcze konta? Zarejestruj się!
Masz już konto? Zaloguj się!

Poprzedni artykuł: Zupa fit po której szybko nie zgłodniejesz! Następny artykuł: Olejowanie paznokci - hit czy kit?

6 sytuacji, gdy psychoterapia staje się ratunkiem

Publikuj,
,
, tagi: psychoterapia
- Byłam dzisiaj u dermatologa. Drogo, jak czort. Sto czterdzieści złotych za wizytę. No ale trzeba. Cera musi wyglądać! To moja wizytówka! – opowiada koleżanka. Za aparat na zębach płaci sto pięćdziesiąt złotych miesięcznie. U dietetyczki zostawiła tyle samo. To się nazywa inwestycja w siebie. Patrzę na nią i myślę: „Cholera. Wszystko opłaciła, a najważniejsze leży odłogiem. Ona sama.”. Dlaczego wizyta u psychologa i terapia wydaje jej się czymś… nie do pomyślenia? I kiedy przychodzi moment, że jednak… trzeba zadziałać?

Gdy nienawidzisz siebie lub po prostu nie lubisz…

Ona nienawidzi siebie. Moja znajoma, słodka dziewczyna, iskiereczka. Wszędzie jej pełno. Uśmiech rozdaje, jak ciepły chleb. Charakterek też ma i pazur. Do tańca i różańca. Wszystko cudownie, ale pod warstwą uśmiechu, pod wytuszowanymi rzęsami, zataiła wiele prawd. Dusi się sama ze sobą. Nie umie być szczęśliwa. Zawsze źle wybiera. Panicznie boi się samotności. Woli zadawać ból samej sobie niż przyznać, że lepiej byłoby wszystko rzucić w cholerę. Jej małżeństwo to wielka pomyłka, ale… Ale będzie w nim tkwiła, ile starczy sił.

- Idź do psychologa – mówię. Jestem bezsilna.

- Już byłam. Guzik dało.

Nie no, jasne. Poszła trzy razy, efektów brak. Może to nie była ta osoba? Przecież dobrego internisty lub kardiologa szukamy do skutku, prawda? A psychologa tylko raz?

Gdy nie czujesz sensu. W niczym.

Każdy ranek to szara masa. Poniedziałek jest traumą. Niedziela bezdenną rozpaczą. Gdy każde nowe wyzwanie, każda osoba, każda emocja, wydają się bez sensu. Gdy pytasz siebie – „Dokąd mnie to wszystko prowadzi? A odpowiedzią jest: „Do usranej śmierci”. To jest ta chwila, kiedy trzeba się zastanowić, czy pomoc z zewnątrz nie jest konieczna.

Gdy samotność zaczyna wżerać się w mózg, jak szaleństwo.

Zaraz oszaleję. Ja sama. To jest nie do zniesienia. Samotność. Dłużej tak nie pociągnę. Bez drugiej połowy, bez faceta, bez sensu życia. Dlaczego nie umiem spokojnie czekać? Czemu nie jestem samowystarczalna? A skąd mam wiedzieć? Nikt mnie nie chce i ja siebie też nie chcę. Zawsze będę sama, zmuszona patrzeć, jak wszyscy wokół zakładają rodziny, biorą razem kredyty, rodzą dzieci.

A może lepiej pogadam o tym stanie, chorobliwym, pochłaniającym, mrocznym, z kimś, kto mnie nie oceni? Kto pomoże ukoić ból?

Gdy kochasz tak szaleńczo, że zaraz kogoś udusisz

- Nie mogę bez niego żyć – słyszę od kumpeli. – Jak on jest blisko, muszę przy nim być. Zawsze. Sama nie wyjdę nawet na siłownię. Z nikim się nie umówię. Teraz wyjechał, więc zabijam czas, ale tak bardzo go kocham. Tylko jak jestem z nim, czuję się spełniona. Rozumiesz?

Rozumiem, na ile mogę, ale… chyba tego nie ogarniam. Wiem za to, że psycholog pojmie w mig, czemu kochasz tak rozpaczliwie i zaborczo. To chyba nie jest złe, ale czemu boisz się sama siebie?

Gdy pracujesz w miejscu, które przypomina epicentrum piekła.

Już w niedzielę od dwunastej lata do kibla ze stresu. W poniedziałek rano z ledwością dojeżdża do pracy. Tam jest gorzej niż w piekle, a osiem godzin jest przedsionkiem wieczności. Niech ją ktoś zabije, niech się rozchoruje, niech ktoś podpali to miejsce… Dlaczego ciągle tam siedzi? Czemu nie zawalczy o swoje? Czemu nie zajmie się sobą, nie skoczy? „Zostanę bez pracy. Nie znajdę nowej! Kto mnie zechce? Zawsze tak będzie”.

Mijają dwa lata. Nie podejmie decyzji. Umiera dzień po dniu.

Gdy… gdy wszystko jest nie tak, nie pasuje do siebie i nie wiesz o co chodzi…

Ta nienawidzi swojego ciała. Tamta nie ogarnia swojej matki. Kolejna nie umie się dogadać z facetem, z żadnym. Ostatnia pozwala się upodlać. Pod dywanem piętrzą się pozamiatane sprawy, a w głowie pływają myśli, jak śnięte ryby. Jak się za to nie weźmiesz, nigdy nie poczujesz szczęścia. To trochę tak, jakby samemu całować dementora.

Właśnie dlatego psychoterapia nie jest ostatecznością. To początek. Zapobieganie. Zwykła pomoc. Inwestowanie w siebie. To rozmowa, kontakt i najcudowniejszy pomost do odnalezienia spokoju.

To po prostu droga na skróty.

Sprawdź także:  5 rzeczy, których nie warto zostawiać na "potem"

Lubisz pisać? Chcesz podzielić się swoją wiedzą kosmetyczną/fryzjerską, a może tą z zakresu dietetyki lub innej dziedziny z szeroko pojętego lifestyle’u? Możesz tworzyć treści na Wizaz.pl i dzięki temu promować swój blog czy inną działalność. Sprawdź materiały, które opublikowali już nasi Autorzy. Jeśli chcesz do nich dołączyć, skontaktuj się z nami na wspolpraca@wizaz.pl.


Zobacz także

Komentarze

Ładowanie komentarzy...

Dodaj komentarz

Użytkownik niezalogowany

4 grudnia 2016, 13:21