Statystyki: + Dodaj produkt + Dodaj Look

Molinard, Habanita EDP

Molinard, Habanita EDP

Średnia ocena użytkowników: 4 /5

Kategoria
Marka
Pojemność 125 ml
Cena 299,00 zł

Opis produktu

Zgłoś do moderacji

Habanita Eau de Parfum marki Molinard to orientalne perfumy dla kobiet z 2012 roku. Nutami głowy są geranium, mastyks i petitgrain. Nutami serca są wetyweria, jaśmin, ylang - ylang, cedr, gałka muszkatołowa, heliotrop, róża taif i mimoza.
Na nuty bazy składają się piżmo, drzewo sandałowe, paczula, mech dębowy, żywica bursztynowa i wanilia.

Nuty zapachowe:
nuta głowy: geranium, mastyks, petitgrain
nuta serca: wetyweria, jaśmin, ylang-ylang, cedr, gałka muszkatołowa, heliotrop, róża taif, mimoza
nuta bazy: piżmo, drzewo sandałowe, paczula, mech dębowy, żywica bursztynowa, wanilia

Składniki

Znasz skład tego produktu? Dodaj go do naszej bazy i twórz z nami KWC!

Dodaj go do naszej bazy!

Recenzje 6

Średnia ocena użytkowników: 4 /5
Trwałość:
Zapach:
Flakon:
Więcej ocen Schowaj
100% jesień/zima 0% wiosna/lato

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: kilka miesięcy

Wykorzystała: w trakcie pierwszego opakowania

Czy można posłużyć się cytatem...?

Zakochałam się w jednej z recenzji tych perfum (czy można się zakochać w recenzji? albo w produkcie recenzowanym nie znając recenzenta ani produktu..? ;) ) w wersji oryginalnej . Nic na to nie poradzę,że jestem tak podatna na czyjeś słowo...hm..pisane..? ;) Pan ..bo to Pan pisał tę recenzję porównał Habanitę do męskiego Fahrenheita (nota bene przeze mnie uwielbianego,ale wiem ,że jest trudny zarówno w noszeniu jak i odbiorze dla niektórych). Poza tym pisał o tym, że to perfumy, które wymagają Mocy-obojętnie jakiej :fizycznej , duchowej czy mentalnej...i tak jest. Pan ogólnie jest zakochany w tych perfumach ,ale nie czuł ich nigdy na kobiecie..Oj i się rozpisałam i rozmarzyłam..;) Recenzja sprzed paru lat więc myślę,że u tego Pana już się trochę pozmieniało..Mam tylko nadzieję,że dalej kocha te perfumy i wie (a może nie wie;) ,że dzięki jego recenzji niejedna kobieta je pewnie zakupiła;)
Co ja czuję..? Czuję lekki dymek , gorycz ,ale i coś słodkiego, coś wibrującego w nich jest. Nie będę się rozpisywać nad poszczególnymi składnikami bo aż takim "nosem" nie jestem może napiszę z czym mi się kojarzą....Kojarzą mi się z takim ekskluzywnym klubem dla bogatych dżentelmenów i tylko dla nich;) z właśnie uwalniających się tam zapachów cygar, skóry , męskich perfum i wód kolońskich...mogłaby tam się zabłąkać kobieta..specjalnie lub nie..coś jak w "9 i 1/2 tygodnia..;)" Kojarzą mi się też z Monicą Belucci - trochę mroczne, trochę męskie i agresywne w odbiorze , a jednak dla niektórych sensualne..To zapach jak dla mnie trochę z nutą męskości, którą nie każdy w perfumach zniesie, ja mogę je nosić..W sumie po chwili ich nie czuje..nie wiem co jest , ale moje ciało wchłania ten zapach tak, że mój nos, jeśli nie spryskam ubrania go nie czuje..
Mój niestety szanowny mąż też nie czuje..ogólnie on jest kompletnie znieczulony na wszelakiego rodzaju perfumy nad czym ubolewam..no ale co zrobić..:( Pozostaje mieć nadzieję,że kiedyś, ktoś poczuje ode mnie tę Habanitę ,a wtedy...

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: rok lub dłużej

Wykorzystała: kilka opakowań

Piękny powrót do korzeni

Jak wiadomo oryginalna Habanita ma 80 lat :) Ma piękną historie powstania- kiedyś aromatyzowano nią papierosy. Dopiero później wsadzony ja w czarny flakon od Lalique i motywem płaskorzeźby

Oryginalna Habanita czyli dla mnie zapach smutku , mroczności i tęsknoty- po prostu My Signature Scent , nie to , żebym była mroczną pesymistką po prostu w niej odnalazłam to , czego zawsze szukałam w perfumach. Wersja którą opisuje teraz tj z 2012 roku jest pięknym przedłużeniem historii tego genialnego tworu , ma natomiast lekko inny wydzwięk

Habanita 2012 to zapach kobiety spragnionej bliskości- erotyczny , gęsty niesamowicie sensualny. Kojarzący się osobiście z Casablancą- nie w ten sposób co Jasminne & Cigarette od Eldo- to było spojrzenie Bogarta. Habanita to kobieca odpowiedź Ingrid Bergman na najpiękniejsze miłosne spojrzenie miłosne a nawet i najlepszą podszytą erotyzmem i bólem scenę w dziejach kina

W tej Habanicie jest miłość , tęsknota , nadzieja ale również kropelka żalu i wstęga papierosowego dymu

Ona się nawet nie otwiera ona atakuje skóre i od pierwszej sekundy doskonale do niej przylega i układa się jak w naszej dłoni , dłoń tego którego szukałyśmy przez całe życie...

Wjeżdża silnym akordem gorącego piżma i orientalnej ambry. Na tym spoczywa słodziutki absolut waniliowy w otoczeniu dość chłodnej żywicy

Jeszcze nie zdążymy sobie do końca wyobrazić podstawy zapachu a ona już skręca w stronę owocowego sadu- czuć malinę taką prosto z krzaczka i dojrzałą brzoskwinie toczoną po kuchennym stole przez troskliwą dłoń- a wszystko to na naturalnie słodkim ylang

Dalej swoje 5 minut ma akord mchu i ziemistego leśnego runa który szybko tonie w objęciach heliotropu , oparach pudru i świeżo prażonych migdałów

W Habanicie nie dominuje nic- każda nuta gdy już ułoży się na skórze gra ze sobą bardzo harmonijnie, jest to szalenie złożony zapach i sama spędziłam kilka tygodni w jego towarzystwie kontemplując co ja tu czuje tak naprawdę

Jak klasycznej Habanity nie śmie wsadzić w żadne ramy , tak ta wersja jest dla mnie kwintesencją kobiecości i wysublimowanego magnetyzmu

Habanity nawet nie noszę- ona tworzy moją Aure- zostanie ze mną do późnej starości wraz z czarną Walewską :) I wiem , że wszystko będzie dobrze :)

LOVE , LOVE THIS :)

1 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: próbka

Wykorzystała: kilka próbek

No 5 w wersji lekko greckiej

Tak bardzo chciałabym oddać słowami, jak nie podobają mi się te perfumy. Przede wszystkim - nie mogę znaleźć dla nich żadnego innego określenia niż po prostu "zajzajer", może się je powinno z wodą rozrabiać:) Nic ładnego. Tak mocne, że aż mi ciężko przez pierwszych kilka minut rozpoznać zapach. Zaklasyfikowałabym je na pewno do grupy unisex, a jeśli już, to nawet bardziej męskich niż damskich. Bardzo, ale to bardzo podobne do Chanel No 5, tylko może odrobinę w wersji egzotycznej. Skojarzenie z Grecją oczywiste - flakon. Bardzo ładny zresztą. Po zastanowieniu, może też przywodzić na myśl motywy egipskie:)
Geranium pachnie w nich tak bardzo, że nie można uciec od określenia "retro" w żaden sposób. Kadzidlane trochę są, ale bardzo umiarkowanie. Czuję wetiwerię, ylang-ylang w wersji mało delikatnej, cedr i gałkę muszkatołową za mocno, aż do bólu wyczuwalne, mimozę, zbyt silne piżmo, drzewo sandałowe, które wbrew pozorom łagodzi kompozycję, mech dębowy, może żywicę bursztynową, i z całą pewnością wanilię, ale jest jej tak mało, że tylko mnie denerwuje to, że nie ma jej więcej. Cierpię...
Są fatalne. Lekko zgniłe, zatęchłe, no po prostu nie.
Pachną jak stare cerkwie, ociekają pięknymi ikonami, tyle tylko, że bardziej intensywnie i ze szczyptą świeżości.

4 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Kotara

Cóż najlepiej przechowuje zapach? W mojej ocenie - tkanina. Psiknięte na rękaw płaszcza, na kołnierz czy szal, dobre perfumy żyją bardzo długo.
Przyszło mi to na myśl po spotkaniu z Habanitą. Są takie zasłony, grube i ogromne, jak kurtyna w teatrze. Powiedzmy, że nigdy nie prane z racji gabarytów. Stają się wowczas swoistym zapachowym pamiętnikiem. Jeśli taka tkanina pochodziłaby z kabaretu Moulin Rouge, uzyskalibyśmy mix aromatów: dymu nikotynowego, alkoholu, ludzkiego potu, pudru, mocnych kobiecych pachnideł, naręczy kwiatów i... kurzu. To pamiętnik Habanity. Odległe dżwięki, krótkie miłostki, półmrok. Wspomnienia dumnej, wciąż wyraziście umalowanej, dojrzałej kobiety, opowiadającej swoją historię.
W miarę opowieści kobieta rozpromienia się i młodnieje.
Tak, właśnie w samym sercu Habanity jest nuta nieskrępowanej radości. W końcu oddala się i zostaje...kurz.
Ciekawe.

Używam tego produktu od: miesiąca
Ilość zużytych opakowań: odlewka edp

5 /5 HIT!

Kupi ponownie

Używa produktu od: rok lub dłużej

Kupiłam w ciemno

Na innych stronach pojawia się o Habanicie wiele negatywnych komentarzy. W istocie nie jest to zapach łatwy w odbiorze, niektóre recenzje były jednak przerażające (niemyte stare ciała, sikające zwierzątka). Z reguły podobają mi się zapachy zbierające skrajne recenzje, a jako że nuty bardzo mi odpowiadały (i do tego jestem odważna) - kupiłam Habanitę w ciemno. Pierwsze wrażenia - krem nivea i kwiatki stojące na parapecie u mojej babci (potem skojarzyłam, że to geranium), było też lekko czuć gumę i puder. A mój mąż wtedy stwierdził, że przypomina mu to zapachową gumkę do mazania. Nieco później poczułam iglaki i jak gdyby zwiędłe kwiaty (bardzo mi się podoba ta faza). Na mojej skórze zawsze doskonale czuć wanilię, dlatego końcowa faza okazała się słodką niespodzianką. I do tego te wędrujące tu i ówdzie składniki męskich perfum, które uwielbiam.
Jak dla mnie: kolejny wspaniały zapach! Ale również uznam go za zapach bezpieczny (gdzie te niepokojące wiedźmy z innych recenzji? nie wiem). Ale zawsze biorę poprawkę, bo to tak jest z moją skórą: nawet najbardziej niepokorne perfumy (a naprawdę uwielbiam eksperymentować) pachną "bezpiecznie", ma to swój urok, bo mogę spróbować naprawdę wszystkiego, choć nie ukrywam, że czasem chciałabym, żeby jakiś zapach rzucił mi wyzwanie. Habanita do takich nie należy , ale z pewnością trafia na moją listę.


Używam tego produktu od: 3mce
Ilość zużytych opakowań: w trakcie

4 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

czuć lata, ale nadal klasa

długo się whałam, żeby kupić Habanitę, bo nie znałam zapachu, zaś na forach czytałam jakies bzdury chyba użytkowniczek na fazie literackiej, których po prostu nie dało się czytać. w końcu udało mi się zdobyć odlewkę i postanowiłam po ludzku napisać coś o tych perfumach. pierwsze wrażenie - o nie, staroć z zakurzonej szafy. kurz i zasuszony kwiatek. otwarice rzeczywiście przypomina mi stare aldehydowe perfumy w stylu Arpege (ale Arpege jest bez tych ton kurzu). po minucie jest już lepiej. czuć wysuszony na słońcu tytoń, świeży, miło pachnący. do tytoniu dochodzi delikatna nuta wanilii, ledwie wyczuwalnej. miesza sie ona z geranium. jest miło, trochę zielono. po chwili czuć jakby około pół kilometra gdzieś ktoś palił opony (to mastyks). zapach dymu miesza się z tytoniem , roślinami i wanilią. czuję wetywer, bardzo niewiele jaśminu, cedr, gałkę muszkatołową i mech. no i może trochę żywicy. zupełnie jakbyśmy w zimowy wieczór weszli do pełnej knajpy. tu muzyczka, tu tańce, tu ktoś usnął na stole, piękne panie z kieliszkami przy okrągłym stoliku. Paryż 1921. Nad stołami unoszą sie obłoki z cygar, woń alkoholu. Jeśli ktoś nie umie sobie tego wyobrazić, wystarczy, że odwiedzi jakikolwiek sklepik z tytoniem. to geneza Habanity. zapach jest gęsty , dymny, słodko - gorzki (z przewagą gorzkiego). ten zapach ma kolor sepii, jest brudny, jesienny, wieczorny. nie jest typowo kobiecy, wręcz jest męski. na samym końcu kojarzy mi się z 19 Chanel.
trwałość dobra, raczej bliskoskórny. nie wiem za bardzo, gdzie mogłabym wyjść w Habanicie. w tych czasach. owszem, kupię sobie flaszkę, ale będę używała w domu, do czytania książek, malowania. podoba mi się, bardzo niedzisiejsze perfumy w dobrym tego słowa znaczeniu.


Używam tego produktu od: odlewka
Ilość zużytych opakowań: 2 tygodnie

Najaktywniejsze recenzentki

  1. 1

    6
    produktów

    30
    recenzji

    289
    pochwał

    10,00

  2. 2

    18
    produktów

    38
    recenzji

    261
    pochwał

    9,61

  3. 3

    19
    produktów

    24
    recenzji

    225
    pochwał

    7,92

Zobacz cały ranking