Statystyki: + Dodaj produkt + Dodaj Look

Gris Clair EDP

Gris Clair EDP

Średnia ocena użytkowników: 4 /5

Kategoria
Marka
Pojemność 50 ml
Cena 330,00 zł

Opis produktu

Zgłoś do moderacji

Wędrówka po wzgórzach Maroko zainspirowała Serge Lutensa - genialnego twórcę najwspanialszych i najbardziej unikalnych zapachów - do uchwycenia w swej kompozycji zapachu wysuszonej lawendy, pokrywającej spalone słońcem skały.
Tajemnicza i niedookreślona jak skrawki porannej mgły, chłodna jak górski wiatr lawenda rozwija się delikatnie i oszałamiająco w tej czarownej kompozycji.
Ukołysane w jedwabistych płatkach irysa i waniliowym tchnieniu bobu tonka, maleńkie, niebieskie kwiatki odpoczywają w wonnych oparach kadzidła, które nadają im intrygujący, dymny ton.

Nuty zapachowe: lawenda, ambra, tonka, irys, suche drewno, kadzidło

Cena: 330zł / 50ml

Cechy produktu

Rekomendacja
na dzień, na wieczór
Nuty
drzewne
Pokaż wszystkie Schowaj

Składniki

Znasz skład tego produktu? Dodaj go do naszej bazy i twórz z nami KWC!

Dodaj go do naszej bazy!

Recenzje 26

Średnia ocena użytkowników: 4 /5
Trwałość:
Zapach:
Flakon:
Więcej ocen Schowaj
100% jesień/zima 0% wiosna/lato

2 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: 2 tygodnie

Wykorzystała: kilka próbek

Raczej nie

Serge Lutens dla kobiet? Nie może to być. Co więcej – wcale mi to kobieco nie pachnie. Męsko też nie, czyli wraca mój odwieczny problem z Serge Lutensem, ani dla kobiet, ani dla mężczyzn, czyli dla nikogo albo dla kogoś, kto ma problem z płcią i jeszcze się do końca nie zdecydował:)

Nie podoba mi się estetyka flakonu, nie podoba mi się zawartość. Jest jakoś tak nijako, a już bardzo nijako jak na Lutensa. Tym razem nie czuję się jak w lesie, na tartaku, w zadymionym pomieszczeniu. Teraz jestem w zwyczajnym domu, w zwyczajnej rodzinie reprezentującej klasę średnią i tak oto nasiąkam zapachem z kuchni, jakieś prowansalskie zioła, perfumami z toaletki i ususzonymi kwatami z łazienki. Nie jest źle, ale jednak, wolałabym się jakoś wyróżniać...

Lawenda jest nam podana w sposób bardzo delikatny, nie w stylu antymolowym, ambra, tonka trochę za mocno, bardzo przechodzi w wanilię, ale niestety nie ciepłą, a słodkawo-mdłą, irys, suche drewno jest, a jakże by miało nie być, tyle tylko, że tym razem nie dominuje, kadzidło prawie niewyczuwalne.

Powiem tak – gdyby w domu nie było nic innego. A że jest – nie psikam się.

4 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Tajemniczy i intrygujący.

Mam próbkę Gris Clair już z pół roku... Lubię ten zapach, choć muszę mieć odpowiedni nastrój żeby go założyć. Robię to najczęściej jesienią, gdy dopada mnie "jesienna depresja" i takie tam. Nie wiem dlaczego.

Według mnie, do tego zapachu idealnie pasuje kolor szary. Nie dlatego że jest on smutny, czy też wesoły, po prostu gdy wącham GC, przed oczami staje mi lawendowe pole, a nad nim szare chmury.

Początek to fala lawendy. Morze lawendy, właściwie nie czuję nic innego. Do czasu, gdy nadchodzi drydown. Wtedy przez lawendowe pole zaczyna się przewijać smuga dymu. Gęstego dymu, tak jakby gdzieś ktoś w pobliżu okadzał coś kadzidłem. I właściwie więcej nie czuję...
Czy lubię Gris Clair? Tak, ale prawdopodobnie zakończymy znajomość na dekancie. Nie wiem, czy do niego kiedyś wrócę...

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Lawenda przypalona gorącym słońcem

Rozpylam Gris Clair...co czuję...co widzę...tak...wzgórza Maroko...zapach wysuszonej lawendy, pokrywającej spalone słońcem skały...tak...te maleńkie, niebieskie kwiatki są naprawdę w oparach kadzidła, które nadaje im dymny ton. Z opisu nut mój nos czuje lawendę, ambrę, suche drewno, kadzidło, to rozpoznaje z łatwością. Cała kompozycja jest zdecydowanie intensywna żeby nie powiedzieć siłą przytłacza choć tak blisko skóry.Czuję w niej męski surowy świat, do którego kobiety nie maja dostępu...jednak w którym stanowią jego integralna część. Nie jest to zapach męski, jest to zapach kobiecy, ale bardzo świadomy.Za chwile go kupie...cala butelke...albo i 2ie...

Do czego służą te przedmioty? [Odpowiadają mężczyźni]

1 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

trup w szafie

Matko kochana jakie to szczęście, że zamówiłam najpierw próbki. Nie czuje tutaj nic poza zatęchłą piwnicą albo trupem, tudzież zapachem piwnic kościelnych. Straszydło.

Używam tego produktu od: dzisiaj
Ilość zużytych opakowań: całe szczęście testy!!!

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Lato w Prowansji

Gris Clair poznałam w upalny lipiec zeszłego roku i od razu sie polubilismy ;)

Wszystko w tym zapachu wydaj mi sie niebywale spójne, wszystko kojarzy mi sie z jasnoscia, szaroscią i prostotą, od nazwy, po przez przepiekne zdjęcie rekalmowe, prosty flakon, fakture i kolor kartonu aż do zapachu samego w sobie.

Poczatek to jednyny zgrzyt, otwarcie jest bowiem zbyt chemiczno cytrusowe, choc takie nuty nie widnieją w spisie. Ale dale jest już tylko wspaniale - sucha, ziołowa lawenda, tak sucha i ziołowa, że nie potrafie myśleć o niej jak o kwiecie, wzbogacona o aromat wysuszonego na słońcu drewna, albo raczej cienkich gałązek śródziemnomorskich sukulentów. Zdjecie reklamowe podsuwa gotowy, jakże trafny obraz - sucha lawenda wylegująca sei na jasnych, nagrzanych południowym słońcem skałach, gdzieniegdzie na skrawkach jałowej ziemi wyrastają lub umieraja suche, jasne krzewy. Południowe słońce jest oślepiajace i tak jasne, ze barwy mają blady i chłodny odcień, nagrzane nad skałami powietrze wibruje i unosi sie niczym para z żelazka, niosac aromat lawendy. Później popołudniowe już słońce ociepla i zmiękcza krajobraz, sam zapach robi sie bardziej miekki, bardziej słodki, ale wciąz jeszcze gorący.

Nigdy nie byłam w Prowansji, ale tak sobie wyobrażam Prowansji latem - spieczoną słońcem, suchą z wszechobecną lawendą, tylko wiejący czasem Mistral jest w stanie złagodzić ten żar.
Jest to mój ulubiony zapach od Lutensa, może dlatego że tak innych o większości jego zapchów.

5 /5 HIT!

Kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

od pierwszego... niuchnięcia ;p

Wybrałam się do krakowskiej LuLuy żeby powąchać i zabrać do testów Dature i Wilczyce SL, których opisy na KWC mnie zachwyciły, a wyszłam z tym czymś. Zakochałam się od pierwszego niuchnięcia i doznałam szoku, kiedy ekspedientka powiedziała mi że to lawenda. Lawenda zawsze kojarzyła mi się z pięknym ale prostym zapachem, który bardziej nadaje się do szafki na ubrania niż do noszenia, aż tu nagle to :)
Powąchałam wszystkie buteleczki SL i tylko ta wzbudziła od razu mój zachwyt - wąchając ją poczułam jakbym wdychała mega czyste, krystaliczne, przesycone wiatrem górskie powietrze i tylko w tle daleko, nienachalnie, pachniały mi jakieś delikatne kwiatki. No ale jak wiadomo z perfumami nie jest tak łatwo, czasem można się zakochać w czymś co na początku nam śmierdzi ;) więc wzięłam ją do testów i mogę napisać jak zapach rozwija się na mojej skórze - bo rozwija się i to pięknie :ehem:

A więc stopniowo zaczyna być czuć coraz więcej ognia - tak jakby ktoś rozpalał ognisko - na początku czuć drewno i pojedyńcze iskry, potem zaczyna płonąć więc coraz więcej czuć dymu, żywicy, palonego drewna... W punkcie kulminacyjnym perfumy duszą, ale duszą tak jak żywy ogień, a ja cała płonę. Ale nie dane jest mi zatopić się w nich bez reszty, spłonąć do cna - moment ten jest krótki - zapach rozwija się baaardzo długo, ale kulminacja trwa kilka chwil. Bo ogień zaczyna przygasać, robi się coraz słabszy, spokojniejszy, jakiś czas - następne kilka godzin - trwa jego zamieranie, słabnięcie, blednięcie. Zapach zwija się i przygasa, tak jak zwija się i przygasa górski ogień. Na końcu czuć już tylko delikatną woń lawendy. Jestem zauroczona.
Zapach przypomina mi nieco Dune Diora.

Używam tego produktu od: testy
Ilość zużytych opakowań: próbka testowa

2 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Koszmar z ulicy Lawendowej

Trzeba bardzo lubić lawendę, żeby móc nosić Gris Clair. Ja nie lubię, i do tej pory jedyne udane jej wcielenie odnalazłam w Jose Eisenberga. Tam jednak lawenda występuje w miksie kawowym, w Gris Clair ma zupełnie inne towarzystwo, moim zdaniem nieco wykolejone.
Otwarcie to niestety nie żadne kryształowe zamki, ani gorące kamienie, ani nawet lawenda suszona nad ogniskiem, tylko przykre, syntetycznie lawendowe oblicze sprayu przeciw molom. Nie wiem, czy Baygon, czy Raid tak pachnie, mniejsza z tym, moja wyobraźnia olfaktoryczna na tym etapie zmierza wyłącznie w kierunku preparatu odstraszającego mole i niczego więcej. Po mniej więcej pół godzinie spróbowałam wyjść do ludzi. Wtedy lawenda nieco się "odchemiczniła", ja zaś wydzielałam bardzo intensywną woń... deski do prasowania. Niewątpliwie oddanie zapachu rozgrzanego powietrza wydobywającego się z żelazka wymaga swoistego kunsztu, mnie jednakowoż wynik ostateczny nie olśniewa. Gdyby ktokolwiek obdarował mnie tym zapachem- rzucam za siebie i uciekam. A trzeba, bo straszny to killer jest. 10 godzin lekko licząc wytrzymał strasząc mnie, mojego psa oraz Pana Stettke. Moja skóra mówi "nie" dominującemu, suchemu, lawendowemu prasowaniu, choćbym miała jedwabie prasować.

5 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

piękna lawenda

Ten zapach jest doskonały. Świetnie wykonany. Zgodnie z zamysłem, koncepcją i tym co ma przedstawiać. Jest nostalgiczny. Dziwne, ale dla mnie trochę przypomina którąś z nut Laguny Salvadora Dali. To chyba połączenie irysa z tym samym drewnem. Daje efekt takiej plastelinowej duszności, co można też nazwać parą z żelazka. Zapach równie wybitny jak Daim Blond, choć w zupełnie innych klimatach. W Lagunie denerwowało mnie te perfekcyjne połączenie nut, zapach nie ciekawił. Tutaj jest historia otwarta. Melancholia myśli i odczuć. Samotny dzień w górach. Jest świetny, choć nie dla mnie... Trochę się go boję :) Daim Blond zdobył moje serce czułością i pięknem, Gris Clair mocą i nieodpartą tajemniczością.

Używam tego produktu od:test
Ilość zużytych opakowań:próbka

4 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Gorące żelazko

Wow!
Zapach niesamowicie ciekawy. Z nieco męskiej, zdystansowanej lawendy po kilku godzinach rozwija się zapach gorącego żelazka lub gorącej żarówki... niesamowite. Ma w sobie coś, przyciąga, ale nie odkrywa swoich kart od razu. To przyciąganie jest subtelne, niezauważalne, ale nie pozwala zapomnieć o zapachu. Niestety kiedy noszę go na sobie, źle się czuję, jakbym miała na sobie zapach gorąca, jakby zapachu nie było, tylko to odczuwanie, a mój mózg nie potrafi tego zsyntetyzować, dlatego odczuwam dziwny niepokój. Niemniej doświadczenie ciekawe ;)


Używam tego produktu od: testy
Ilość zużytych opakowań: testy

5 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Wybitny

Kiedy pierwszy raz powąchałam Gris Clair nie mogłam wyjść z podziwu. Czułam jak z tej maleńkiej próbeczki bije żar. Czułam ciepło i suchość i powietrza. Buchającą parę z rozgrzanego żelazka. Czystość prasowanej pościeli z dodatkiem wody lawendowej. Byłam zafascynowana.

Kiedy upolowałam własny flakon, entuzjazm nieco zmalał. Zapach całościowo zaczął mnie męczyć, wydawał się nieco męski. Nie byłam w stanie go nosić. Wciąż jednak lubię od czasu do czasu przypomnieć sobie te nuty... Ma w sobie coś, co przyciąga i nie pozwala o sobie zapomnieć. Coś za czym się teskni i chce się do tego wracać.

Ilość zużytych opakowań: kilka ml

4 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Trup w szafie

Zabierając się za Gris Clair szykowałam się na kolejną, wyszukaną kompozycję, która jak zwykle da mi popalić i spędzę długie godziny starając się rozszyfrować mniej lub bardziej zakamuflowane piękno (jak to u Lutensa). A tu taka niespodziewajka… Zapach, który odcina nos razem z głową i to ostrym toporem, bez zbędnych ceregieli. Wibruje tandetnym, lawendowym odorem. Mało wyszukany, a winowajczyni lawenda sprawia, że drewno wydaje się ostre, nieprzyjemne, a kadzidło to zakurzony twór pamiętający nasze dzieciństwo. Czy to jakiś wypadek przy pracy czy celowa prowokacja, że z lutensowskiej stajni zapachów perfekcyjnych takie monstrum wypełzło? Zapachowe zombie. Nice :) . Pomimo kupy krematoryjnych skojarzeń muszę przyznać, że ten potworek mówi w zrozumiałym dla mnie języku. Uniwersalnym języku brzydoty. Okopcona, przyschnięta kompozycja nie jest tak zupełnie pozbawiona uroku, chociaż nie ma w niej życia. Pomimo tego, traktuję ten zapach bardziej jak ciekawostkę, niż jako coś nadającego się do przyjemnego noszenia. Niekwestionowany bazyliszek przemysłu perfumeryjnego i miła odmiana po tych wszystkich zapachowych “białych rękawiczkach”.

Używam tego produktu od: kilku dni
Ilość zużytych opakowań: probka

4 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Gorąca lawenda

Swietnie ktos napisal - rozcierana lawenda nad ogniskiem. To jest istota tego zapachu. Nic dodac, nic ujac, moze tylko powiem, ze zapach naprawde bucha goracem ze skory. Ale niestety przez t lawende wydaje mi sie dosc meski i dlatego sama by go raczej nie kupila. Ale jest to arcydzielo. Trwalosc nieziemska. Flakon bardzo ladny, jakw szystkie Lutki.

Używam tego produktu od:dzis
Ilość zużytych opakowań:test

Najaktywniejsze recenzentki

  1. 1

    10
    produktów

    372
    recenzji

    2
    pochwał

    10,00

  2. 2

    2
    produktów

    356
    recenzji

    3
    pochwał

    9,56

  3. 3

    13
    produktów

    113
    recenzji

    0
    pochwał

    3,07

Zobacz cały ranking