Logowanie
Logowanie. Proszę czekać
Nie posiadasz jeszcze konta? Zarejestruj się!
Przypomnij hasło
Rejestracja
Płeć: *
Rejestracja. Proszę czekać
Nie możesz się zalogować? Przypomnij hasło
Masz już konto? Zaloguj się!
Odzyskiwanie utraconego hasła
Odzyskiwanie utraconego hasła. Proszę czekać
Nie posiadasz jeszcze konta? Zarejestruj się!
Masz już konto? Zaloguj się!
Polecamy:
Statystyki: + Dodaj produkt

Jose Eisenberg, J`Ose EDP

Jose Eisenberg, J`Ose EDP

Średnia ocena użytkowników: 4,3 /5

Kategoria
Pojemność 30 ml
Cena 199,00 zł

Opis produktu

Zgłoś do moderacji

Zapach J`Ose miał swoją premierę w 2001 roku. Mięta i cytryna oraz ciepłe nuty lawendy i mokki rozwijają się w głębie paczuli, cedru, piżma i siana. Woda perfumowana.

Nuty zapachowe:
nuta głowy: cytryna, bylica, mięta
nuta serca: lawenda, kawa mokka, jaśmin
nuta bazy: paczuli, drzewo cedrowe, piżmo, drzewo sandałowe, bursztyn

Cena: 199zł / 30ml ; 320zł / 50ml ; 499zł / 100ml

Składniki

Znasz skład tego produktu?

Dodaj go do naszej bazy!

Recenzje 60

Średnia ocena użytkowników: 4,3 /5
Trwałość:
Zapach:
Flakon:
Więcej ocen Schowaj

4 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Ciężko mi się zdecydować, czy chcę nimi pachnieć?

Używam tych perfum od miesiąca i przechodzę róże fazy, od myśli, że "dam im pół gwiazdki na wizażu!" do "przecież to jedne z lepszych perfum jakie znam!".
Generalnie przeszkadza mi w nich ich intensywność. Za duża, zabójcza, migrenogenna i wszystkie inne tym podobne historie. Po psiknięciu się, czuję je bardzo mocno przez co najmniej kolejne 3 godziny, a to raczej nie jest normą, już nie wiem co mam zrobić, żeby zwietrzały.
Nie odważyłabym się ich używać do pracy, wszak mogłabym zabić otoczenie, perfumy nie nadają się do małych pomieszczeń, do miejsc, gdzie jest dużo ludzi, a przecież sama sobie w nich nie będę siedzieć i pachnieć...
Flakon niepozorny, zwyczajny, bardzo klasyczny, pani na kartoniku raczej zalotna i zadziorna, jak charakter tejże dziwacznej kompozycji.
W całej swojej unikatowości perfumy zahaczają bardzo wyraźnie o nuty męskie. Czuję bylicę, delikatną miętę, kawę mokkę, paczulę, delikatne drzewo cedrowe, dużo bursztynu. One są trochę kremowe, a trochę surowe, przenika się ta ich romantyczność i toporność. Po około 2 godzinach zaczynam czuć cytrynkę, jaśmin, trochę lawendę, drzewo sandałowe, a więc mieszanka składników w żaden sposób nie jest oczywista.
Śmiem twierdzić, że te perfumy się kocha albo nienawidzi, ja jeszcze po prostu nie zdecydowałam.
Trwałość najlepszą, z jaką przyszło mi się spotkać, żel pod prysznic ich nie rusza.

Używam tego produktu od: miesiąc
Ilość zużytych opakowań: w trackie pierwszego flakonu

Zadaj pytanie Czy opinia była pomocna? W {{ reviewsQASettings[1129421].usefull || 0 }}% pomocna.

Zaloguj się, aby zadać pytanie recenzentce.

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: rok lub dłużej

wyjątkowy zapach

To perfumy, które bardzo ciężko ugryźć - i to w nich frapuje najbardziej, w tym właśnie tkwi ich moc. Pozostałe perfumy Jose Eisenberga nie mają w naszym pięknym kraju takiego wzięcia jak J\'ose. W Sephorze nagminnie na dużej przecenie (w tym roku bagatelka 65-70%...) lądują wszystkie So French, Le Peche, Eau Fraiche itd. A cena J\'ose stoi twardo. Jedyne drgania w tej materii obserwuje się w kierunku wzrostowym ;)

Najpierw się zdziwisz (to zdziwienie pojawiać się będzie chyba zawsze, z każdą aplikacją na skórę ;) ), potem się oswoisz, a następnie poczujesz komfort.

Cytryna i mięta z lawendą brzmią kolońsko, jak dziarskie uderzenie w świeżo ogolony policzek. Następnie zapach mości się wygodniej w skórze, łagodnieje, ale nie na tyle żeby zapomnieć, że masz go na sobie. Odrobina jaśminu zachęcająco się uśmiecha, przekonuje, że wcale nie jest znowu tak męsko. Ostateczny kształt kompozycji to ciepło kojarzące mi się z New Haarlem Bonda i Gris Clair Lutensa. To zaskakujące jak lawenda i gorąca kawa mogą z sobą bajecznie grać. To zastrzyk odprężenia (masaż gorącymi kamieniami) ewoluujący w mobilizację (kofeina ruszyła już w krwioobiegu) trzymający się eleganckiej konwencji.

Naprawdę super perfumy. Rzadko takie powstają, a jeszcze rzadziej pojawiają się na półkach Sephory. Polecam sprawdzić choćby z ciekawości - wrażenia warte zapamiętania ;)

Używam tego produktu od: 2 miesiące
Ilość zużytych opakowań: powoli delektuję się własną trzydziestką

Zadaj pytanie Czy opinia była pomocna? W {{ reviewsQASettings[1083871].usefull || 0 }}% pomocna.

Zaloguj się, aby zadać pytanie recenzentce.

5 /5 HIT!

Kupi ponownie

Używa produktu od: miesiąc

Wyjątkowy zapach dla wymagających.

Zapach z początku duszący świeżością męskiej wody toaletowej - zwlaszcza jeśli wąchamy go tylko na " papierku ". Warton nanieść go od razu na skóre - niech zaskoczy A ZROBI TO NA PEWNO .
Przybiera z czasem formy mniej drażniącej a pod wpływem naszego ciepła uwalnia z siebie to co najlepsze... kawe... skóre... nonszalancki typ zapachu który jest niespotykany .


Długo szukałam dla siebie zapachu unoszącego sie w Massimo Dutti w wersji nieco kobiecej... Udało sie. to ten typ przepychu.

Używam tego produktu od: miesiąc
Ilość zużytych opakowań: 1 - 30ml

Zadaj pytanie Czy opinia była pomocna? W {{ reviewsQASettings[1027988].usefull || 0 }}% pomocna.

Zaloguj się, aby zadać pytanie recenzentce.

Quality Missala Jak dobierać perfumy

5 /5 HIT!

Kupi ponownie

Używa produktu od: kilka miesięcy

Zderzenie sprzeczności

J\'Ose jest kobietą. Stuprocentową. Nie romantyczką, nie wampem. Jest indywidualistką jakich mało. Dla niej liczy się intelekt. Całe życie w spodniach, bo twarda z niej babka. Zdobywa wszystko, o czym zamarzy.
Właściwie J\'Ose ma tę nutę "męską"(lawenda, cedr), muszę przyznać. Jednak ta nuta nie czyni z nosiciela tworu czasów ideologii Gender, a wręcz tworzy niezwykłą, niespotykaną aurę zmysłowości.
Najpiękniejsza jest jednak ta ambrowa słodycz, pojawiająca się po godzinie od aplikacji, a przełamana nutą kawy, tak rzadko spotykanej nuty ziaren kawy, a nie cappucino czy innego kawopodobnego tworu.
Uniwersalny zapach- wyjściowy, domowy, pościelowy, dzienny, wieczorowy, wszystko dzięki świetnej trwałości i niezłej jak na piżmaka projekcji.
Mi nie przeszkadza, że jest o krok przede mną, najpierw on, potem ja. A tylko genialnym zapachom pozwalam na dominację.

Używam tego produktu od: miesiąca
Ilość zużytych opakowań: Odlewka 10ml

Zadaj pytanie Czy opinia była pomocna? W {{ reviewsQASettings[1023058].usefull || 0 }}% pomocna.

Zaloguj się, aby zadać pytanie recenzentce.

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: kilka miesięcy

Transgenderowa perła

Wszystkim, którzy uważają, że ten zapach powinien znaleźć się na dziale z męskimi perfumami, proponuję przyjrzeć mu się bliżej, bo szykuje on w zanadrzu szeroki wachlarz niespodzianek i przede wszystkim nie jest jednowymiarowy.
Dodatkowo, przy bliższym poznaniu, bardzo zyskuje i odkrywa swe pikantne sekrety.
Owszem jeśli powąchać J’Ose na chybcika, można odnieść wrażenie, że ma się do czynienia z duszną wodą po goleniu. Jest to jednak powierzchowne, więc w tym przypadku nie należy oceniać książki po okładce.
Ten zapach trzeba umieć odkrywać i okiełznać. Jest on figlarny, kapryśny i na każdym ujawni całkiem inną krasę.

Otwarcie zapachowe jest jak bojowy wyskok Bruce’a Lee. Cedr, piżmo, twardy jak granit bursztyn i dobywające raz dźwięcznie, raz bezdźwięcznie podrygi mięty i trawy cytrynowej.
Następnie nadchodzi paczulowo-lawendowa światłość wiekuista, jednak nie słoniowata i korpulentna, lecz spleciona ze słodką gracją jaśminu i mocnej kawy. Ten etap jest naprawdę piękny, zagęszczony i balansujący na dwóch całkiem przeciwnych biegunach. Ciężar cedru i pieprzowej mięty jednak nie siłuje się bezmyślnie z ciepłymi akordami słodyczy. Trwają one we wspaniałym miłosnym uścisku, tworząc całkiem nową, cudowną jakość. Są jak znak Jin-Jang, który wyraża kosmiczny porządek polegający na współegzystowaniu dwóch odmiennych sił.
Jang reprezentuje jasny aspekt ciepła, radość i aktywność, symbolizuje męska naturę. Jin natomiast zespolony jest z naturą kobiet, emanuje chłodem i pewną dozą nostalgii.
W zapachu J’Ose te dwa moduły przeciwieństw są od siebie współzależne, wchłaniają się i nawzajem podtrzymują. Część jednego mieści drugie i na odwrót, tak jak zawsze można odrobinę światła odnaleźć w mroku ciemności.

Na moje skórze ta harmonijna symbioza wydobywa swój najdorodniejszy powab i wygrywa najbardziej dźwięczną melodię. Raz jest chropowato-ostra, umie szarpnąć za wodze wyobraźni, rzucić diaboliczne spojrzenie, innym razem ujmuje irysową pieszczotą i szczyptą bursztynowej namiętności.
Dla niektórych być może będzie to męska orkiestra dęta która przytupuje do taktu, dla mnie jednak J’Ose jest jak głęboki, charakterystyczny głos Barry\'ego White\'a, który rozpala zmysły do czerwoności. Aby go kochać, nie można być ignorantem, trzeba mieć duszę. Tym, którym jej brak, zawsze zostaje cukrowo-kwiatowe disco-polo, albo wakacyjne balonowe „rąbanki” Lady Gagi.

J’Ose to zapach, który porywa w euforyczne ramiona namiętności. Przepełnione entuzjazmem, przewrotną naturą, płomiennym zwojem pochłaniających się przeciwieństw.

To zapach, którego temperatura rozgrzewa jak sauna, czy gorące źródło pośród skalnego krajobrazu. To propozycja dla tych, którzy posiadają ogień - nie w formie zapalniczki, czy draski – lecz w sobie.


Używam tego produktu od: ponad miesiąc
Ilość zużytych opakowań: 3 x próbka 2ml

Zadaj pytanie Czy opinia była pomocna? W {{ reviewsQASettings[991337].usefull || 0 }}% pomocna.

Zaloguj się, aby zadać pytanie recenzentce.

3 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: kilka miesięcy

Była obietnica czegoś wspaniałego

Tak bardzo go chciałam, tak długo chodził mi po głowie! Znam chyba wszystkie recenzje tego zapachu, przeczytałam o nim wszystko. Byłam pewna, że krytykujące (czy raczej nie zachwycające się tym zapachem) zwyczajnie się nie znają. Znacie to uczucie, prawda?

Fascynacja przeszła mi po 10-ml odlewce. Nie czuję w tym zapachu tej głębi, którą większość tutaj opisuje. Nie umiem powiedzieć o nim nic ponad to, że jest męski. Nie, on nie jest seksowny, nie jest dla silnej kobiety, on jest męski. Nic więcej. Silna kobieta nosi szypr w stylu Soir de Lune czy Bottegi Venety. Kobieta nie nosi J\'ose.
Mój nos nie czuje ani odrobiny siana. Jest coś alkoholowego i tytoń, z tym się zgodzę. Ponadto, ten zapach jest na mnie bardzo lekki. Nie chodzi mi o trwałość, bo ta jest bardzo dobra, ale o "nieprzytłaczanie" i "niewpijanie się w skórę". Po recenzjach spodziewałam się, że J\'ose wgryzie się w moją skórę, że będzie ze mną cały dzień, a on tak, jakby stał obok. Jest, ale jakby nie mój.

10 ml mi wystarczy, flaszki z tego romansu nie będzie, bo i po co?

Używam tego produktu od: miesiąc
Ilość zużytych opakowań: 10 ml

Zadaj pytanie Czy opinia była pomocna? W {{ reviewsQASettings[979946].usefull || 0 }}% pomocna.

Zaloguj się, aby zadać pytanie recenzentce.

2 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

nie jestem facetem

Z trudem znalazłam te perfumy w jednej z Sephor i z ciekawości przetestowałam.Pierwsze psiknięcie zwaliło mnie z nóg,no i zaczęła się migrena.Dla mnie to zapach męskiej wody toaletowej,w której jeden składnik jest dla mnie wyjątkowo drażniący i przyprawiający o ból głowy.Od biedy J,Ose mogłyby być uniseksem ale dla pań,które tolerują takie nuty.Ponadto często czuję te zapach w sieciowych sklepach,czyli kojarzy mi się z odświeżaczem powietrza.Generalnie lubię mocne,esencjonalne perfumy ale tym mówię stanowcze "nie"

Używam tego produktu od: tydzień temu
Ilość zużytych opakowań: próbka

Zadaj pytanie Czy opinia była pomocna? W {{ reviewsQASettings[970697].usefull || 0 }}% pomocna.

Zaloguj się, aby zadać pytanie recenzentce.

3 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Męski typ

Nie ma rady -to perfumy dla twardej babki. Zadne kwiaty, roże, pudry czy cukierki. Jest to męski, cytrynowo-trawowo-kawowo-skorzany zapach moze byc trudny do noszenia przez wybijajace niektore nuty, ktore raz sie chowaja a raz wypelzaja na powierzchnie. Jednak zapach ten fenomenalnie koresponduje z moja osobowoscia, gdy mam np. w pracy ostry dzien trudnych decyzji, stanowczych dyspozycji i hardcorowych zadan. Dodaje mi pewnosci siebie. Jest trwaly, caly dzien to spoko, przepieknie sie rozwija, niesamowite jest to, ze kolejne nuty sie ujawniaja raz po raz, nieprzewidywalnie. Inaczej pachna w deszcz inaczej w slonce, inaczej tez na zestresowanej skorze. Nie jest to ewidentnie moj typ, ale bardzo dobrze mi sie nosi. Na pewno nie na co dzien. Dla mnie to perfum do zadan specjalnych, meskich :D

Zadaj pytanie Czy opinia była pomocna? W {{ reviewsQASettings[970687].usefull || 0 }}% pomocna.

Zaloguj się, aby zadać pytanie recenzentce.

4 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: rok lub dłużej

ciekawy, intrygujący ale nie mój

Do tego zpachu podchodziłam kilka razy, zaintrygowało mnie opakowanie, ale też opinie na wizażu. Miałam 3 razy produkt po 5 ml i ostatnie 5 ml, nadal u mnie tężeje. Może kiedyś go jeszcze wypróbuje. Ale do rzeczy, zapach kojarzy mi się ze słodka bułeczka a jednocześnie czuć mocna nute męskich zapachów. Intryguje, za pierwszym razem miałam motyle w brzuchu po jego użyciu, później znów miał coś intrygującego, trochę nachalnego, ale nadal do zniesienia.. Pociąga mnie jego nieokreśloność, ale..męczy, męczy przy dłuższym stosowaniu, powoduje ból głowy i irytacje. Bedę go jeszcze próbować, ale nie wiem czy się skuszę na całość, nie umiałabym go zużyć. Ma coś w sobie, jest ciekawy ale nie na dłuższą mete. Acha i jest bardzo nie trwały, wręcz nieprzyzwoicice ulotny. Latem jest nie do zniesienia.

Używam tego produktu od: 1 roku
Ilość zużytych opakowań: 1 małe

Zadaj pytanie Czy opinia była pomocna? W {{ reviewsQASettings[931712].usefull || 0 }}% pomocna.

Zaloguj się, aby zadać pytanie recenzentce.

5 /5 HIT!

Kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

bondowskie, wielkomiejskie klimaty

Testowałam ten zapach przez kilka lat, oswajałam się z nim powoli i z przyjemnością. Nie jest unikalny, bo ostatnio odkryłam z zaskoczeniem, ze jest podobny do Bondowskiej wersji New Harleem. Tytoń jest na mnie bardzo delikatny. Kawa mnie kusi, lawenda mnie kusi, a połączenie tych składników zarówno w Bondzie jak i w Eisenbergu jest po prostu oszałamiające. Ten drugi jest delikatniejszy i łatwiej noszalny, mniej unisex. Koło Bonda kręcę się od dawna i nie mam odwagi go kupić, ale na Jose zapoluję na pewno.
Ten zapach to czysty seks, nie rozmemłany i cukierkowy w stylu pin up girl, ale zuchwały a zarazem wystarczająco subtelny, o ile to możliwe. Słodycz jest starannie wyważona, ciepła, ale lekko ochłodzona lawendą. Tak pachnie wnętrze kawiarni lub sklepu Stradivarius. Taki aromat to dla mnie istny lep na muchy.
Nie ma tu nic spożywczego, to raczej zapach przestrzeni stykającej się ze skórą i oddającej jej swój aromat. A czasem myślę, że tak pachnie złączona ze sobą kobieca i męska skóra. Przepięknie skontrastowane składniki, a zarazem idealnie zharmonizowane.
Zapach nie jest zabójczym killerem ale jest trwały. Nie zmienia się jakoś szczególnie, ale to właśnie jego statyczność stanowi o pięknie tworzących go nut. Jest stabilny jak uczucia, o których marzymy. Wybaczam mu całkowicie podobieństwo do Bonda.

Zadaj pytanie Czy opinia była pomocna? W {{ reviewsQASettings[913439].usefull || 0 }}% pomocna.

Zaloguj się, aby zadać pytanie recenzentce.