18.URODZINY Klub Recenzentki Kody rabatowe Konkursy i testy
Statystyki: + Dodaj produkt + Dodaj Look

Cosrx, AHA 7 Whitehead Power Liquid (Serum przeciw zaskórnikom i problemom skórnym z naturalnymi kwasami AHA i glikolowym)

Cosrx, AHA 7 Whitehead Power Liquid (Serum przeciw zaskórnikom i problemom skórnym z naturalnymi kwasami AHA i glikolowym)

Średnia ocena użytkowników: 5 /5

Pojemność 100 ml
Cena 91,00 zł

Opis produktu

Zgłoś do moderacji

Serum przeciw zaskórnikom i problemom skórnym z naturalnymi kwasami AHA i glikolowym zawartymi w wodzie jabłkowej. Głęboko oczyszcza pory i je zwęża, reguluje wydzielanie sebum, wspomaga proces usuwania martwych komórek skóry bez jej podrażniania. Redukuje zmarszczki i przebarwienia, pomaga zachować odpowiednie nawilżenie skóry.

Polecany w szczególności dla cery trądzikowej i tłustej.

Recenzje 3

Średnia ocena użytkowników: 5 /5
Wydajność:
Zgodność z opisem producenta:
Stosunek jakości do ceny:
Opakowanie:
Zapach:
Więcej ocen Schowaj

5 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: kilka miesięcy

Wykorzystała: w trakcie pierwszego opakowania

Naprawdę dobry prodkut

Dobry, ale ja nie mam problemów z zaskórnikami aż tak, ani z "białym główkami", ani czarnymi... Jedynie co, to czasem skóra jest na czole taka szorstwaka lub boki policzków, ale tak to - nie ma problemu. Mam jedno opakowanie, którego jeszcze nie zużyłam - teraz jest lat, to wolę nie używać pomimo stosowania kremu z filtrem.
Ale ogólnie pomocny, po użyciu czuć taką gładkość, miękkość.
Używam tak: zostawiam na oczyszczoną skórę na 10 minut i zmywam. Za pierwszym razem nawet było widać złuszczoną, martwą skórę - co oznacza, że produkt mega zadziałał! Na pewno wrócę do niego na jesień, teraz jednak się boję o kolejne przebarwienia (mam swoje już, potrądzikowe).

5 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: rok lub dłużej

Wykorzystała: w trakcie pierwszego opakowania

Jednak się lubimy

Miałam kilka podejść do tego produktu. Za pierwszym razem używałam go niesystematycznie i nie widziałam absolutnie żadnych efektów. Trochę śmierdział i się lepił. Drugą szansę dałam mu po tym jak dermatolog przypisała mi inny kwas AHA, który bardzo mnie parzył i zostawiał suchą skorę. Był straszny a bardzo mi przeszkadzały zaskórniki zamknięte i chciałam coś z nimi zrobić. Wtedy przypomniałam sobie o Cosrx AHA 7. I teraz za każdym razem jak go nakładałam na noc następnego ranka widzię dużą poprawę w kolorycie skóry i jest też gładsza. Po nałożeniu kwasu zwykle czekam jakieś 0,5 h żeby sobie miał okazję podziałać w kwasowym środowisku zanim przykryję go kremem albo kwasem hialuro zmieszanym z jakimś olejem. Nie podrażnia, ewentualnie czasem trochę szczypie przy aplikacji ale tłumaczę to sobie pH produktu no tak być musi ale to też zależy od wrażliwości cery, w każdym razie nie wysusza (!) wręcz przeciwnie. Stężenie 7% jest wg mnie idealne do użytku 2-3 razy w tygodniu jako serum.
Czekam na dalsze efekty gdyż ten produkt ma bardzo pozytywne opinie i ponoć potrafi zdziałać cuda.

5 /5 HIT!

Kupi ponownie

Używa produktu od: kilka miesięcy

Wykorzystała: w trakcie pierwszego opakowania

Numer jeden wśród kwasów

Uwielbiam kwasy! Ich dobroczynne działanie odkryłam kilka lat temu (z pomocą jakiegoś bloga) i od tamtej pory zajmują stałe miejsce w mojej kosmetyczce, pod różną postacią.

Która z nas nie kocha kwasów? Ich działanie czasem niemal ociera się o magię. Potrafią zadziałać na trądzik, wyrównać koloryt, spłycić zmarszczki, pozbyć się piegów, rozświetlić twarz i bajecznie wygładzić cerę. Z kosmetykami jednak różnie bywa. Niektóre, źle dobrane potrafią wyrządzić więcej szkody niż pożytku. Z kwasami zaś trzeba uważać najbardziej, bo można się nimi nieźle załatwić.

W ciągu tych kilku lat przerobiłam chyba wszystkie dostępne kwasy na rynku. Kwaszenie ekstremalnie suchej cery nie jest łatwe. Trzeba wybrać albo bardzo delikatny produkt, albo mieć pod ręką oręż w postaci jakiegoś turbo nawilżacza. Na moją twarz najskuteczniej (ale zarazem najbardziej agresywnie) działa kwas glikolowy. Najdelikatniej zaś (ale mizernie w skutkach) działa glukonolakton. Po wielu próbach (udanych i nie) moim ulubieńcem został jednak kwas glikolowy.

Długi czas używałam serum z owym kwasem od Liqpharm. Powiem tylko, że zrobił mi masakrę z twarzy. Zrobił też masę innych, pozytywnych rzeczy, ale skutki uboczne były tak uporczywe, że porzuciłam go na rzecz glukonolaktonu. Działał on przyzwoicie, lecz nie wygładzał tak bardzo jak jego poprzednik. W międzyczasie eksperymentowałam z kwasem migdałowym, salicylowym, azelainowym, kojowym. Jakiś czas temu postanowiłam znów zaryzykować i wybór tym razem padł (dzięki internetom) na Power Liquid.

Co nieco o produkcie:

Power Liquid to naturalne kwasy AHA oraz kwas glikolowy (chyba w stężeniu 7%) zamknięte w wodzie jabłkowej. Oprócz tego w składzie znajdziemy niacynamid, panthenol oraz kwas hialuronowy. Całość ma postać bezbarwnego, niemal bezzapachowego płynu o nieco gęstszej konsystencji niż woda. Jego pojemność to 100ml. Buteleczka jest wykonana z przezroczystego, grubego plastiku, co umożliwia bezproblemowe kontrolowanie zawartości. Pompka działa sprawnie, lecz nieco za żywotnie i lubi rozpryskiwać produkt dookoła. Płyn można stosować metodą "na wacik" lub "na rękę i na skórę". Ja zdecydowanie wolę drugą metodę, ponieważ marnuje się mniej produktu. Zatyczka trzyma mocno. Wytrzyma każdą, nawet najbardziej wyboistą podróż.

Działanie ogólne:

Aplikacja (jak to w przypadku kwasu) jest średnio przyjemna. Może zapiec, może zaszczypać. Cerom przyzwyczajonym nie powinno wyrządzić wielkiej krzywdy. Początkowo czułam lekkie ukłucia i mrowienie, teraz nie czuję praktycznie nic. Po nałożeniu produktu trzeba dać mu trochę czasu, by się wchłonął. U mnie to około 30 minut. Produkt wchłania się niemal do zera, za co go kocham, ponieważ nie zostawia lepiej powłoczki (jak to miał w zwyczaju glukonolakton). Od razu po wchłonięciu czuć niezłe nawilżenie i wygładzenie. Produkt ani razu mnie nie podrażnił. Nie było zaczerwienienia, ściągnięcia, nic. I to przy tak suchej skórze. Jest on ewenementem wśród produktów z kwasem glikolowym, ponieważ na dłuższą metę ani razu się nie łuszczyłam. Nie doświadczyłam też przesuszenia, ani wysypu suchych placków. Działa zatem skutecznie, ale bardzo delikatnie. Stosuję go co drugi dzień.

Działanie szczegółowe:

1. Pierwsza i najważniejsza rzecz: NIE WYSUSZA. Nie wiem jak to możliwe. Zaprawiona w boju z kwasem glikolowym, spodziewałam się małej masakry a tu taka niespodzianka. Mogę śmiało nałożyć produkt na noc, bez kremu i rano mimo to, budzę się całkiem nieźle nawilżoną twarzą. Rano mycie plus ulubiony krem i jest pięknie.

2. Działanie przeciw zaskórnikom zamkniętym - potwierdzone. Mimo bardzo suchej skóry dosyć często miewałam wysypy niedoskonałości. Najczęściej czepiały się mnie paskudne, białe grudki nie do zlikwidowania na czole, pod oczami oraz na żuchwie. Power Liquid jest jedynym kwasem, który poradził sobie z nimi i zlikwidował je prawie do zera. Zostały mi do wykończenia dwa. Jeden koło oka i drugi z boku nosa. W porównaniu z tym co było to jest nic. Z tymi dwoma mogę żyć.

3. Wygładzenie - bajeczne. Po ponad czterech miesiącach stosowania kwasu skóra jest jak atłas. Znacie efekt glass skin? Ja taki osiągnęłam. Faktura jest drobniejsza, poznikały wszelkie nierówności. Pod palcami czuję jakbym miała zupełnie inną, nową skórę. Nawet czoło, które do tej pory wyglądało jak zaorane pole przez tę cholerną kaszkę jest gładziutkie i błyszczące.

4. Wyrównanie kolorytu - zauważalne. Przede wszystkim rozjaśnione okolice pod oczami. Nie zauważyłam by produkt sam w sobie rozjaśniał przebarwienia (piegi jedynie nieznacznie zbledły, ale ogólnie kwas glikolowy słabo radzi sobie z rozjaśnianiem przebarwień, na tym polu mocarzem był kwas kojowy), ale zdecydowanie dodaje świetlistości skórze. W sumie to nie pamiętam, kiedy sięgnęłam po podkład. Chyba w grudniu.

5. Spłycenie zmarszczek - I tak i nie. Nie zauważyłam ich zmniejszenia pod oczami, ale na pewno nie pojawiły się nowe. Za to zauważyłam, że skóra twarzy na pewno jest bardziej sprężysta i jakby zwarta. Tak zdrowo napięta. Gdy się uśmiecham, na pewno pojawia się mniej załamań.

6. Uniwersalność produktu. Nadaje się do ciągłego stosowania i do każdego rodzaju skóry, nawet bardzo suchej. Nie lubię kwasów, które trzeba stosować w formie zabiegów. Fakt, że efekty po takowym są lepsze i widoczne niemal z bomby, ale równoznaczne również z dotkliwymi skutkami ubocznymi. Przeżyłam to parokrotnie i zdecydowanie bardziej wolę produkty mniej inwazyjne, do stosowania w domowym zaciszu. Upragniony efekt i tak osiągnęłam, ale przyjemnie i bezstresowo. I nie musiałam chować się po kątach, bo ominęła mnie zabawa w jaszczurkę zrzucającą skórę.

Podsumowanie:

To zaiste cudowny produkt. Trzymam się go jak rzep psiego ogona. Lubię kwasy, ponieważ są w tej nielicznej grupie kosmetyków, które naprawdę działają. Nie trzeba ich reklamować i wciskać kitów o nie wiadomo jakim działaniu. One działają same w sobie. Power Liquid jest moim ulubieńcem, ponieważ robi wszystko, czego od niego oczekuję bez wysuszenia i podrażnienia, które jednak dla kwasów jest typowe. Można? Można!

Jedna buteleczka wystarczyła mi na całą jesienno-zimową kurację i wciąż trochę produktu zostało, więc wydajność jest bardzo przyzwoita. Na wiosnę i lato robię przerwę, ale wraz z ponownym nadejściem jesieni wrócę do niego z przyjemnością.

Nie wiem, jak sprawdzi się u właścicielek skór bardzo wrażliwych. Suchej nie szkodzi, ale wrażliwcom radziłabym omijać kwas glikolowy z daleka.

Czy polecam? Jeśli kochacie kwas glikolowy za jego działanie, ale boicie się skutków ubocznych, polecam wypróbować Power Liquid. Może również i Wy odnajdziecie w nim Kosmetyk Wszech Czasów.

Najaktywniejsze recenzentki

  1. 1

    13
    produktów

    60
    recenzji

    438
    pochwał

    10,00

  2. 2

    50
    produktów

    160
    recenzji

    273
    pochwał

    9,89

  3. 3

    17
    produktów

    28
    recenzji

    422
    pochwał

    8,81

Zobacz cały ranking