Statystyki: + Dodaj produkt + Dodaj Look

Makeup Revolution, Salvation Palette (Paleta cieni do powiek)

Makeup Revolution, Salvation Palette (Paleta cieni do powiek)

Średnia ocena użytkowników: 3,4 /5

Kategoria
Pojemność 0 ml
Cena 30,00 zł

Opis produktu

Zgłoś do moderacji

Jedna z linii palet firmy Makeup Revolution. Zawiera 18 cieni, a wśród nich z połyskiem (prostokątne) i matowe (okrągłe). Duże i solidne opakowanie zawiera pełnowymiarowe lusterko. W serii dostępnych jest kilka zestawień kolorystycznych palet.

Cechy produktu

Efekt
matowe, perłowe
Opakowanie
paletki cieni
Rodzaj
prasowane
Pokaż wszystkie Schowaj

Składniki

Znasz skład tego produktu? Dodaj go do naszej bazy i twórz z nami KWC!

Dodaj go do naszej bazy!

Recenzje 13

Średnia ocena użytkowników: 3,4 /5
Wydajność:
Zgodność z opisem producenta:
Trwałość:
Stosunek jakości do ceny:
Opakowanie:
Więcej ocen Schowaj

4 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: miesiąc

Wykorzystała: w trakcie pierwszego opakowania

Bardzo przyjemna paletka

Nie używam jej na co dzień, jednak jak na moje potrzeby jest wystarczająca. Oczywiście nakładam na początek bazę pod cienie, potem same cienie. Można z nich wyczarować różnego rodzaju makijaż - od codziennego po wieczorowy. Dla mnie bomba!

3 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: kilka miesięcy

Wykorzystała: w trakcie pierwszego opakowania

Ultimate Colour Chaos Palette

Dobór kolorów w paletce jest cudowny (tak samo jak ich nazwy). Żywe, szalone barwy idealnie sprawdzą się na letnie festiwale i imprezy. Pigmentacja jest dobra, jeśli nakładamy cienie palcami i na białą bazę. Niestety tracą intensywność przy rozcieraniu, więc trzeba się z nimi trochę pobawić. Nie tworzą plam i nie osypują się. Opakowanie standardowe dla MUR, dość porządne, z lusterkiem, więc można z nim bez obaw podróżować. Dołączona pacynka nie nadaje się raczej do niczego.
Ogólnie jestem zadowolona, bo da się nimi zrobić makijaż, a z takich kolorów nie korzystam zbyt często. Na pewno bardziej by mnie zawiodła jakością, gdyby miała być paletą na co dzień.

3 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: kilka miesięcy

Wykorzystała: w trakcie pierwszego opakowania

Ultimate Colour Chaos Palette

Kupiłam chyba najbardziej kolorową z tej serii palet, trochę się zawiodłam. Jakość okrągłych cieni jest fatalna, pigmentacja żadna, mimo, że w opakowaniu wyglądają nieźle. Górne, prostokątne cienie lepsze, chociaż to też zależy od koloru czy dają fajny, napigmentowany efekt, czy nie. Sypią się dość mocno, nie są trwałe. Aplikator załączony do paletki - tragedia.

2 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: kilka miesięcy

Wykorzystała: w trakcie pierwszego opakowania

Paleta Girls On Film

Mam paletkę w wersji "Girls on Film". Paleta zawiera 12 cieni perłowych oraz 6 matowych. Kolory wyglądały bardzo obiecująco a swatche robione palcami po prostu boskie, wspaniała pigmentacja... szkoda, że na powiekach cienie wyglądają zupełnie inaczej. Ciężko się z nimi pracuje. Cienie matowe mają bardzo niską pigmentację, niektórych w ogóle nie widać na powiece. Perłowe - niektóre kolory nałożone jako jeden cień na całą powiekę dają radę, to głównie złociste średnie brązy. Pozostałe cienie, zwłaszcza ciemniejsze dają efekt grafitowej plamy. Zlewają się w szarą plamę i niestety nie dodają uroku. Korzystając z tej palety męczyłam się. Szybko dotarło do mnie, że jedyną możliwością na aplikację cieni jest korzystanie z pacynki a tego nie lubię. Nakładanie pędzlem sprawiało, że były niewidoczne. Te cienie niesamowicie mocno osypują się :( Teraz, kiedy zakupiłam inną paletę z tej praktycznie nie korzystam i pewnie niedługo ją wyrzucę (prawdopodobnie jej ważność to 12 miesięcy od otwarcia).

3 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: kilka miesięcy

Wykorzystała: w trakcie pierwszego opakowania

I tak i nie...

Posiadam paletkę w wersji kolorystycznej Dia De Los Muertos. Kupiłam ją skuszona ciekawymi odcieniami i przeceną w sklepie Mintishop, gdzie kosztowała 18 zł. No i jak na obniżoną cenę, paletka jest w porządku.

Zawiera cienie o różnych wykończeniach: brokat, perła, satyna i mat:

Odcienie brokatowe są ok, jednak jest to praktycznie sypki brokat, nie zawiera więc za wiele koloru, a jedynie mnóstwo połyskujących drobinek. Jest to ok, jeśli takiego wykończenia oczekujemy.

Cienie perłowe są jednymi z najmocniej napigmentowanych w palecie, na prawdę ładnie i delikatnie połyskują. Niektóre mają nawet delikatne "żuczkowe" wykończenie, troszkę jak cienie duo chrome.

Odcienie satynowe są takie sobie, po porządnym potarciu palcem i zrobieniu swatcha na ręku, prawie nie widać po nich śladu.

Maty (cały rząd okrągłych cieni) na szczęście są dobrze napigmentowane, całkiem przyjemne w użyciu, ale również wymagają dłuższej chwili, aby uzyskać ładne nasycenie koloru na powiece.

Ogólnie paleta jest dobrym rozwiązaniem dla osób, które dopiero zaczynają zabawę z makijażem - bardziej "zaawansowani" będą nią raczej zawiedzeni. Faktem jest, że kolory są bardzo ładne, jednak ich jakość pozostawia wiele do życzenia. Na powiekach utrzymują się przeciętnie i troszkę blakną pod koniec dnia.

3 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Wykorzystała: w trakcie pierwszego opakowania

Niekompletna

Oceniam paletkę run boy run, która zawiera cienie w kolorach róży, pomaranczy, brązów a także szarości, fioletu i złota. Na pierwszy rzut oka kolory w paletce wydają sie bardzo fajne a ilośc makijaży mogłaby być niezliczona. W realu już tak kolorowo nie jest. Cienie błyszczące, a jest ich aż 10, są bardzo słabo napigmentowane i osypują sie masakrycznie. Osobiście maluję oczy za pomocą pędzli, które w ich przypadku w ogóle się nie sprawdzają. Aby uzyskać jakikolwiek kolor cienie trzeba wklepać palcem albo nałożyć załączonym aplikatorem. I tutaj jestem bardzo rozczarowana gdyz jest to juz moja trzecia Paletka od tej firmy, a w pozostałych nie miałam takiego problemu (Biała Czekolada ma super perły), cienie nakładały się gładko i ładnie trzymały powieki. O ile osypywanie nie przeszkadza mi jakoś za bardzo, to już problem z przyczepnością cieni na powiece i uzyskaniem koloru tak (a zawsze używam bazy). Paradoksalnie cienie matowe bardzo mi podpasowały. Ładnie pokrywają powiekę, dobrze się rozcierają , mogą stanowić fajną bazę do makijażu lub makijaż dzienny typu nude.

Napisał w tytule, iż paleta jest niekompletna...no właśnie brakuje mi w niej jakiegoś cienia do rozświtlenia wewnętrznego kącika oka lub łuku brwiowego. Najjaśniejszy mat nie do końca się do tego nadaje a cienie błyszczące mają nie ten kolor i są za mało napigmentowane.

Reasumując z paletkami Makeup Revolution jest widocznie troszkę jak z loterią. Jedne są wręcz świetne a inne poniżej przeciętnej. Niestety ta nie nalżey do tych dobrych. O ile cienie matowe na pewno wykorzystam, to cienie perłowe w większości się zmarnują. Opakowanie jest raczej tandetne (seria czekolad ma dużo lepsze opakowania)i podejżewam, iż może nie wytrzymać zbyt długiego okresu czasu. Na szczęście cena tych cieni jest stosunkowo niska w porównaniu do ilości kolorów i ich jakości stąd nie mogę powiedzić, iż zakup nie był totalnym nieporozumieniem.

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: rok lub dłużej

Polubiłam od pierwszego użycia

Posiadam Welcome to the pleasuredome.
Bardzo podoba mi się zestawienie kolorystyczne, kilka odcieni brązów z mocnymi akcentami w kolorze kobaltu, turkusu, fioletu i zieleni. W matach dominują stonowane, ciemne kolory, brakuje mi w nich jasnego brązu.
Wszystkie cienie są dobrze napigmentowane, ładnie się rozcierają i nie sypią się za bardzo pod oko.
Używam do nich bazy, którą aktualnie jest matowy cień z serii Color Tattoo z Maybelline, czasami używam też korektora z Collection 2000 i cienie spokojnie wytrzymują na powiece cały dzień, nie zauważyłam by kolory jakoś widocznie zmieniały swój odcień, wieczorem makijaż nadal ładnie wygląda.
Uważam, że za taką cenę paleta jest jak najbardziej warta przetestowania i jakościowo wypada bardzo dobrze w tym przedziale cenowym, a nie każdy ma pieniądze czy potrzebę by kupować nie wiadomo jak drogie palety.
Ja z Welcome to the pleasuredome jestem zadowolona, jednak nie planuję testowania innych palet z tej serii.

Używam tego produktu od: 2 miesiący
Ilość zużytych opakowań: w trakcie pierwszego

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Bardzo lubię!

Mam wersję Girl Panic

+cena!!!
+dobrze napigmentowane
+dobrze się utrzymują
+matowe cienie są cudowne
+perłowe mają mocny błysk, ale dobrze wyglądają na powiece
+mięciutka konsystencja
+wielkie lusterko
+ładne opakowanie, mocny plastik, ładnie wygląda na toaletce :)

-kolory mało różnią się od siebie. mam wrażenie, jakby ta paleta składała się z 6 cieni a nie 18
- niektóre kolory wyglądają inaczej na powiece niż w paletce

Cena jest tak niska, że aż wstyd mi wybrzydzać ;). Po prostu super! Jestem całkowicie zauroczona.

Używam tego produktu od: miesiąca
Ilość zużytych opakowań: w trakcie pierwszego

5 /5 HIT!

Kupi ponownie

Używa produktu od: rok lub dłużej

Polecam :)

Mam wersję "what you waiting for".

+
Cienie są nieźle napigmentowane.
Spełniają moje potrzeby jeśli chodzi o długotrwałość.
Pudełko jest wytrzymałe.
Dużo wersji kolorystycznych działa na plus :)
Pacynka jest całkiem niezła, jeśli ktoś nie używa/nie ma pędzelków.
Za tę ilość cieni - dobra cena.

-
Dobrze się rozcierają, ale niestety trochę znikają przy blendowaniu.
Kolory w opakowaniu są nieco przekłamane (np. najciemniejszy piękny perłowy brązowy, kiedy go używam jest niestety po prostu czarny).

Następnym razem skuszę się na wersję całkowicie matową.


Używam tego produktu od: 7 miesięcy
Ilość zużytych opakowań: 1 opakowanie w użyciu

2 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Bazar i to nie Harper\'s bazaar

Na początku byłam zachwycona - gadżeciarski kartonik z czarnym gorsetem i napisem Welcome to the pleasuredome. No to jak tak witają, to zobaczmy, co w środku.

Solidna kasetka, duże lusterko. Pięknie skomponowanych 18 (!) kolorów za całe 30zł. Maty i błyski. Beże, brązy, niebieskości, zielenie, intensywny fiolecik, czarny. Do moich brązowych oczu i karnacji zimy rewelacja. Wszystko do wykonania i makijażu do pracy i na imprezkę. No szał. Pacynka co prawda do wyrzucenia, ale kto widział dobrą pacynkę w palecie za 30zł? Mam swoje pędzelki od tego.

Technicznie zaczynało się nieźle. Pigmentacja całkiem dobra, wystarczyło machnąć ze dwie warstwy. Ładnie się ze sobą rozblendowały. Nie zebrały w załamaniu. Nie uczuliły. Nie osypały. Na bazie z Avonu wytrzymały do wieczora (bez bazy nawet nie próbowałam, u mnie wszystko się "zjada").

Czego więc się czepiam? Kolorów! Po paru godzinach miałam burą plamę na powiekach, bez względu na to, czy malowałam się zielenią, czy fioletem, wyglądało brązowo. Właściwie było tylko rozróżnienie na jasne i ciemne. Równie dobrze mogłyby być w palecie dwa cienie. I to jeszcze, żeby ładne były, a nie takie bure! Maty były suche i wyglądały płasko, a błyski rodem z Madonny i to z czasów "Like a virgin".

Tandeta, tandeta i jeszcze raz tandeta. A muszę zaznaczyć, że nie jestem zmanierowana diorami, czy innymi givenchy, na co dzień używam poczciwych inglotów, więc nie miałam nie wiadomo jakich wymagań co do cieni za 3 dychy.

Paletkę oddałam, co zdarza mi się niezmiernie rzadko, ale po prawie dwóch miesiącach prób uznałam, że niczego z nich nie wykrzesam. Dwie gwiazdki to i tak dużo, ale bywają gorsze cienie - uczulające, znikające itp. To był towar, że tak powiem, niezgodny z opisem.


Używam tego produktu od: dwa miesiące prób
Ilość zużytych opakowań: jedno

4 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: miesiąc

Give Them Nightmares...

Posiadam przepiękną paletę \'Give Them Nightmares\', kolory są obłędne. Takie, jakie lubię najbardziej - fiolety, chłodne oliwkwoe zielenie, szarości. Ubolewam, że jakość tych cieni (niektórych powiedzmy) jest żenująca, a moja wysoka ocena wynika tylko i wyłącznie z kompozycji, ciekawych shimerów z opalizującymi drobinkami (daje to neizwykly efekt trójwymiarowości) i odcieni perłowych, o dosyć mocnej pigmentacji.

Paleta zawiera aż 16 cieni. 6 matowych, które pzoostawiają wiele do życzenia i 12 perłowo-satynowych, które raczej dają radę. Konieczny MM, ja stosuję wodę z gliceryną i dopiero wtedy cienie wyglądają pięknie.

Zacznę od tego, że niesamowicie zawiodłam się na dwóch odcienach, na tych, na których zależało mi najbardziej - Pretty Zombie i Depravity. Na szczęście I am watching you i Wicked dają radę. Kompozycja jest przepiękna, spośód wszystkich palet MUR pdooba mi się najbardziej i cieni używam praktcyznie w każdym makijażu. Uwielbiam ją, choć bez bazy i MM ani rusz. Cieniami nie zrobicie sobie krzywdy, dlatego polecam ją początkującym, wraz ze wzrostem umiejętości, można wzmacniać pigment. Lubię ją do swoich nieokreślonych oczu, zielonych, jednak z piwnymi i brązowymi odcieniami.

Najbardziej podoba mi się to, że cienie z drobinkami są nieokreślone, posiadają drobinki, które opalizują na inny odcień, co daje ciekawy efekt kolorystyczny na oku, w zależności od światła. Niewiele jest takich wielowymiarowych kolorów, a na pewno nie w cenie 30 złotych, gdzie mamy ich aż 12.

<b>Who\'s There?</b> To brudny fiolet z opalizującymi, chłodnymi różowymi droibnkami. Dobra pigmentacja.

<b>Danger Coming</b> To kolor morski, granat z domieszką zieleni. dla mnie jest matowy. Średnia pigmentacja.

<b>Lethal</b> Kolor mięty, z opalizującymi, białymi drobinkami. Średnia pigmentacja.

<b> Pretty Zombie</b> Piękny jasny fiolet z opalizującymi na niebiesko drobinkami. Długo szukałam takiego cienia, jest piękny. Słabo napigmentowany.

<b> Bump in The Night</b> Granat, morski. Ciemniejsza wersja Danger Coming, posiada drobne drobinki, które opalizują pod światło. Sprawia wrażenie matowego w świetle dziennym. Bardzo dobra pigmentacja.

<b> Poisonous</b> Poodobny do poprzednika,z tym że zawiera widoczne białe drobinki.

<b> Lawness</b> Jeden z ciekawszych kolorów. Ciemniejszy i chłodniejszy odpowiednik Pretty Zombie, również opalizuje na niebiesko. Jest lepiej napigmentowany.

<b> The Hunger</b> To oliwkowa zieleń, o metalicznym wykończeniu. Bardzo dobra pigmentacja.

<b> I am Watching You</b> Ciemny, śliwkowy kolor , ślicznie opalizuje na jaśniejszy fiolet,. Jedenz ulubionych i do tego świetnie napigmetowany.

<b> Beyond The Night</b> Czerń z mocnymi, dobrze widocznymi białymi drobinami, świetnie wygląda nałożony na mokro, albo jako eyeliner za pomocą Duraline. Swietna pigmentacja.

<b> Wicked</b> Równie lubiany przeze mnie odcień, oliwkowa, wręcz szmaragdowa ciemna zieleń o metalicznym wykończeniu. Uwielbiam!

<b> Friday 13th</b> Bardzo ciemny grafit, ale nie jest on czarny.

<b> White Noise</b> Matowa biel. Dobrze napigmentowana.

<b> Elm St</b> Oliwkowa zieleń, matowa. Średnio napigmentowana.

<b> Ash</b> Matowy granat. Średnio napugmentowany.

<b> Boo</b> Matowa śliwka. Dobra pigmentacja.

<b> Depravity</b> Śliczny, neonowy fiolet. Słabo napigmentowany.

<b> Darkness</b> Czerń, matowa. Śwetnie napigmentowana.

Paletkę otrzymujemy w porządnym opakowaniu z lusterkiem. Niestety tworzywo lubi się rysować, nie mogę domyć na nim plam.

Cienie są lepsze i gorsze, ale na bazie i przy MM wyglądają pięknie, Mamy tutaj wiele opalizujących odcieni, wyjątkowych. I to właśnie skusiło mnie na zakup tej paletki, bo są bliżej nieokreślone, co daje ciekawy efekt zależnie od oświetlenia. Myślę, że warto wydać na nią 30 złotych, jedna z ciekawszych z oferty MUR.




Używam tego produktu od: trzy miesiące
Ilość zużytych opakowań: 1 opakwoanie

2 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

romans z tą firmą uważam za zakończony

Po przejechaniu się na palecie z serii Awesome, czekałam aż w naszych drogeriach internetowych pojawi się seria Salvation, wyglądająca na stronie producenta na solidniejszą. Na wyglądaniu właściwie się kończy. Faktycznie paleta jest solidna jeśli chodzi o obudowę i gabaryty. Jednak nie jest to produkt, który ma wyglądać, czy ozdabiać toaletkę.

Posiadam wersję z czachą na pudełku, czyli Dia de los Muertos. Konsystencja cieni prostokątnych jest dziwna, jakby półkremowa. Wszystkie są z połyskiem, większym lub mniejszym. Nakładają się dobrze, choć żeby uzyskać kolor z opakowania trzeba nałożyć dwie warstwy. Blendują się również przyzwoicie. Cienie okrągłe z kolei to maty, dość bure brązy. Raczej nie używam takich w makijażu codziennym, więc w recenzji je pomijam. Zaś mocne seledyn i fiolet są na powiece praktycznie niewidoczne. Seledynowy daje odcień zdechłej żółci, a fiolet sino-różowych, chorych powiek.

Skąd zatem tak niska ocena? Po pierwsze - z niezrozumiałych dla mnie przyczyn, produkty tej firmy są zachwalane przez całą blogosferę jako coś niesamowitej jakości. Bzdura! Jeśli ktoś miał styczność z porządnymi kosmetykami kolorowymi, to produkty Makeup Revolution uzna za pożałowania godne próby dorównania najlepszym. Podejrzewam, że powodem tych zachwytów są darmowe przesyłki od drogerii internetowych, którymi &quot;kupiły&quot; one wszystkie ochy i achy. Choć jeden produkt uważam za solidny - palety róży, które w tempie ekspresowym zostały wykupione.

Po drugie - cienie po kilku godzinach tworzą burą plamę na powiece, zaś te ciemniejsze utleniają się zmieniając kolor (np. granatowy zmienił się na buro-fioletowy). W związku z tym - po trzecie - nie można ufać kolorystyce palety, bo w efekcie nie wiemy co otrzymamy po kilku godzinach.

Próbowanie produktów tej firmy uważam za zakończone. Jako osoba mająca już jakieś doświadczenie makijażowe uważam, że dobry malarz nawet najbardziej badziewnymi farbami coś zdziała, zaś nowicjusz nawet nie powinien ich tykać, bo się niczego nie nauczy, a tylko zdenerwuje i zwątpi w swoje dobre chęci.

Używam tego produktu od: dwa miesiące
Ilość zużytych opakowań: jedno

Najaktywniejsze recenzentki

  1. 1

    4
    produktów

    27
    recenzji

    269
    pochwał

    10,00

  2. 2

    15
    produktów

    37
    recenzji

    237
    pochwał

    9,54

  3. 3

    19
    produktów

    21
    recenzji

    205
    pochwał

    7,77

Zobacz cały ranking