Statystyki: + Dodaj produkt + Dodaj Look

Passage d’Enfer

Passage d’Enfer

Średnia ocena użytkowników: 3,2 /5

Kategoria
Pojemność 50 ml
Cena 260,00 zł

Opis produktu

Zgłoś do moderacji

Lekka i nowoczesna woda toaletowa. Czysty i powietrzny akord z odrobiną piżma. Kadzidło było ściśle powiązane z religią i przez wieki uważane za święte. Skłaniający do filozoficznych przemyśleń o wieczności, Bożej miłości i marności tego co ziemskie. Obłędny, niespotykany aromat nowych czasów i mistyczne kadzidło otaczające czarem.

Nuty głowy – róża, imbir
Nuty serca – kadzidło, biała lilia, drzewo cedrowe, kora aloesowe
Nuty bazy – benzoes, sandałowiec, nuty piżmowe

Cena: 260 zł / 50ml

Składniki

Znasz skład tego produktu? Dodaj go do naszej bazy i twórz z nami KWC!

Dodaj go do naszej bazy!

Recenzje 15

Średnia ocena użytkowników: 3,2 /5
Trwałość:
Zapach:
Flakon:
Więcej ocen Schowaj

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Gdybym była driadą, leśną nimfą, druidką....zapewne pachniałabym właśnie tak.

Zapach poznałam dzięki wizażowej rozbiórce. I....już kliknęłam pełnowymiarowy flakon. Zapach poruszył tę nieujarzmioną, nieco dziką cząstkę mojej natury.

Na początku driada tańczy lekko, zwiewnie, prawie nie dotykając ziemi. Podziwiam ulotność jej tańca- prawie nie dotyka stopami ziemi. Zrywa rozkwitłą lilię. Ale jej zapach nie jest typowym perfumiarskim, ugrzecznionym i łagodnym slodziakiem. Ta lilia pachnie właśnie tak, jakby przed chwilą ją zerwano: cierpka słodycz kielicha miesza się z surowym sokiem, który wciąż kapie z łodygi. Kapryśnej driadzie szybko nudzi się pląs a wtedy lekkość i zwiewność zanika ustępując miejsca nutom serca.

Nuty serca to rytuał odprawiany wśród drzew. Lilia staje się jedynie subtelnym tchnieniem, podtekstem a leśna kapłanka rozpoczyna swą olfaktoryczną ceremonię. Żywica, kadzidło i naturalny zapach iglastych drzew. W tej fazie zapach jest "surowy", chłodny a jednocześnie pełen tęsknoty. Ten, kto zachwycił się utworem Loreeny McKennitt "The old ways" zrozumie....bo to tęksnota za czymś, co było wieki temu. To coś, czego nigdy nie doświadczyliśmy ale wyczuwamy tego wyjątkowość, moc i prostotę. I czego nigdy już nie doświadczymy, bo ten świat już przeminął.

Passage d\\\\\\\\\\\\\\\'Enfer to nie są perfumy dla grzecznych dziewczyn. Spodobają się "niespokojnym duchom", tym nieujarzmionym, nieprzewidywalnym i zmiennym jak wiatr. Trzymają się raczej blisko skory ale mimo to- są wyraźnie wyczuwalne. To chyba magia wszystkich zapachów L\\\\\\\\\\\\\\\'Artisan. Nie poprzedzają nosiciela chmurą zapachu grzmiąc: "Oto ja!". Trzeba podejść nieco bliżej kobiety ubranej w zapachy L\\\\\\\\\\\\\\\'Artisan by ulec ich magii. Passage d\\\\\\\\\\\\\\\'Enfer nie są wyjątkiem. Doceni je ten, którego kaplanka przypuści nieco bliżej do swoich sekretnych rytuałów.

Odjęłam pół gwiazdki, bo magia jest dość ulotna. Zapach trzyma się na skórze około trzech godzin. Potem lagodnie gaśnie- jak ognisko w mgle poranka. Jednak nie wiem, czy można czynić z tego zarzut, biorąc pod uwagę, że to EDT. Jestem jednak gotowa wybaczyć ten brak większej trwalości. Wynagradza ją w pełni zapach i wyjątkowość kompozycji.

Używam tego produktu od: dwa dni
Ilość zużytych opakowań: Na razie decanter 10 ml. Czekam na własny flakon!

1 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

A miało być tak piekielnie

A miało być tak pięknie...Nazwa i zapach zwiastowały, że polubimy się na dłużej. Moja wyobraźnia już podsuwała obrazy piekielnych wrót buchających gorącem, spalonym kadzidłem, i cmentarnymi liliami, z zawodzącymi jękami potępieńczych dusz w tle.
Nic z tego - jakieś ziółka i kwiatki, wszystko w mydlinach.
Zawód po całości. Szkoda gadać...

Używam tego produktu od: testy
Ilość zużytych opakowań: testy

4 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Zielnik i klasztorna cela

Fascynujący w specyficzny sposób i w umiarkowanych dawkach. Piękne kadzidło i pieprzne mokre zioła - tak wrota piekieł układają się na mnie przez pierwszą godzinę po aplikacji. Jest cisza, chłód naznaczony wilgocią z nieśmiałą nutą dzikiej róży rosnącej tuż za oknem zakonnej celi.

Używam tego produktu od: już nie używam
Ilość zużytych opakowań: 15 ml

TOP 10 męskich perfum

4 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Wyrafinowany chłód

Po raz kolejny uwiodła mnie magia nazwy i obiecane w składzie kadzidło i po raz kolejny moje oczekiwania rozminęły się z rzeczywistością, na szczęście jednak niezbyt boleśnie, tym bardziej, że wyprawiłam się do Wrót Piekielnych wyposażona ledwie w dekant , a nie w pełny flakon.
Spodziewałam się czegoś podniosłego, porywającego , o dużej mocy, nieco prowokacyjnego, tymczasem w pierwszym kontakcie Passage d\'\'enfer to nieco tylko dziwaczna i wcale nie piekielna mieszanka woni lilii i zielska. Wytęsknionego przeze mnie kadzidła jest zbyt mało, ale w nucie głowy jest za to mnóstwo przestrzeni i powietrza. Nie są to jednak obrzydliwe ozonowe nuty (które wg mnie zawsze trącą,przepraszam, rybą), lecz zapach krystalicznie czystego, górskiego powietrza, takiego, jakiego doświadczyć można jedynie w górach wysokich. Zapach jest bardzo przestrzenny, ale lodowatozimny, suchy- wiatr, kamienie, samotność i szczypta porostów(bo lilie w fazie "powietrznej" znikają). Być może wrota piekieł to samotna wędrówka w góry. Na szczęście ominęła mnie owa lanolinowa owcza faza, o której pisały niektóre recenzentki.
Po wybrzmieniu nuty głowy pozostaje delikatnie mydlany, piżmowy ślad- niestety bardzo krótkotrwały, najbardziej interesująca faza zapachu znika z mojej skóry po 2 godzinach.

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: rok lub dłużej

Dante i Dali

Kilka lat temu opętana nazwą z obłędem w oczach polowałam na ten zapach, nawet decyzję o jednym z moich wyjazdów podjęłam po części kierując się nadzieją, że w kraju do którego się wybieram Passage d’Enfer będzie dostępne.
Zakupiłam flakon po bardzo pobieżnych testach i nie rozczarowałam się. Na mojej skórze Piekielne Wrota piękne są diabelnie.

"Porzućcie wszelką nadzieję wy, którzy tu wstępujecie"?
Nic podobnego. Wrota Piekielne to po prostu brama do innego świata, do innej estetyki. Szczęśliwie ja nie czuję w nim żadnego mydła, aż zdumiałam się czytając recenzję Poprzedniczek bo moja skóra, w przeciwieństwie do mnie mydlane nuty lubi i gdy tylko ma szanse natychmiast je wyłapuje i wzmacnia.
Zapach Piekielnych Odrzwi otwiera się dość przewidywalne, pogrzebowymi białymi liliami ale za chwilę do kwietnego bukietu dołącza kadzidło. Nie jest to jasny, czysty, dźwięczny zapach, który kojarzyć się może z kościołem, obrządkiem katolickim czy niebem. Kadzidło w Passage d’Enfer to grudki żywicy wymieszane z ziemią i popiołem, brudne, nieco wilgotne, niechętne płomieniowi. Palą się z sykiem wydzielając tłusty dym, który smuży się nam po skórze i gryzie w nos.
Gdzieś pod spodem zapachu, między piżmem a kadzidłem przy skórze czuję też drewno, żywe, czyste, świeże i pulsujące od soku. Dziwne, że za Wrotami Piekieł toczy się jakiekolwiek życie, moja wyobraźnia posuwa mi jedną z grafik, którą Salvador Dali ilustrował którąś pieśń Piekła z Boskiej Komedii. Nosi tytuł Las Samobójców.

Trwałość niestety marna, po trzech godzinach czuję tylko delikatną piżmową poświatę.
Flakon piękny.

Używam tego produktu od: trzech lat
Ilość zużytych opakowań: w trakcie 100ki

4 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Lilie i pieprz

Pierwszy test nie zapowiadał niczego ciekawego. Typowa "LArtisanada" ;) pieprz, suche zielsko, inne przyprawy, odrobina kadzidla. Nuda, ze nie wspomnę o tym, że niezbyt to piękne a na mojej skórze zimne i suche w dodatku. Użyty globalnie robi takie same wrażenie. Ale w autobusie nagle poczułam jakieś przepiękne lilie. Prze-pięk-ne, i odrobinę magnolii. Myślalam, że to ktos tak pachnący wsiadł, ale nie - to był Passage denfer. Baaardzo fajnie skonstruowany zapach. cały czas czuć ta pieprzną nutę z własnej skóry, a lilie pojawiają się jak z innego wymiaru i lewitują :love: Czad! Jedyny problem to kiepska trwałość, jak na taką cenę zwłaszcza :rycze-smarkam: Po siedmiu godzinach trudno domyslić się sladu po zapachu, dobrze wyczuwalny jest przez jakieś trzy :( Trochę za mało...
Buteleczka ok

Używam tego produktu od:kilku dni
Ilość zużytych opakowań:próbka

3 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

hmm...

Trochę mi przypomina zapach męskiej wody kolońskiej po goleniu. Kadzidło jest, ale jest dziwne. Bo ostrość świeżego kadzidła została przykryta czymś mdłym i fizjologicznym. Dla mnie to kadzidło w stylu podobnym do tych w CdG (ale gorsze). Połączenie Ouarzazate z Jaisalmer, ale to nie jest dobre połączenie. Pojawiło się mydło, więc jakiś cytrus musiał przyćmić kadzidło.
Wyszło troszkę dziwacznie i bardziej w stronę męską. Nie wyróżnia się, nie wywołuje szybszego bicia serca.
Jest w nim coś przyciągającego, nie wiem czy to tylko nazwa, czy może jednak...

Używam tego produktu od:test
Ilość zużytych opakowań:próbka

4 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Mydło

Gdzie tam kadzidło, skoro to samo mydło.
Z początku bardzo przyjemna czystość świeżego prania, mydła, chemicznych środków piorących, jednak z czasem zaczyna męczyć, drażnić, denerwować, zapach staje się bardzo mocny, świdrujący.
Od początku do końca mydło, które w małej ilości bardzo mi się podoba, jednak w większej drażni.
Masa nut, które na mej skórze się nie pokazują.
Ciekawy, choć nie wiem czy taki miał być, czysto-mydlany.
Trwałość ok 5-6 godzin, bardzo trwały na mojej skórze, flakon ładny, podoba mi się ta prostota.

Szczegółowa ocena zapachu:
Zapach 3,5 *
Trwałość 4*
Flakon 5*

Używam tego produktu od: kilka testów
Ilość zużytych opakowań: lana, fabryczna próbka

2 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Owce na gazie

Do niedawna wydawało mi się, że z perfumami jest trochę tak jak z piosenkami - słuchamy jakiegoś kawałka dziesiątki razy i nic, kompletnie nie rusza. I nagle bum!, w trakcie 297 przesłuchania następuje olśnienie - przecież ta piosenka jest genialna, jak mogła mnie nie ruszać wcześniej? Miałam więc nadzieję, że Passage d`Enfer mnie poruszy w taki właśnie sposób, podczas n-tego z kolei testu. W końcu to L`Artisan, który często mnie rusza na plus.

Kadzidło? Nie... Nie występuje. Zresztą nie bardzo mnie to zmartwiło, bo raczej mi z nim nie po drodze. Jest za to imbir, dużo imbiru. Wwierca się w nos i musuje niczym w moim ulubionym piwie imbirowym właśnie (nie, nie tym na G.)
I pięknie by było, gdyby zza rzeczonego imbiru wyłoniła się deklarowana w nutach głowy róża. Nic z tego. Jest inny kwiat, a mianowicie lilia jak śnieg biała - odurzajaca Lilium candidum w najupiorniejszym swoim wcieleniu, której to samo zaledwie wspomnienie wywołuje u mnie nagły zawrót głowy i myśl o ucieczce gdziekolwiek.
Jednak to nie koniec wątpliwych atrakcji, bo kiedy uda się pokonać nieprzebrane zagony białych lilii i człowiekowi wydaje się, że nic gorszego spotkać go już nie może, trafia na stado owiec. Tak, Passage d`Enfer zalatuje surową owczą wełną (miałam kiedyś sweter z takiej wełny i było to koszmarne przeżycie zarówno dla mojego nieskłonnego do samoumartwiania ciała, jak i dla zmysłu powonienia).

To już stanowczo za wiele, nawet jak dla mnie - owce upojone piwem imbirowym legły pokotem wśród białych lilii... Cóż, myślę, że wrota piekieł mogą tak właśnie pachnieć...

Koniec. Żaden diabeł nie przekona mnie do Passage d`Enfer. Druga * z czystej sympatii, że tak to ujmę.


Używam tego produktu od: jakiegoś czasu
Ilość zużytych opakowań: jedno

2 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Też mi wrota piekieł...

Do recenzji tego zapachu dość na wyrost ochrzczonego mianem "Wrot Piekieł" zbierałam się dość długo a kiedy w końcu udało mi się podsumować to, co o nim myślę i kursor myszki zawisł nad przyciskiem "zapisz" nastapiła awaria prądu. I na ekranie komputera zaskoczyła mnie ciemność pożerająca wszystko to, co napisałam, pozostawiająca człowieka w niemym rozgoryczeniu ;)
I tak to jest z tym zapachem - można długo wokół niego krążyć, wiele sobie wyobrażać, zastanawiać się, kontemplować a kiedy przyjdzie już do momentu kulminacyjnego - tj realnego testu to pozostaje tylko rozczarowanie...

No, nie jest to zapach brzydki, ale to po prostu mirra i inne tego typu zielsko oraz zmiękczone, wynędzniałe kościelne kadzidełko. Kwiecie jest jakieś wymizerowane i wydające już ostatnie zapachowe tchnienie. Piżmo i drzewo sandałowe są tylko dość luźną inspiracją na temat.

Nie warto.Używam tego produktu od: testy
Ilość zużytych opakowań: ...

2 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Mydło? Kadzidło? Mydło!

Naprawdę chciałam pokochać ten zapach!

Już sama nazwa sprawiła, że zapragnęłam go mieć. Wahając się między Messe de Minuit, a Bramami Piekieł właśnie - wybrałam te drugie. Po pobieżnych testach, cierpiąc na kadzidlaną obsesję nabyłam całą setę i... I po roku mordęgi wreszcie dojrzałam do pozbycia się tego kłopotliwego szczęścia.

Kadzidło w PdE uczynilo mi krzywdę.
Przybrało tę samą odrażającą postać, którą przybiera w Incensi Villoresi (w Incensi nawet bardziej) i Flower Oriental by Kenzo: postać ostrego aromatu skondensowanych mydlin.
Nie wiem, jak to możliwe, by jeden z moich ulubionych składników tak się zachowywał, ale echa tej mydlanej tragedii zaczęłam wyczuwać także w Messe.

Zapach Passage w nadgarstkowych testach ma swój urok. Powiedziałabym... czysty. :]
Niestety, przy użyciu globalnym zarówno ciepły cedr (który, daję słowo, początkowo wyraźnie wyczuwałam), jak i lilie oraz cierpkawe nuty nasuwające skojarzenia z przyrządzaną z fenkułu zupą gladiatorów - wszystko to zostaje zjedzone, pożarte doszczętnie przez paskudne, świdrujące w nosie, stające w przełyku, podchodzące w górę gardła gryzące, wstrętne tanie mydło toaletowe.
I nic już więcej nie jestem w stanie z tych mydlin wyłowić.
A szkoda. :(

W sumie nie wiem dlaczego wyobrażałam sobie, że brama do mojego piekła będzie czymś atrakcyjnym. Toż to właśnie jest "droga w miasto utrapienia (...) droga w wiekuiste męki".

Męki tym większe, że wyczuwam w tym zapachu potencjał, którego nie potrafię odczytać, odebrać, oswoić, ogarnąć.
Zbyt zajmują mnie wysiłki zmierzające do nieudławienia się mydlinami. :(


Używam tego produktu od: roku
Ilość zużytych opakowań: niestety niewielka część pierwszego

4 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

dla mnie mroczny,ale uroczy

Na pewno nie świeży, dla mnie taki mroczny, ale na tak. Ciekawy i nazwa do niego pasuje.
testowałam tylko na nadgarstku, nie wiem czy bym go chciała nosić, ale jest oryginalny i godny polecenia.

Używam tego produktu od:1 aplikacja
Ilość zużytych opakowań:0

Najaktywniejsze recenzentki

  1. 1

    10
    produktów

    372
    recenzji

    2
    pochwał

    10,00

  2. 2

    2
    produktów

    358
    recenzji

    3
    pochwał

    9,61

  3. 3

    13
    produktów

    111
    recenzji

    0
    pochwał

    3,02

Zobacz cały ranking