Logowanie
Logowanie. Proszę czekać
Nie posiadasz jeszcze konta? Zarejestruj się!
Przypomnij hasło
Rejestracja
Płeć: *

Administratorem danych osobowych jest Edipresse Polska SA z siedzibą przy ul. Wiejskiej 19 w Warszawie. Dane będą przetwarzane w celu świadczenia usług za pomocą portalu oraz w celach marketingowych zgodnie z zakresem udzielonych powyżej zgód.

Osoba podająca dane ma prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania. Podanie danych osobowych oraz wyrażenie zgody na ich przetwarzanie jest dobrowolne. Dane mogą być udostępnione innym podmiotom z grupy kapitałowej Edipresse Polska SA.

Rejestracja. Proszę czekać
Nie możesz się zalogować? Przypomnij hasło
Masz już konto? Zaloguj się!
Odzyskiwanie utraconego hasła
Odzyskiwanie utraconego hasła. Proszę czekać
Nie posiadasz jeszcze konta? Zarejestruj się!
Masz już konto? Zaloguj się!

Poprzedni artykuł: Makijażowe triki, o których być może jeszcze nie słyszałaś Następny artykuł: Z życia polskiego kapelusza: Streetstyle. Epilog.

Danusia schudła 70 kilogramów! Teraz zdradza, jak jej się to udało

Publikuj,
,
, tagi: dieta, odchudzanie
Miałam niezwykłą umiejętność: słyszałam, co ludzie o mnie myślą. W ich oczach widziałam słowa: „Gruba”. „Brzydka”. „Zapuszczona”. Oskarżenie, pogardę, litość. I taka się czułam. Dzisiaj wiem, że to nie ja byłam „zapuszczona”, ale moje życie. I poczucie wartości – czy w ogóle istniało? Ważyłam prawie 140 kilogramów, ale problemów i kompleksów miałam tonę więcej.

Do księgarń właśnie weszła moja książka. Patrzę na okładkę i widzę: Danuta Awolusi, „Odważona. Dziewczyna minus 70 kg”. To brzmi surrealistycznie, ale przecież tak było. Oddaję w ręce ludzi moją historię, bo od kiedy schudłam, jak to mówią „połowę siebie”, zalała mnie fala pytań. Jak to zrobiłam? Co jadłam? Skąd wzięłam motywację?

Rozumiem, chcecie wiedzieć. Ale czy chcecie usłyszeć prawdę? Prawdę o tym, dlaczego musiałam stać się Odważoną?

Czy gruba jest szczęśliwa?

To nie był dzień ani konkretna chwila. To czas pokazał, że coś w moim życiu mocno zgrzyta. Przyjaciele, praca, mieszkanie, codzienność – wszystko wydawało się beznadziejne. To ważne słowo: beznadziejność, a więc coś, co utraciło wszelką moc. Kto traci nadzieję, ginie! Wierzę, że każdy człowiek ma w sobie wielkie pokłady siły. Moja była zakopana głęboko, ale w końcu się przebudziła. I zadała mi buntownicze pytanie:

„Jesteś szczęśliwa?”

Nie!

„Jesteś nieszczęśliwa, bo ważysz ponad sto kilogramów?”

„…?”

Byłam pewna, że tak. Trzeba schudnąć, żeby zacząć się podobać. Sobie i innym!

Lipiec 2011

Rewolucja na grubo!

Pierwsza myśl, ożywcza i silna to: zmienić to. Zmienić siebie, czyli schudnąć. Jeżeli wszystko nie gra, to chyba nie ma wyjścia? Dusząc się i tkwiąc w dziwnym osowieniu, możliwość działania, istnej rewolucji, wydała mi się tak cudowna, jak haust świeżego powietrza. Łapczywie wciągałam ideę tego, że przecież mogę zmienić swoją fizyczność. Moje ciało jest moje i robię z nim, co mi się podoba!

Mogę więc schudnąć i zacząć być szczęśliwą, wolną, pożądaną. I mam nieograniczoną ilość czasu. Przecież nic nie muszę. Ja chcę. Dałam sobie dwa lata na realizację tego zadania.

Zmiana nawyków żywieniowych nie była trudna. Adrenalina, jaka towarzyszyła w osiąganiu celu, zabijała wszystkie wątpliwości. Stopniowe wycofywanie niezdrowej żywności trwało około sześciu miesięcy. Potem sport. Nieśmiałe, wstydliwe bieganie.

A potem nagle minął rok i kilka miesięcy, a ja ważyłam 69 kilogramów.

Gruba jest chuda. I co dalej?

Zdumiałam się. I co dalej? Gdzie jest świat u moich stóp? Czy już jestem szczęśliwa, czy jeszcze mam na coś czekać?

Ta bezradność, rozczarowanie, odkrycie, że chuda nie znaczy szczęśliwa, było szokiem.

Dopiero wtedy zaczął się mozolny, trudny, złożony proces grzebania we własnej głowie. Szukania siebie, własnej kobiecości.

Najpierw jest głowa. Zmiana myślenia. Odkrycie prawdy.

Potem długo nic, przy czym to „nic” oznacza oswajanie się z wnioskami. Zupełnie, jakbym trawiła coś bardzo cięż­kiego. O wiele cięższego niż porcja smażonych na maśle ziemniaków. (…) Potrzeba czasu, a przede wszystkim: akceptacji. Kiedy przyjdzie akcepta­cja, wówczas zrobi się miejsce dla nowej „ja”. A może nie nowej? Może po prostu tej, która nigdy się nie przebiła, przytłoczona ogromem kompleksów, uprzedzeń, przykrych słów i lęków? To nie ma znaczenia. Stara, nowa – naj­ważniejsze, że w końcu odnaleziona.(D. Awolusi, Odważona, fragment).

Pojmowałam moją osobę jako ciało, ale zapomniałam o duszy. Byłam pewna, że kiedy w końcu usłyszę w głowie myśli ludzi: „Ładna”. „Zadbana”. „Szczupła laska”, poczuję spełnienie. Liczyłam, że kiedy zmieszczę się w rozmiar 40, choć przez lata musiałam wybierać 54, będę wolna.

Odważ się być sobą

Nie tędy droga, ale każdy przecież ma własną. W „Odważonej” zaserwowałam prawdę. Prawdę o tym, czym jest wykluczenie społeczne i skąd się bierze chęć jedzenia, jedzenia, jedzenia... Nie daję tam recepty na zrzucenie wagi, choć są przepisy, moje pomysły, moje sposoby. To tylko wskazówki.

I wierzę w to, że więcej ludzi odważy się być „Odważonymi”. Może dzięki mojej książce ktoś spróbuje zrozumieć siebie. Dlaczego nie lubię swojego ciała? Czemu tkwię w nałogach? Czemu ciągle szukam destrukcji? Cokolwiek znajdziecie, pamiętajcie, że szczęście musi być wasze, a nie innych. 

Polecany film

Dieta 1200 kcal - propozycja jadłospisu


Zobacz także

Komentarze

Ładowanie komentarzy...

Dodaj komentarz

Użytkownik niezalogowany

27 marca 2017, 18:28

Nasze propozycje