Statystyki: + Dodaj produkt + Dodaj Look

Cacharel, Anais Anais EDT

Cacharel, Anais Anais EDT

Średnia ocena użytkowników: 3,1 /5

Kategoria
Marka
Pojemność 30 ml
Cena 130,00 zł

Opis produktu

Zgłoś do moderacji

Zdecydowanie kwiatowy, bardzo dziewczęcy, romantyczny zapach, przywodzący na myśl niewinność i delikatność. Zbudowany głównie z nut białych kwiatów, takich jak lilia, jaśmin, kwiat pomarańczy czy ylang ylang, a także tradycyjnie romantycznej róży, hiacyntu i irysów. Kompozycję ogrzewa i czyni bardziej zmysłową piżmo i paczula, a leśne nuty mchu dębowego i cedru dodają AnaisAnais ostrości.
Flakonik oddaje istotę zapachu - jego niewinność, bezpretensjonalność, młodzieńczość, a jednocześnie zapowiedź w pełni rozkwitłej kobiecości.
Nuta głowy: lilia Białej Madonny, czarna porzeczka, hiacynt, lilia nizinna i cytrus
Nuty serca: jaśmin marokański, słodka róża srebrzysta, kwietna nuta florenckiego irysa
słodko balsamiczny ylang ylang z Madagaskaru, kwiat pomarańczy vetiver, kalifornijskie drzewo cedrowe, paczula z Singapuru i jugosłowiański mech dębowy
Nuta bazy: rosyjska skóra i zmysłowe piżmo

Cena: 130 zł / 30 ml

Składniki

Znasz skład tego produktu? Dodaj go do naszej bazy i twórz z nami KWC!

Dodaj go do naszej bazy!

Recenzje 85

Średnia ocena użytkowników: 3,1 /5
Trwałość:
Zapach:
Flakon:
Więcej ocen Schowaj
0% jesień/zima 100% wiosna/lato

4 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: kilka miesięcy

Wykorzystała: w trakcie pierwszego opakowania

Piknik pod wiszącą skałą

Lubię klimaty retro - stare filmy, modę, muzykę. Lata osiemdziesiąte to prawdopodobnie moja ulubiona dekada, choć nie było mnie przecież wtedy jeszcze na świecie.
Wysilam czasem wyobraźnię i staram się pomyśleć, jak kiedyś można było wyglądać, pachnieć, jakie pragnienia towarzyszyły młodym kobietom, przede wszystkim tu, w Polsce, gdy nie miały takiego dostępu do 'markowych' perfum, jak ich rówieśnice na Zachodzie.
Anais był wyjątkowo popularnym zapachem młodych Francuzek, ponad trzy dekady temu. Tak, czytałam. Internet jest przecież dla wielu miejscem do dzielenia się wspomnieniami.
Powstał pod koniec lat siedemdziesiątych i chyba dobrze oddaje ich klimat. Zaledwie o trzy lata od niego starszy film "Piknik pod wiszącą skałą" to według mnie idealny obraz tego, jak Anais mi się kojarzy - niewinnie, dziewczęco, dziewiczo. Z żadnymi starszymi kobietami - z młodymi, czystymi (mam nadzieję, że czytający nie obrażą się za to określenie i nie uznają je za "seksistowskie", bo różnie z tym bywa) dziewczętami, romantycznymi (ale w duchu takiej nieco gotyckiej romantyczności, coś jak proza Mary Shelley) i stojącymi u progu dorosłości. Tak mogłyby pachnieć Sara albo Miranda.
Początek chłodny, wilgotny - otwiera się mieszanką hiacyntu z wiciokrzewem, ale pachnie to jak bukiecik stojący zbyt długo w wazonie. Przewrotnie napiszę, że mnie nie odrzuca. I dobrze, bo zarówno nuty serca, jak i bazy podobają mi się bardzo i warto na nie poczekać. Tutaj też nie ma ani przesadnej słodyczy, ani zbyt wiele ciepła, choć całość rozwija się do pięknych, kremowych białych kwiatów, z lilią na czele. Róża jest, ale ukryta, nie gra pierwszych skrzypiec. Pudru nie czuję, niestety, ale mam wersję "L'Original", z której wycięto kilka elementów (użytkownicy anglojęzycznej Fragrantici uspokajają jednak, że różnica między wersją z 1978, a tą z 2014 jest naprawdę niewielka. Uff!) - irysa, tuberozę, goździka. Szkoda. Baza nieco szyprowa, czuć wetywerię, trochę czarnej porzeczki, odrobinę drzewa sandałowego, co dodaje jej nieco kremowości. Całośc trwa na mojej skórze dobre siedem godzin, a przecież to EDT!
Rozumiem, że dla współczesnych nosów jest on już staromodny, nienoszalny, przebrzmiały. Obecnie nosi się inne zapachy, z innej rodziny olfaktorycznej, z dużą ilością karmelu. Na szczęście, dla mnie jest to mieszanka do podróżowania w czasie, klasyczna, urocza, dziewczęca. Szkoda, że nie sięgnęłam po nie dekadę temu, to już ostatni dzwonek, by ich używac ;-)

2 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Rokokowa trzpiotka

Anais Anais to zapach z serii tęgich i barczystych. Ci, którzy lubią tak intensywne kwiatowo-pudrowe klimaty, dosmaczone dodatkowo ostrym akcentem rosyjskiej skóry (oczywiście takiej job twoju mać ), powinni być bardzo zadowoleni. Wrażliwcom i tym, którzy mają skłonności do migren, odradzam eksperymentowanie, bo może zakończyć się intensywną reanimacją i masażem serca.

Anais Anais były kiedyś pożądane i rozchwytywane przez masy kobiet. Dziś również mają grono swych wiernych zwolenniczek, ale też grupę zatwardziałych wrogów, którzy prędzej wskoczyliby na golasa do jeziora Antarktyki, niż daliby się spryskać tą miksturą.

Ten zapach jest dziwną mieszaniną, dlatego zapewne budzi tak niejednoznaczny szereg odczuć. Wbrew opisom nie jest to niewinny, młodzieńczy i delikatny zapaszek, którym spryskać by się mogła przeciętna kobieta. To brzytwa i wyrwidąb, po który sięgną tylko określone gusta zapachowe.
Kwiaty i przede wszystkim kwiaty grają tu pierwsze skrzypce. I to te najsłodsze, najduszniejsze, najciężej kalibrowe. Róża, jaśmin, irys i hiacynt wirują gwałtownie jak trąba powietrzna. Nie są nieśmiałe, tylko bezwstydnie intensywne, nie śmigają powolnie na tyci skuterku, tylko suną wielgachnym tirem o masie 40-stu ton.
Pokaźną floralną gramaturę ciągnie jeszcze bardziej w dół gromka torpeda paczuli i zmurszałego dębowego mchu. Balsamiczna wkładka dodatkowo maksymalnie podkręca kurek mocy. A rosyjska skóra? Ostro grzmi brzozowym dziegciem, jest władcza i pioruńska (żeby nie powiedzieć turpistyczna).

Jak dla mnie Anais Anais są zdecydowanie zbyt koturnowe. Po spryskaniu nimi czuje się jakbym przyodziała suknię robe à la française, będącą must have fazy rokoka. Dopasowaną w talii, maksymalnie wydekoltowaną, noszoną na stelażu, ściśniętą sztywnym i krępującym gorsetem. Oczywiście w subtelnej pastelowej barwie, z kwiecistymi wzorami, ozdobioną pokładami koronek, wstążek i falbanek. Do tego oczywiście pudrowana wysoka na kilka pięter fryzura (również na stelażu), z opadającymi puklami, udekorowana piórami, kwiatami i klejnotami. Na cerę zaś tłusta porcja bielidła, by zachować bladą nieskazitelność a’la martwica.

I oto cały nasz efekt „romantycznej kobietki”. Paradoksalnie krucha i delikatna jak porcelanowa figurka… uginała się od metalowych konstrukcji wszelkich „rusztowań”, ilości białej tapety, pudru na włosach i zwalistych falbanek.
Nie wiem jak wy, ale ja nie mam najmniejszej ochoty przeistaczać się w rokokową dziunię (a przede wszystkim z taką XVIII-wieczną egzaltowaną modnisią, która co chwila pali raczka, mdleje bez powodu i pierdzi motylkami mam naczelne skojarzenia).
Anais to dla mnie powrót do skostniałej epoki bujnego życia francuskiej arystokracji. Ten zapach czuję, gdy patrzę na obrazy Boucher’a i Fragonard’a, z których uśmiechają się blade jak ściana „kościane lalunie”, które gubią pantofelek, lub toną w swych koronkach wśród krzewów róż.
Zbyt toporny, pretensjonalny i nachalny. Ten zapach nie pozwoli nikomu przejść obok w spokoju. To typ muskularnego atlety, który jak już przydzwoni, to zgon będzie murowany.

Trwałość oczywiście jak przystało na takiego tytana, wręcz „King-Kongowa”. Anais można szorować mydłem, ryżową szczotą i pumeksem, a one będą śmiać się szyderczo i mefistofelicznie odpowiadając przy tym: „Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz, to ja tutaj rządzę!”


Używam tego produktu od: kilka mc-y
Ilość zużytych opakowań: próbka

1 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Starej daty

To klasyczny, bardzo nienowoczesny zapach w którym dominują białe kwiaty - zapach jest bardzo, bardzo kwiatowy. Dla mnie meczący, duszący, bez pazura, acz niestety intensywny. Paczuli czy cytrusowych nut nie wyczuwam wcale. Kompletnie nie moja bajka, próbkę zużyłam w boleściach - zazwyczaj perfumy nie przyprawiają mnie o ból głowy, a tutaj było blisko. Zapach mocarny, trwałość dobra.

Używam tego produktu od: właśnie zużyłam
Ilość zużytych opakowań: próbka

Co to jest strobing? [Odpowiadają mężczyźni]

1 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Archaiczny, duszący i przebrzmiały.

Podobnie jak moje poprzedniczki, sięgam czasem po zapachy historyczne, aby chociaż na chwilę przywołać coś, co dawno minęło, a pewną projekcją i wizualizacją owej przeszłości ma być zapach. Lubię takie reminescencje. Anais Anais jednak mnie powalił i udusił. Jakże pięknie zapowiadała się zawartość tej przepięknej buteleczki, pierwsze psiknięcie i czar prysł. Mieszanka kwiatów w mega stężeniu, jakby przypadkowy ich dobór i wręcz drażniący zapach hiacyntu, który ja w tej wodzie wyczuwam dyskwalifikuje całość. Zapach jest mocny, wręcz wulgarny, kręcący w nosie, archaiczny i wg mnie lekko bazarowy. Na domiar złego na ubraniach jest dość trwały. Nie wiem,jak skończę buteleczkę, może jakoś się uda, ale to będą męki. Zapach nie dla mnie,chociaż na pewno znajdą się jego wielbicielki.

Używam tego produktu od: miesiąc
Ilość zużytych opakowań: w trakcie pierwszego.

2 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Kwiatki z plastiku

Sama się zastanawiam, jak ja mogłam do tej pory nie zrecenzować tego pachnidła? Anais Anais - nazwa zaintrygowała mnie, muszę przyznać. Milo się skojarzyła także w parze z białą buteleczką z delikatnie różowo-pudrowymi kwiatkami- jak dziewczyna w białej sukni idąca przez sad kwitnących jabłoni i wiśni. No i....to by było na tyle.

Wiem, że Anais Anais to klasyk, bardzo popularny w minionej epoce. Wiem, że większość klasyków z tamtych czasów pachnie "na bogato", czyli im intensywniejsza i trwalsza mieszanka, tym lepiej. A jeszcze lepiej, jak uderza po nosie. Są chlubne wyjatki, jak choćby Fendi (klasyczne), czy Fidji ( niech bogowie pokażą reformulatora tych perfum! Teraz to wodzianka!). Te zapachy wciąż funkcjonowały w póżnych latach 90-tych więc z dzieciństwa pamiętam moje zapachowe zachwyty... Ale Anais Anais nigdy się nie zachwycałam.

Niedawno jednak odkryłam, że do niektórych zapachów się dorasta i namiętnie testuję klasyki. Posiadaczką i wielbicielką Anais Anais jest moje koleżanka. Z pół roku temu poprosiłam ją o zrobienie odlewki. Uczyniła to.

Anais Anais to zapach białych kwiatów. Tak. Ale to pachnie tak, jakby ktoś zebrał na chybil-trafił wszelkie ich rodzaje, posypał pudrem a potem pomieszał trzy razy w prawo, raz w lewo. Lub odwrotnie. Lubię pudrowe zapachy, mimo, że są retro, ale tutaj zapach pudru wybitnie męczy. Jest plastikowy, stąd też wrażenie plastikowych kwiatkow. Zapach jest slodki, dość ciężki, upiornie trwały. Płaski- nie rozwija się w żadną stronę. Już samo otwarcie jest piekielne- zapach aż wierci w nosie. Potem łagodnieje jedynie o kilka tonow. Zużyłam tę odlewkę, ok 5 ml przy różnych okazkach, o różnych porach dnia.

Za co dwie gwiazdki? Może miłośniczki słodkich, płaskich i mocnych zapachów polubią te perfumy. Druga gwiazdka za....nostalgię i tesknotę do krainy dzieciństwa. Nie lubię "syntetycznych" zapachów, więc Anais Anais stanowiła dla mnie krótką przygodę.

Używam tego produktu od: około pół roku temu
Ilość zużytych opakowań: odlewka, ok 5 ml

3 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Uczę się tych perfum od pierwszego psiknięcia.

Perfumy są dosyć ciekawe i na pewno nie można ich skreślać po pierwszym powąchaniu.

Na początku niestety są bardzo ciężkie. Kiedy już przejdą całą drogę swych przemian pachną jak dla mnie bardzo elegancko, pudrowo, białokwiatowo. Przypominają mi starszą, twardo stąpającą po ziemii, zamożną kobietę nakremowaną od stóp do głów drogimi kremami.
Taki zapach luksusu z bagażem doświadczeń:) Zimne, zdecydowane, stanowcze, może trochę zbyt nachalne.

I właśnie za tą nachalność i nieprzyjemny początek daję tylko 3 gwiazdki.

Używam tego produktu od: miesiąca
Ilość zużytych opakowań: zaczęłam pierwsze

1 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

HORROR

Zatęskniło mi się nagle za zapachami, które pamiętam z lat 90 i które nadal funkcjonują w mojej głowie, jako luksusowe, przepiękne wonie. Jako licealistka miałam prawdziwe francuskie Lou Lou i chyba dlatego Cacharel tak dobrze mi się kojarzy. A wcale nie mam zbyt wielu powodów, żeby aż tak dobrze mi się ta marka kojarzyła. Zrobiłam rachunek perfumowego sumienia i wyszło na to, że z tej marki miałam niewiele. Po Anais Anais nigdy nie sięgnęłam, a mimo to wdrukowało się ono w moją świadomość jako zapach piękny. Na początku lat 90 wszystkie prawdziwe perfumy przywiezione z prawdziwej zagranicy - były piękne. Po prostu. Dodatkowo szata graficzna Anais Anais kojarzy mi się z Magnolią Yves Rocher, której wprawdzie nie miałam (bo wydawała mi się zbyt kwiatowa i zbyt poważna) ale ją również wspominam z (niezrozumiałym) zachwytem.
Im bardziej zatarte wspomnienia, tym większy zachwyt...

Wzięłam się za Anais Anais kilka dni temu. Z ciekawości, z przekory, w ramach eksperymentu. Przetestowałam w kilku stacjonarnych perfumeriach, w tym w jednej świeżo otwartej, z nowymi testerami. Nie ma mowy o eksperymencie obarczonym błędem z powodu parametrów testera. Eksperyment się powiódł, tyle, że jego wynik jest porażający.

Zapach jest tak makabryczny, że w sumie nie wiem co w ogóle napisać.
Ciężar duszących klasyków z lat 70, zmieszany z kolorowym plastikiem z lat 80.
Zapach powstał w roku 1978 i jak dla mnie, może być traktowany dzisiaj już tylko jako ciekawostka historyczna. Nienoszalna. Killer w najgorszym wydaniu. Kwiatowo-plastikowy dusiciel. Przeładowany po brzegi, skondensowany do granic możliwości. Do środka upchane najcięższe i najbrzydsze nuty ze wszystkich okolicznych laboratoriów. Ciężkie chemiczne białe kwiaty zalane metalicznym plastikiem w kolorze ciemnej fuksji. Wymieszane i zastygłe pod wpływem własnego ciężaru. Na koniec dodatkowo psiknięte duszącym lakierem do włosów i pomalowane perłowym lakierem do paznokci. Ciężki, sztuczny, pretensjonalny zapach.

Owszem, ja ogólnie nie lubię zapachu większości perfum obecnych na rynku, więc zapewne nie jestem ani obiektywna, ani wiarygodna. Owszem, mam alergię i objawy astmy oskrzelowej od większości perfum i dezodorantów w spreju, więc zapewne nie jestem odpowiednią testerką czegokolwiek, co pachnie. Owszem, ja ogólnie jestem czepialska i wredna, więc zapewne nie jestem sprawiedliwym sędzią.
Świadoma własnych ułomności i przywar - zachęcam do testów i życzę odwagi.
Bardzo dużo odwagi i bardzo dużo odporności - to niezbędne przy Anais Anais...

Używam tego produktu od: never
Ilość zużytych opakowań: testy

3 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Otwarcie bardzo ładne, reszta nie w moim stylu

Jak w tytule otwarcie zapachu jest bardzo ładne ale niestety bardzo szybko się wysusza i od tej pory wszystko idzie w złym kierunku.

Jeszcze bardziej nie do zniesienia jest fakt, iż wszystkie nuty pachną z tą samą intensywnością w tym samym momencie. Trzeba przyznać, że w zasadzie jest to wyjątkowe doznanie i chyba dotąd nie spotkałam takich perfum.

Jak dla mnie zapach jest bardzo zły i nigdy go nie polubię. Poprostu nie w moim stylu

Używam tego produktu od: kilka testów
Ilość zużytych opakowań: kilka testów

1 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

duszne kwiatki

białe kwiatki kojarzą mi się mylnie z czymś świeżym, a już nie raz przekonałam się, że jest wręczodwrotnie.
od Anais oczekiwałam nie wiem, czemu, lekkości. niestety, one nie są lekkie. są duszne. krwiożerczo duszne. płyn w tej skromnej flaszce to jakby zły dżin morderca, który atakuje bezlitośnie. mnie zaatakował i z liliami i niby jaśminem w tym wydaniu się nie zaprzyjaźnię. migrenogenne, drażniące. kojarzą mi się z Chloe - Chloe, po których mam traumę na całe życie. gdybym miała oceniać, dla kogo są te perfumy, nie potrafiłabym. nie umiem wyobrazić sobie kobiety, która jest w nie ubrana i czuje się dobrze i wspaniale. no może jedynie panią w kirze, czarnej woalce ,stojącą w szeregu na pogrzebie. zdecydowanie nie chcę więcej mieć z Anais do czynienia.

3 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

bukiet

Jak by to powiedzieć pierwsze skojarzenie bogaty bukiet. Dość dobrze przedobrzyli. Chcieli aby było elegancko, a wyszło kwiatowo, za mocno z przewagą białej lilii.
Mam próbkę edt, niewiele zostało na szczęście.
Trochę są w starym stylu, trwałość dobrą 6 godzin się trzymają.
Trochę to już klasyka. Trochę w angielskim stylu, oni lubią motywy kwiatowe, a wzorek na flakonie pasuje do zawartości.

4 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

W deszczu pudrowych białych kwiatów

Wiosną tego przeżywałam istny szał na białe kwiaty w perfumach. Jako pierwsza mój zachwyt wzbudziła własnie kompozycja Anais Anais Cacharel. Potem poznałam Idylle Guerlain i przepadłam, aż w końcu kupiłam miniaturę Idylle. Idylle to zapach bardzo zimny, takie białe kwiaty + nuta zmrożonego metalu. Anais Anais jest cieplejszy, poza morzem odrobinkę sztucznych białych kwiatów wyczuwam nuty drzewne i trochę skóry. Nie czuję mydła, ale to dobrze, bo nie lubię go w perfumach. Pod koniec zapach się troche wysładza i tak trwa, słodko-pudrowy i białokwiatowy. Anais Anais to zapach intensywny, ciut duszący, ale nie przeszkadza mi to. Jest trochę retro, zresztą powstał dawno, 35 lat temu. Pewnie kiedyś skusze się na miniaturke, bo chociaż szał na białe kwiaty mi minął, to Anais Anais nadal mi się podoba.

Używam tego produktu od: jakichś 8 miesięcy
Ilość zużytych opakowań: testy

1 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

kwiaty+mydło

Ogólnie bardzo sobie cenię zapachy cacharel, ale te są jak dla mnie zbyt intensywne, mało interesujące, za bardzo duszące . Czuję w nich jedynie baaardzo intensywny bukiet kwiatów i mydło. Próbowałam się przekonać wielokrotnie - nie udało się. Za każdym razem kończyło się bólem głowy. Flakonik inny, gwiazdkę daję za trwałość bo to mu muszę przyznać.

Używam tego produktu od: nietrafiony prezent ( ok 2 lata temu)
Ilość zużytych opakowań: 1 - 30 ml

Najaktywniejsze recenzentki

  1. 1

    9
    produktów

    195
    recenzji

    2
    pochwał

    10,00

  2. 2

    0
    produktów

    181
    recenzji

    0
    pochwał

    9,15

  3. 3

    13
    produktów

    116
    recenzji

    0
    pochwał

    5,97

Zobacz cały ranking