Plastic is fantastic - Wizaz.pl

Wróć   Wizaz.pl > Blogi > mybeau

Notka

Oceń ten wpis

Plastic is fantastic

mybeau napisał(a) 2018-02-10 23:26
Updated 2018-02-10 at 23:31 by mybeau

BeaUtY- czyli, że piękno jest czymś, co się kupuje, a nie tym z czym się rodzisz.
Natura ze swej natury nie jest idealna.
LUTY
토요일 10/02/2018

Dokładnie piątego września ubiegłego roku miałam zabieg plastyczny - po latach oglądania wszystkich materiałów o operacjach plastycznych nosa miałam niepowtarzalną możliwość zmiany wizerunku przed studiami. Zgromadzenie 10.000 zł w pięć dni? Otóż pewna babeczka zrezygnowała ze swojego zabiegu, zwolniło się miejsce, lekarz z Żoliborza rzekł: jeśli chcesz się wykurować przed rozpoczęciem roku, musimy zrobić zabieg jak najszybciej. Masz trzy dni na dostarczenie dokumentacji medycznej. I zebranie 10.000 zł, czego na głos nie powiedział, ale doskonale byłam tego świadoma.

Odłożone miałam 4 tysiące. Zbierać na operację zaczęłam - uwaga, będzie kontrowersja - od 10 roku życia. W wyniku urazu mój nieskazitelny prosty nosek przestał był taki nieskazitelny i w ten oto sposób nabawiłam się największego kompleksu mojego życia. Już jako 10-letnia dziewczynka czułam się paskudnie z tym, jak wyglądam. Ale było za wcześnie, brak środków, rodzice chóralnie orzekli, że przesadzam. Bliskie osiem-dziewięć lat niczym zdarta płyta powtarzałam, że muszę dokonać tego zabiegu dla spokoju ducha. Nie mogłam zdzierżyć faktu, że słup tak mnie oszpecił - ba, rąbnęłam buźką o znak "stopu" i połamałam nosek. Brzmi śmiesznie, ale mnie to w ogóle nie bawi. Ten kompleks zniszczył mi życie - nie wychodziłam do ludzi, nabawiłam się fobii społecznej, uznałam, że jestem za brzydka, aby zasługiwać na cokolwiek.

Samego zabiegu się nie bałam. Naprawdę było mi wszystko jedno, ja i tak dawno złożyłam rezygnację z życia. Tak przeżywałam fakt, że mi się zbrzydło, iż nawet jakbym zeszła na tym stole, to nie pogniewałabym się na śmierć. A jeśli ktoś spyta: "- A gdzie byli rodzice, jak pozwolili myśleć dziecku, że jak jest brzydkie, to na nic nie zasługuje?". W domu byli. Pokoju obok. Nieświadomi tego, że mam kilkadziesiąt pamiętników, w których krok po kroku tworzę kosztorysy i myślę, co mogę zmienić, aby bardziej mnie kochali. W moich stronach to jak wyglądasz warunkuje to, ile jesteś wart. Trochę koreańska mentalność.

Przed zabiegiem - jakieś kilka godzin - nie można jeść ani pić. Ja nie jadłam ponad 48 godzin, bo tyle o ile nie bałam się zejścia po narkozie, to obawiałam się, że coś pójdzie nie tak i gdy się obudzę nadal będę tak brzydka jak przed schudnięciem z 10.000 tysięcy. Rodzice, po rozmowie z moją ciocią, potem ze mną - wszak to u niej się zatrzymałam, ona znała tę klinikę, jej córka tam też operowała sobie nos - dołożyli się. Teraz w moich pamiętnikowych planach jest oddanie im tych wyłożonych pieniędzy, bo nie lubię mieć długów wdzięczności na swoim wciąż istniejącym sumieniu.

Badania to wiadomo, dostajecie rozpiskę i idzie do lekarza. Pobieranie krwi, etc. Najdroższa była bodajże tomografia (sprawdzę, czy tak to się nazywało, jeśli to kogoś mocno interesuje), musiałam wyłożyć 280 zł. Swoje ostatnie pieniądze. Naprawdę pierwszy raz wyszłam totalnie na zero. Wszystkich generalnie najbardziej przeraża narkoza - nawet nie poczujecie, kiedy zaśniecie. Po prostu obudzicie się, gdy już będzie po zabiegu. Magia. Znaczy się, chemia.

Najtrudniejszy był pierwszy tydzień, kiedy jeszcze nie możecie oddychać przez nosek. Dostajecie rozpiskę leków - dużo łykania - i ja osobiście nie konałam w bólach. Było niezbyt komfortowo, ale do przeżycia. Znaczy się - ja pomieszkiwałam wtedy u mojej cioci na Wilanowie, dzielni chronionej, będącej skrawkiem raju i nie narzekam na jej opiekę. Były siniaki, krwiaki, ale u każdego to przebiega nieco inaczej. Zależy od ingerencji, stopnia zmian - u mnie było to usuwanie garba, nic więcej. Wykurowałam się całkiem szybko. Na początku października nie było śladu po zabiegu.

Nie żałuję, chociaż wiem, że to nie jedna operacja na którą się skuszę. To dopiero początek. Pozbyłam się na razie swojej największej zmory. Nie taki diabeł straszny jak go malują. Dobre kliniki charakteryzują się tym, że zrobią Wam zdjęcia - przed i po, w ramach dokumentacji. Nie wiem, czy umieściłam wszystkie informacje, ale raczej najważniejsze treści dotyczące operacji są już uwzględnione. Plus moje mini-story. Ze mnie zawsze był kawał gaduły.

Odsyłam do artykułu o patronce operacji plastycznych,
mojej inspiracji wszelakiej - Wu Yuqing
http://wizaz.pl/Kobieta/Ekstremalna-...pol-miliona-zl
napisany w Osobisty
Wyświetlenia 1622 Komentarze 0 Prześlij mailem ten wpis
Wszystkich komentarzy 0

Komentarze

 
Wszystkich trackbacków 0

Trackbacks


Strefa czasowa to GMT +1. Teraz jest 20:55.