Statystyki: + Dodaj produkt + Dodaj Look

Cuir Mauresque

Cuir Mauresque

Średnia ocena użytkowników: 3,7 /5

Kategoria
Marka
Pojemność 50 ml
Cena 90,00 zł

Opis produktu

Zgłoś do moderacji

Cuir Mauresque powstał w 1996 roku. Inspiracją była arabska tradycja nasycania szlachetnych gatunków skór zapachem piżma i cytrusów.Cuir Mauresque to "mauretańska skóra" pachnąca piżmem, mirrą z przebijającymi się akcentami cynamonu i kwiatu pomarańczy.
Całość w pięknym prostym i szlachetnym flakonie.

Nuty zapachowe: amber, myrrh, burnt styrax, incense,cinammon, clove, cumin, musk, mandarin peel, orange blossom.

Cena: 90USD/ 50ml

Cechy produktu

Rekomendacja
na dzień, na wieczór
Pokaż wszystkie Schowaj

Składniki

Znasz skład tego produktu? Dodaj go do naszej bazy i twórz z nami KWC!

Dodaj go do naszej bazy!

Recenzje 3

Średnia ocena użytkowników: 3,7 /5
Trwałość:
Zapach:
Flakon:
Więcej ocen Schowaj

4 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Skóra, w której żyję

Otwarcie Cuir Mauresque jest absolutnie szatańskie.

To woń.... benzyny.

Benzyny, pasty do butów i naprawdę przeohydnych chemikaliów. Czy jest tu ktoś tak stary jak ja, kto miał jeszcze okazję jeździć motocyklem marki Junak? Jazda to jazda, ale motocykl trzeba było naprawdę kochać i nieustannie naprawiać. Bądź raczej nieustanne naprawy świadczyły o gorącym uczuciu. Te zapachy smarów, benzyny, spalin…to niezapomniane wrażenia. Wąchając otwarcie Cuir Mauresque mam wrażenie, że siedzę w przyczepie Junaka, ubrana w skórzaną czapkę pilotkę, właśnie odebraną z garbarni, i gram w czarno-białym niemym filmie pt. „Olej silnikowy”.

Potem jest tylko i wyłącznie lepiej, ale nie od razu i nie za szybko. Nigdy jeszcze nic mnie tak bardzo nie zaskoczyło. Benzyna zamienia się w parę świeżo wypastowanych, skórzanych sztybletów. Podobnie jak pilotka, również wykonanych ze skóry, i to skóry, która dopiero co opuściła garbarnię. Zabawne jest to, że sztyblety są jednocześnie i świeżo wypastowane, i zakurzone. Wrażenie kurzu zapach zawdzięcza temu, że ujawnia się masa suchych i wytrawnych przypraw, ale żadna z nich nie dominuje, są trudno wyczuwalne jako osobne składniki. W tym miejscu moja bratanica powiedziała „pachnie Egiptem”, trafnie wyczuwając, że w zamyśle miał to być orient.

Potem... miało być tylko i wyłącznie lepiej, ale owemu „lepiej” na drodze staje zdradziecki cywet albo nawet i castoreum. Żeby nie było nieporozumień, za Wikipedią powtórzę, czym cywet jest. Jest to „ekstrakt z wysuszonych gruczołów okołoodbytniczych, wydzielających feromony, pochodzących od kilku ssaków z podrodziny wiwerowatych, nazywanych cywetami lub cybetami”. Samo pochodzenie tej substancji, podobnie jak castoreum (wydzielina z gruczołów bobra) zdaje się wieszczyć, czym będzie …hm…pachniało.
Fekalne animalne nuty na szczęście ciągle są zdominowane przez ostro przyprawioną skórę, ale pojawiają się gdzieś w tle, niczym ujadające za oknem ratlery. Przy tym co dzieje się w tej fazie Dzing! jest łagodnym pluszaczkiem. Jak na złość ów hardcorowy etap ma doskonałą projekcję, ale również nie mogę nie napisać, że podoba mi się znacznie bardziej niż Dzing! Jest ciekawy, bardziej odważny, więcej się dzieje, wydaje mi się być wyzywający i jako taki stworzony do przewrotnego towarzyszenia delikatnym, jedwabnym sukienkom.

Po mniej więcej trzech godzinach, Cuir Mauresque dociera do bazy, absolutnie typowej, słodkawej, zbudowanej na suszonych owocach i ambrze. Baza nie ma nic wspólnego z nutami głowy i nie ma również żadnego płynnego przejścia od jednej do drugiej fazy zapachu, następuje po prostu nagła, gwałtowna, bardzo zaskakująca transformacja. To największa wada tych perfum, nieco mniejszą jest to, że Pan Stettke za nimi nie przepada.

3 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

piękny, dziwny, niejednoznaczny

Cuir Mauresque to bardzo ciekawy zapach. Rozwija się na mnie tuberozowato-skórzanie, na kształt plasteliny pomieszanej ze świeżo kupionym skórzanym tapczanem , z miodem, z regałem z bardzo mądrymi książkami. Mogę sobie wyobrazić Lutensa wsuwającego tosty w swoim gabinecie z ogromnymi regałami obłożonymi światową literaturą. Dla mnie to zapach męski. Męski i intrygujący. Intrygujący i ciepły. Oryginalny i rozczulający. Połączenie dzikości i uprzywilejowania. Ekscentryzmu i kultury wewnętrznej. Piękny na swój oryginalny sposób. Niebezpieczny i nie mój. Otwiera moje horyzonty, poszerza granice piękna. Raz kupiłam zapach Lutensa -nie udźwignęłam go. Od tej pory podziwiam tylko z próbek, ale podziwiam i szanuję osoby, które potrafią i umieją używać takie zapachy jak: Cedre, Muscs Koublai Khan, Daim Blond czy Gris Clair. Z całej rzeszy zapachów tego pana najbezpieczniej mi by było założyć Fille An Aiguiles i Fo\'C Ginembre. Chergui również :)

Używam tego produktu od: test
Ilość zużytych opakowań: próbka

4 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Mógł być ciekawszy...

Otwiera się akordem skórzano-jaśminowym, na mój gust ciekawym, ciężkim (choc i to już kilka razy było...), natomiast moja siostra podsumowała go jako "pomadę starej baby" :lol: i poleciła nie zbliżać się do niej kiedy tym pachnę - więc otoczenie może reagować na ten zapach naprawdę źle. Dalszy rozwój zmierza w kierunku legendarnej Lutkowej Tabazy - słodko, orientalnie, ale nuuuudno. Pewnie by mnie zachwycił ten zapach, gdyby nie to, że prędzej czy później większość kompozycji firmowanych nazwiskiem Lutens zaczyna nim emanować :ziewam:. Może w tym przypadku jest więcej korzeni, ale naprawdę różnica jest minimalna. Przetestowałam i wystarczy.
Buteleczka cudowna.

Używam tego produktu od:kilku dni
Ilość zużytych opakowań:próbka

Najaktywniejsze recenzentki

  1. 1

    85
    produktów

    144
    recenzji

    3
    pochwał

    10,00

  2. 2

    3
    produktów

    144
    recenzji

    2
    pochwał

    9,11

  3. 3

    11
    produktów

    110
    recenzji

    0
    pochwał

    6,98

Zobacz cały ranking