Statystyki: + Dodaj produkt + Dodaj Look

Molinard, Habanita EDT

Molinard, Habanita EDT

Średnia ocena użytkowników: 3,9 /5

Kategoria
Marka
Pojemność 50 ml
Cena 160,00 zł
Pojemność 100 ml
Cena 240,00 zł

Opis produktu

Zgłoś do moderacji

Orientalny, klasyczny zapach zaprojektowany ponad 80 lat temu, pełen pasji i zmysłowości. Flakon zaprojektowany przez słynnego René Lalique.

Nuty zapachowe:
nuta głowy: bergamotka, brzoskwinia, kwiat pomarańczy, truskawki
nuta serca: róża, ylang - ylang, bez, kosaciec florencki
nuta bazy: drzewo cedrowe, skóra, benzoes, wanilia

Składniki

Znasz skład tego produktu? Dodaj go do naszej bazy i twórz z nami KWC!

Dodaj go do naszej bazy!

Recenzje 37

Średnia ocena użytkowników: 3,9 /5
Trwałość:
Zapach:
Flakon:
Więcej ocen Schowaj

1 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: próbka

Wykorzystała: kilka próbek

Tragedia...

No niestety, mimo iż EDT jest widocznie lżejsze niż EDP, to ja się jakoś nie mogę odnaleźć w ich estetyce, dla mnie to jedna wielka porażka.
Brzydko, mocno, nachalnie, przytłaczająco. Tak pachnie smutek, żal i rozczarowanie.
Flakon nadal niezły, chociaż EDP ma ładniejszy, taki tłoczony, a ten to zwykłe rysunki. Nie podoba mi się ta czarna kolorystyka, jeszcze bardziej mnie przytłacza.
Unisex na siłę, są bardziej męskie.
Czuję mało delikatny i subtelny ylang-ylang, drzewo cedrowe, kadzidlane i mdlące do bólu, skórę i w zasadzie trochę pachnie kosaciec, ale bez szału.
Ktokolwiek wyczuwa tutaj truskawkę, brzoskwinię, albo wanilię, zasługuje na medal, bez dwóch zdań.
Różnica zapachowa z EDP jest żadna, ten jest mniej intensywny, to wszystko. Absolutnie żadnej nie ma w tych perfumach słodyczy, luzu, nic z tych rzeczy.
Na zimowe wieczory pod kołdrą. Spokojnie, i tak będzie go czuć spod kołdry, obstawiam, że nawet na drugim końcu mieszkania.

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: rok lub dłużej

Kiedyś Nienawidziłam a Teraz Uwielbiam

Historia mojej znajomości z Habanitą sięga czasów, kiedy to byłam studentką. Habanitę dostałam w prezencie od swojego ówczesnego chłopaka ( mikołajkowym lub gwiazdkowym – nie pamiętam). Flakonik 50 ml. Zapach nie przypadł mi wtedy do gustu, używałam go jednak od czasu do czasu, by nie sprawić przykrości chłopakowi. Wtedy to Habanitę odbierałam jako ciężki, gorzki, przesiąknięty tonami cedru zapach dla starszej, eleganckiej pani ceniącej sobie luksus. Po pewnym czasie rozstaliśmy się z chłopakiem, a Habanita powędrowała na parę ładnych lat na dno szafy. W minionym roku wypadła nam przeprowadzka i podczas opróżniania szafy znalazłam zakurzone pudełeczko z flakonikiem perfum w środku – Habanitą.
Oczyściłam prędko szmatką pudełeczko, otworzyłam je i wyjęłam flakonik, przetarłam go szmatką. Od razu spryskałam Habanitą nadgarstek. Po chwili znów poczułam ten ciężki aromat. Jednak po paru latach nie wydawał mi się on już do szpiku przesiąknięty cedrem.

Może mój węch się rozwinął, a może to ja dorosłam do tego, by z dumą nosić Habanitę.
Habanita nie jest zapachem łatwym, grzecznym, ułożonym. Nie pasuje do grzecznych panienek w pastelowych sukienkach, które od mocnych aromatów dostają migren a na zaloty mężczyzn odpowiadają spuszczeniem wzroku, czerwonymi rumieńcami na policzkach, nieśmiałością i zakłopotaniem.
To zapach dla kobiet silnych charakterem, niepokornych, niezależnych. Dla kobiet, które potrafią odpysknąć, bronić swoich poglądów i siebie samej. Idealnie do Habanity pasowałaby: Angelina Jolie, Megan Fox, Agnieszka Szulim, Agnieszka Chylińska. No w skrócie taka baba z jajami – bez obrazy. Mam tu na myśli niewiastę umiejącą zachować zimną krew w najtrudniejszej sytuacji, rządną przygód, świadomą swojego sexapilu.

Habanita początkowo na mojej skórze jest gorzkawa i odrobinkę surowa za sprawą cedru oraz nieco ziemista i wilgotna dzięki paczuli. Po niedługim czasie rozwija się i nie czuć już tej gorzkości i ziemistości. Zapach powoli robi się iście orientalny, bogaty, ździebko pudrowy i podszyty tytoniem.
Tak tytoniem. Czuję wyraźnie suszony tytoń, choć w opisie go nie ma. Habanita zresztą na mojej skórze jest podszyta tytoniem przez cały czas. Ale nie jest to tytoń jaki znamy z popularnych papierosów. Tytoń w Habanicie kojarzy mi się z cygarami zwijanymi na którejś z wysp na morzu karaibskim. Cygara są zwijane ręcznie, dokładnie przycinane, by miały jednakową długość i wagę. Pakowane do eleganckich pudełek, być może z drewna cedrowego właśnie i wysyłane w świat.
Jednak po cedrowym rozpoczęciu pojawia się słodko – cytrusowy aromat bergamotki, który przeplata się z aksamitno – słodką wonią świeżej, soczystej brzoskwini o aksamitnej, miłej w dotyku skórce rozgrzanej promieniami południowego słońca.

Po chwili perfumy zostają wzbogacone pudrowo – piżmową wonią róży, jest to aromat delikatny i zwiewny. Szybko zostaje wzbogacony irysem o pudrowej ale i momentami nieco drzewnej woni oraz egzotycznym ylang – ylang. Jego bogaty, balsamiczny upajajaco słodki aromat wspaniale komponuje się z wonią bzu, która dołącza do grona kwiatowego. Jest to niewielkie drzewko obsypane jasnofioletowymi kwiatostanami. Jest maj, więc kwiaty są w pełni rozwinięte. Jego przyozdobione listkami i kwiatkami gałązki kołyszą się delikatnie na lekkim wiaterku, który sprawia, że świeży, delikatny aromat bzu zaczyna unosić się w powietrzu niczym latawce puszczane przez dzieci.

W godzinach wczesno popołudniowych wyłania się wanilia o ciepłym, słodkim, głębokim aromacie dodająca recenzowanej EDP zmysłowości i gładkości. Ku mojemu zaskoczeniu na chwilę pojawia się aromat truskawki. Ale nie takiej czystej, opłukanej pod bieżącą wodą gotowej do zjedzenia. To truskawka zerwana niedawno krzaczka. Brudnawa i dziewiczo świeża. Jej aromat kojarzy mi się z truskawkami spoczywającymi w drewnianych łubiankach, które można kupić na targu. To truskawka z zieloną szypułką, pachnąca po trochu sobą, po trochu wilgotną, brunatną ziemią, którą można wyczuć pod palcami – może to paczula.

Po jakimś czasie moje nozdrza zaczynają wyłapywać benzoes i to w sporej dawce. Jego zawiesista woń jest słodko - miodowa. Miód jest ciemny: spadziowy lub gryczany o mocnym zapachu. Skondensowany i tym samym suchy. Przyjemnie drapiący w gardełko, gdy się go skosztuje. Po paru dobrych minutach benzoes staje się jakby pudrowy i suchawy. Doskonale łączy się z aromatem tytoniu.
Mój nos odbiera tytoń jako korzenno - skórzasty (pewnie za sprawą nuty skórzanej obecnej w zapachu) z domieszką suchych przypraw: goździków, cynamonu i jakiegoś dobrego trunku: whisky lub koniak. Generalnie jest to głęboki, miły dla powonienia, tajemniczy akcent znacząco wzbogacający Habanitę. Pod koniec dnia robi się kadzidlano ale j nie kościelnie. Jest dymnie i zawiesiście, muszę to przyznać. Wyobrażam sobie kadzielnicę do której wsypano benzoes, mirrę, dodano ususzone płatki róży, suszony tytoń, suszony cynamon i goździki oraz węgielki i w końcu podpalono zawartość, by wydzielała piękny aromat okadzający całe pomieszczenie.

Habanita edt jest zapachem ciężkim, gęstym. Orientalno – pudrowo –kadzidlanym z nutką tytoniu. Mocnym i trwałym. Na skórze wytrzymuje ponad 10 godzin, niewiele tracąc na intensywności. Na ubraniach utrzymuje się nawet tydzień.

Używam tego produktu od: dostałam na studiach parę lat temu, używam od ubiegłego roku
Ilość zużytych opakowań: pierwsze 50 ml zużyte może w połowie

4 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Nie taki straszny jak opisują

Naczytałam się sporo o tym zapachu, że mroczny, wiedźmowaty, ciekawa byłam niesamowicie aż nadarzyła się okazja żeby ją wypróbować. Z namaszczeniem otwierałam flakon, ostrożnie naciskałam atomizer w obawie przed czarowną trucizną albo kłębami dymu, taaaaaa... Rzeczywistość jak zwykle okazała się inna. No więc jeśli moja Habanita miałaby być czarownicą to raczej taką przebraną na Halloween. Urocze dziewczę chichocząc udaje się na stryszek po skrzypiących, bo z rzadka używanych schodach. Tam w mroku i kurzu odnajduje zapomniany i zatęchły nieco strój. Ubiera go, przyczepia sobie nawet jakąś kurzajkę, maluje na czarno zęby i staje w drzwiach z tacą pudrowych cukierków by częstować dzieci sąsiadów. Takiew co bardziej wrażliwe mogą się na pierwszy rzut oka przestraszyć, ale udawanie wiedźmy niezbyt dobrze jej idzie, bo jest zbyt miła i uśmiechnięta, a do tego te cukierasy... Habanita na mnie jest słodka, pudrowo-waniliowa. Posiada mroczne wykończenie (i mhroczny flakon z nieco tandetnym korkiem), ale za mało go bym mogła uznać ten zapach za niepokojący. Mimo to bardzo go lubię, jest otulający, kobiecy i poparawia mi humor. Do tego jest intensywny i wyróżnia się na tle wszechobecnych mdlących, rażących na kilometr watą cukrową słodziaków.

Używam tego produktu od: roku
Ilość zużytych opakowań: jedno

Do czego służą te przedmioty? [Odpowiadają mężczyźni]

4 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

2 oblicza Ewy.

- tytuł z utworu zespołu Closterkeller pasuje idealnie, bo Habanita to kobieta o dwóch twarzach. Jest taki znany rysunek - spoglądając w odpowiedni sposób, można dostrzec albo młodą damę, odwracającą od nas głowę albo profil starej kobiety. Habanita jest identyczna - przeplatają się w niej niezwykle piękne, delikatne, skórzano-ciepłe, swojskie, przytulne i świeże nuty z czymś odstręczającym swoim wiekiem i rozkładem. Jest jak Elisa Day z "Where the wild roses grow" we wspomnieniu i w postaci zwłok płynących w rzece. Jak Ursula z "Małej Syrenki" w interpretacji Disneya - przeglądająca się w lustrze, po zamianie w młodą dziewczynę. Lustro jednak ukazuje brzydką, prawdziwą postać. Jak wiecznie młody Dorian Gray i jego starzejący się, obrzydliwy portret. Jak Królowa z Królewny Śnieżki w swojej codziennej pięknej postaci i zamieniona w żebraczkę, gdy udała się do domu krasnoludków.

Te porównania mogą wydawać się zabawne czy górnolotne, ale taki niecodzienny, nieoczywisty i mocny zapach jak Habanita zasługuje na porządny opis i towarzystwo znakomitych postaci z literatury czy innych dziedzin sztuki.

Przy pierwszym rozpyleniu poczułam wzruszenie - zapach łagodny, bezpieczny, kojarzący się z czymś znanym, trudnym jednak do zidentyfikowania, może to matczyne objęcia, zakodowane w podświadomości w najwcześniejszym dzieciństwie...Na pewno piękna, gładka skóra młodej kobiety, może zaplątana w sitowie (stąd skojarzenia z balladą Nicka Cave\'a). Jednocześnie trochę niepokojąca woń, bo nie jestem w stanie jej nazwać, ta łagodność i prześlicznie pudrowy spokój stają się nieziemskie i zaczynają delikatnie niepokoić. Niestety, później pojawiają się niemiłe dla nosa akcenty jakby potu czy starego ciała... Psuje to ten bajeczny efekt, a jednocześnie nadaje Habanicie charakteru, zmienia ją w historię życia kobiety. Pokazuje kobiecość od najpiekniejszej fizyczno-duchowej strony do tego, co najbrzydsze.

Po zebraniu osobistych wrażeń z obcowania z Habanitą, zajrzałam do pozycji "Perfumes. The A-Z Guide" autorstwa Turina i Sanchez i ucieszyło mnie, że Luca Turin też dostrzegł tę podwójną naturę Habanity, fakt, że są w niej jak gdyby 2 postaci. Opisał ją jako niezywkłe zestawienie wanilii i wetiweru, jakby obok siebie posadzić Marylin Monroe i Arthura Millera, albo raczej ujrzeć w Habanicie ich hipotetyczne dziecko.

Narzeczony od razu stwierdził, że zapach bardzo ładny, w otwarciu jak guma balonowa, słodki.

Dla mnie nie do noszenia i powinnam dać jej 3 gwiazdki, ale opowiada taką historię i ma taką niesamowitą moc i trwałość (1 kropla to ogon na wiele godzin!) oraz charakter, że nie umiem jej nie docenić.

Zdecydowanie warto potestować.

Używam tego produktu od: miesiąca
Ilość zużytych opakowań: odlewka

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Pulsujące szaleństwo i niepokój...

"ona była jak ciemne wino
ociekająca światłem noc
ona była jak gorzkie wino
z ust poprzez zęby
spłynęła w zaciśnięte gardło — noc

stopy tańczące — trawa dłonie
— gałęzie drzewa niosła złotą
pochodnię do ciemno
zamyślonych ust"

H. Poświatowska

Tak mi się skojarzyło z Habanitą... Przepiękny zapach. Na początku puder, kwiaty - niby niewinna, tylko niby...
Zaraz potem zmienia się, ewoluuje, staje się skórzana, mocna, jakby tytoniowa nieco - gdy paliłam papierosa, idealnie mi się dym komponował z Habanitą na nadgarstku :)

Strasznie zmysłowy zapach. Obłędny. Ciemny, ale czy mroczny? Nie widzę tu naszych słowiańskich wiedźm, jeśli już to te uprawiające Voo Doo.
Nie czuję tu bagien, czuję obezwładniające pragnienie, chęć życia, ale pod skóra pulsuje niepokój i nuta narastającego szaleństwa...

Kobieta czerpiąca garściami z życia, bo wie, że nie będzie mogła wiecznie cieszyć się młodością, zmysłowa i pewna siebie, swoich uczuć i pragnień, potrafiąca zakręcić w głowie każdemu mężczyźnie niezależnie od jego wieku. Czarownica, kochanka, lecz nie kobieta upadła. Zepsuta do szpiku kości, rozmiłowana w rozkoszach ciała, ale jednocześnie przerażająco niewinna i bezbronna. Taka jest Habanita.

Używam tego produktu od: dzisiaj
Ilość zużytych opakowań: 2 ml zaczęte

4 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Nie w moim stylu

Niepotrzebnie czytałam o tym zapachu. Z opisu na KWC wynika, że powinien to być seksowny, magnetyczny zapach. Z recenzji, że coś mrocznego, silnego i trudnego. A dla mnie...? Jest to jeden z tych wiekowych, niby klasycznych zapachów, które do współczesności raczej średnio pasują, idę o zakład, że 95% moich znajomych znów by stwierdziło, że pachnę starą babą ;-) Próbowałam wiedząc, że dzień spędzę w domu, bo się bałam mega ogona i trudnej w odbiorze woni - niepotrzebnie, bo zapach, choć nieco trudny i starodawny szybko ułożył się na skórze i zapomniałam o nim kompletnie. Gdy zbliżę nos do nadgarstków, to czuję go wyraźnie, jednak nie przypomina mi o sobie w ciągu dnia. Co do samego zapachu - im późniejsza faza, tym bardziej mi się podoba. Teraz, po kilku godzinach czuję więcej tytoniu i kadzidła, a mniej odpychającej starej baby :) Co nie zmienia faktu, że to nie zapach dla mnie, a już na pewno nie na co dzień. Co ciekawe, myślę, że mogłaby mi się spodobać na mężczyźnie ;)

Używam tego produktu od: testy
Ilość zużytych opakowań: odlewka

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

lata 20. lata 30.

Pierwszy niuch : apteka, po głębszym zaciągnięciu czuję namiętnie zapisywany przez mojego lekarza Brevoxyl, z lekką nutką tytoniu i kadzidła. Które nie pachnie jak w tanim, indyjskim sklepie, lecz delikatnie tli się, by po paru chwilach zacząć dominować zapachem.
Kadzidło stopniowo przeistacza się w wanilię, przeplatając się i uzupełniając razem z mocnym aromatem tytoniu.
W tle delikatnie unosi się aromat ambry i benzoesu, ale trzeba skupić się na tych zapachach,żeby wydobyć je spod warstwy zadymionej wanilii.
Pachnąc Habanitą, widzę się jako zadziorną, chłopczycę dla nie poznaki ubraną w sukienkę, z szyją owiniętą sznurem śnieżnobiałych pereł i palącą papierosa na długiej lufce, zasłuchaną w Elle Fitzgerald... Oj tak Habianita to zapach wyjątkowy i świetnie roztaczający czar francuskiej bohemy artystycznej lat 20. i 30. XX wieku
Co więcej Habanita edt jest niezwykle trwała, na moim nadgarstku, mimo kąpieli przetrwała ponad 24 godziny, a na ubraniach trzyma się aż do następnego prania.

Zapach zdecydowanie wieczorowy.

2 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Miłe złego początki

Flakon bardzo interesujący plus fakt, że perfumy te są klasyfikowane jako orientalne, a do tego ciekawe recenzje, no i świadomość, że to zapach niemalże sprzed wieku... Ech, no po prostu nie można było nie spróbować ;) Zamówiłam próbkę... Otworzyłam kopertę, rozwinęłam folię "bąbelkową", w którą zapakowano fiolkę i poczułam śliczny puder (choć nigdy wcześniej do pudru nie miewałam skłonności), przenoszący wprost do łazienki elegantki sprzed wieku.
Ostatnio doszłam do wniosku, że jednak wolę próbki bez atomizera, bo wyjmując zatyczkę, mogę poznać "surowy" zapach, jeszcze w szkle i porównać z tym, jak układa się później na mojej skórze. Po co ta dygresja? Bo wąchając zawartość otwartej fiolki, poczułam, że oprócz pudru jest tu również tytoń i... niestety,ale jest to jedyny orientalny akcent, jaki udało mi się wychwycić z tej kompozycji. Na mojej skórze perfumy te zamieniły się w coś dziwnego, ale jakby znajomego... Perfumy starszej pani? Odrobinkę przydymione, gryzące? I wreszcie jest! Ona...
Moja Habanita to kobieta otyła (nie tak jak ta "chudzinka" na pudełku :D ), o bardzo donośnym głosie, a przy tym trochę nieobliczalna. Żona alkoholika, również lubiąca sobie wypić, dotrzymuje mu towarzystwa w spelunce. Nie ma w sobie nic z egzotyki oprócz tytoniu, z którego skręca papierosy. Kupuje w kiosku perfumy, bo jednak chce się mężowi podobać.Jest początek XXI wieku ( a może koniec XX), gdzieś w Polsce...
No cóż, dopóki te perfumy nie ulotnią się z mojego nadgarstka, jej obraz będzie mi towarzyszył (a może i dłużej). Spodziewałam się, że będzie ciekawie, ale nie że aż tak :D

1* za trwałość - zdumiewającą jak na EDT
Drugą - za ciekawy pudrowo-tytoniowy początek.

Perfumy z pewnością oryginalne, ale - choć "dziwadełka" wszelkie (zwłaszcza czarne) lubię - z tym klasykiem jednak mi nie po drodze. Zakupioną próbkę puszczam w świat.

1 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Zapach dla kurtyzany

Ojj zanize ocene Habanicie...
Pierwsza moja mysl po przetestowaniu H. "znam to!"... poczym po chwili "to lure!".
Dostalam na osiemnache od kolegow dowcipnisiow oslawione feromony Lure z ze sie tak wyraze "dyskretnego sklepu", u ktorych zauwazylam wlasciwosci odpychajace. Niektore podpaski zapachowe tak pachna - tak pachnie Habanita.
Totalnym bezgusciem. Pachnie(pachnie?)wulgarnie, nietaktownie, bezgustnie.
Co przeczytalam w recenzjach i z czym sie zgodze to to, ze "jest w tym zapachu coś fizycznego, coś brudnego, coś nie do końca przyjemnego..." i "Zapach zepsucia, fine de siecleu, artystycznej, zakopconej dymem z cygar i odurzonej alkoholem i wyrafinowanym erotyzmem bohemy. Zapach amoralny" - popieram w 100 %
Pasuje mi do 3 wizji:
Ubrana w Habanite kurtyzana,
Ubrana w Habanite wariatka o dalece pomieszanych zmyslach z rozbieganym wzrokiem i poplatanymi wlosami,
Ubrana w Habanite zdystansowana, posepna pani mocno po 60

Nie polecam, wrecz odradzam

Używam tego produktu od: nie uzywam
Ilość zużytych opakowań: kilka ml

5 /5 HIT!

Kupi ponownie

Używa produktu od: rok lub dłużej

oszałamiający, bogaty zapach

Habanita to zapach ponadczasowy, jest jedynym mi znanym, który ma prawo występować w czarnym flakonie, sygnalizującym ciemność, moc, trwałość.Nie wiem dlaczego ma byc wiedźmą ?, dla mie tak pachną wróżki...Zapach bardzo bogaty, nasycycony, niezwykle trwały jak na EDT. Jest w nim i tajemnica orientu i słodycz wieczoru. Absolutnie nie wyczuwam tytoniu, którego nie trawię. Zapach ciężki, ogoniasty, dla silnych kobiet . Mimo upływu lat , Habanita jest dla mnie w czołówce zapachów, i jestem pewna ,że przy dzisiejszych, mydłkowatych kompozycjach, pozostanie guru zapachów przez następne lata. Na pewno kupię swoja flaszkę.

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

jest grzeczna

Od dłuższego czasu Habanita była moim nr jeden na liście zakupów.
I w końcu ją mam.
Pudełeczko otwierałam drżącymi dłońmi, niemalże z namaszczeniem.
Po tym ciężkim, czarnym i bogato zdobionym flakonie spodziewałam się ciężkiego, mocnego, gęstego, zawiesistego i obezwładniającego eliksiru.

I jest zupełnie inaczej.

Habanita to grzeczna dziewczyna.
Od samego początku jest słodka, waniliowa.
Wprost po aplikacji przez krótką chwilę na swej skórze wyczuwam grający pierwsze skrzypce wspomniany tytoń, lecz później to istne pola wanilii poprzetykane kwieciem nad którymi unosi się parne powietrze obwieszczające o nadchodzącym gorącym dniu.

Habanita jest piękna, uroku jej nie mogę odmówić.
Czuć, że to zapach niedzisiejszy, jak to określił mój TŻ .

Gdy Habanita się już ułoży jest słodko-pudrowa i tak trwa niemiłosiernie przez wiele godzin.
Po kilkunastu godzinach pozostaje skórzana baza.

Jest piękna, choć spodziewałam się z goła innych doznań - byłam przygotowana na olfatoryczną wojnę a przede mną pojawił się słodki, spokojny aromat.

Używam tego produktu od: parę dni
Ilość zużytych opakowań: początek pierwszego

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Upudrowana skora

Kupilam w ciemno, bo wierze panu Alfarom z basenotes:)

Ostroznie wacham korek - w koncu tyle sie tu naczytalam o wiedzmach i krwi, trzeba wiec ta wiedzme jakos oblaskawic.... Pierwszy malutki psik Habanity - co to jest??? Co mi to przypomina?? Nie wiem, ale zostalam natychmiast przeniesiona na poczatek lat 70-tych, kiedy bylam dzieckiem... Chyba jest to woda kolonska mojego Dziadka.

Po paru chwilach czuje puder niemowlecy przemieszany z tytoniem (nie mylic z dymem papierosowym;) - czyli tobacco wanille. Jakies kwiaty, na szczescie nie duszace, raczej taki egzotychny ogrod w cieply wieczor...

Na koncu, po paru ladnych godzinach wychodzi na wierzch skora, pozostaje wanilia.

Summa summarum - nie czuje tu nic ciemnego, krwawego, tylko uczucie radosci, komfortu, bezpieczenstwa. To chyba moj zapach:) Hmmm...

Hahabita byly pierwotnie skierowane do mezczyzn i mysle, ze mezczyzna bedzie rowniez swietnie nimi pachnial. Podgadam Tz\\\'ta, moze da sie nimi wypsikac:>

Najaktywniejsze recenzentki

  1. 1

    9
    produktów

    52
    recenzji

    137
    pochwał

    10,00

  2. 2

    10
    produktów

    87
    recenzji

    52
    pochwał

    8,52

  3. 3

    0
    produktów

    66
    recenzji

    59
    pochwał

    7,27

Zobacz cały ranking