Statystyki: + Dodaj produkt + Dodaj Look

Chloe, Narcisse EDT

Chloe, Narcisse EDT

Średnia ocena użytkowników: 3,7 /5

Kategoria
Marka
Pojemność 50 ml
Cena 90,00 zł
Pojemność 30 ml
Cena 75,00 zł
Pojemność 100 ml
Cena 115,00 zł

Opis produktu

Zgłoś do moderacji

'Chloe Narcisse' to wyrafinowany, bardzo kobiecy zapach. Został wylansowany w 1992 roku.
Bardzo bogaty, słodki, ciepły i otulający.

Kategoria: orientalno-kwiatowa

Nuty zapachowe:
nuta głowy: ananas, morela, kwiat pomarańczy, fiołek, brzoskwinia, nagietek
nuta serca: przyprawy, gardenia, jaśmin, olejek różany, róża, narcyz
nuta bazy: balsam tolu, sandałowiec, cedr, piżmo, wanilia

Cena: 43USD / 50ml

Składniki

Znasz skład tego produktu? Dodaj go do naszej bazy i twórz z nami KWC!

Dodaj go do naszej bazy!

Recenzje 15

Średnia ocena użytkowników: 3,7 /5
Trwałość:
Zapach:
Flakon:
Więcej ocen Schowaj

2 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: próbka

Wykorzystała: jedna próbka

Obrzydliwe.

Zapach jak dla mnie odpychający, duszący, intensywny. Jest to jeden z tych zapachów, który czuć ciągle i wszędzie. Drażni mnie niesamowicie. Zdecydowanie nie dla mnie. Chociaż naprawdę trwały i intensywny.

4 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: rok lub dłużej

Lubię!

Kawał czasu temu kupiłam 30ml owego specyfiku(pewnie na długo mi wystarczy patrząc na ilość flaszek jaką posiadam). Na początku moje doznania były szokujące co to jest ! Ale człowiek uczy się całe życie, ja polubiłam ten zapach. Owszem jest mocny i trwały, zaraz po aplikacji może zszokować ale potem zmienia się diametralnie, ma pewną ostrość która jest w Escape Kleina. Staje się lekko owocowy, przyprawowy, kwiatowy. Trzeba poczekać aż zapach sie rozwinie a nie niuchać spiryt(jak widze takie zachowanie to mnie cholera bierze). To jest zapach dla wytrwałych i wytrawnych nosów, innymi słowy kto sie zna doceni jego piękno. Polecam testy.

Używam tego produktu od: 5 lat
Ilość zużytych opakowań: edp 30ml( na próbkę)

4 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Pieknieje z czasem.

Nieznośne i podduszające otwarcie, fiołek utopiony w soku z ananasa, z domieszką waty cukrowej (nie wiem, która to nuta, ale przez chwilę prawie bolą ząbki).
Na szczęscie po chwili zapach się uspokaja i z zapachowego chaosu wylaniają się orientalno-waniliowe nuty, czuję lekką konfiture różaną i mieszankę ziół, Pod koniec pachnie odrobinę jak klasyczna Organza.
Bardzo trwały zapach (wystarczy jedno-dwa psiknięcia) , jeśli dac mu szansę sie rozwinąc, pokaże bardzo ładne słodko-otulające oblicze. Pewnie o kolejny flakon się nie pokuszę ( mam swoje typy w tej kategorii i Narcisse raczej im nie zagrozi), ale flakonik dokończę raczej bezproblemowo.


Używam tego produktu od: kilka tygodni
Ilość zużytych opakowań: w trakcie pierwszego

Do czego służą te przedmioty? [Odpowiadają mężczyźni]

3 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: rok lub dłużej

Piękny w swej brzydocie.

To nie jest zapach ocierający się o surrealizm. To jest czysty surrealizm w industrialnym wydaniu.

Zapach wwierca się w nos i przewierca mózg na wylot. Narcyz gryzie, goździk strzela, róża kłuje, jaśmin przydusza a przyprawy bombardują z siłą ładunków termojądrowych. A wszystko to kojarzy się z poważnymi panami w pomarańczowych lub żółtych kombinezonach ochronnych rodem z postapokaliptycznych filmów.

I niby zapach jest koszmarny, ciężki i ostry, razi i odpycha czystą chemią, ale jednocześnie ma coś w sobie co przyciąga i hipnotyzuje.
Trudno go nosić dniami i nocami, ale na koncerty industrialne jest idealny.
Trwałość kilkunastogodzinna.

Używam tego produktu od: 2008-2010
Ilość zużytych opakowań: 1 x 30 ml

4 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: rok lub dłużej

Zielono-biały gadżecik.

Mam moje Chloe Narcisse od niecałego roku. Kupiłam je w ciemno, bo gdzieś przeczytałam, że są intensywne, dziwne, nie do dostania już normalnie (czyli +10 dla nich). Odebrałam w drodze do pracy, psiknęłam... i uznałam, że czuję lakier do włosów. Albo do paznokci. W każdym razie coś rozpuszczalnikowego, drażniącego nos gdzieś tam głęboko, koło zatok. Żadnych kwiatków, słodkich i jadowitych, nie poczułam. Do tego w pracy koleżanka mruknęła, że coś dziwnie pachnie.

Narcisse wylądowało więc na jakiś czas w szufladzie ale mnie ciągle do tej szuflady ciągnęło. Co kilka dni podchodziłam, otwierałam pudełeczko, niuchałam i ... uzależniałam się. I pomimo tego, że to nie jest mój zapach (bo ja lubię takie cieplaki tonkowe raczej), to nie wyobrażam sobie nie mieć Narcisse.

Narcisse są kuszące jak kwaśny cukierek. Jednocześnie wykrzywiają minę i każą się dalej smakować. Zaraz po psiknięciu czuję ten wspomniany lakier do włosów oraz coś soczystego ale zimnego, kwaśnego, esencjonalnego. Potem, po około 15 minutach, pojawia się zapach proszku do prania. Ale nie prosto z paczki, tylko taki, który dociera z wypranych, lecz niedopłukanych ubrań. To taki zapach, który aż sam wciska się w nos. I tak jest przez kilka godzin. Przy głębszym zaciągnięciu się zapachem, czuję coś jakby lekko goryczkowego, imbirowego. Pod koniec dnia do nosa dolatuje mi zwykle cienka ale ostra smużka czegoś lakierowego, kwiatkowego. Są naprawdę straszliwie trwałe. Użyte o ósmej rano, pachną mi jeszcze wczesnym wieczorem.

Są właściwie strasznie sztuczne. To faktycznie jest chyba wariacja na temat kwiatów, w dodatku szokująca i krzycząca. Takie dziwadełko. Gdy liczyłam na zapach kwiatowy i dziewczęcy, to mi się nie podobały. Ale kiedy przestawiłam nos na coś, co będzie dziwne, inne, ekstrawaganckie, to doceniłam je i uszanowałam. Czasem zakładam je do pracy i wtedy dodają mi pewności siebie. Mogę postawić szefa do kąta, bo przecież z Narcisse nie jestem tak do końca sobą...

Buteleczka jest równie urocza jak zapach. Uwielbiam się nią bawić, chować w dłoni, patrzeć na nią pod światło. Płyn ma taki pełny, pomarańczowy kolor. I lubię ten sztuczny, zielonkawy atomizer, bo jest jak zielony słupek pomiędzy białymi płatkami kwiatu.

Używam tego produktu od: 10 miesięcy
Ilość zużytych opakowań: w trakcie pierwszego flakonika 30ml

1 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

nie umialam tego uzywac

Narcisse kupilam pod wplywem impulsu,bo akurat nie bylo testera,mial tez korzystna cene wiec pomyslalam,dlaczego nie?Bardzo sie rozczarowalam,bo zapach totalnie jest paskudny-na poczatku idzie jeszcze wytrzymac ,ale pozniej jest niedozniesienia.Jest bardzo kwiatowy,wrecz duszacy,czuje faktycznie zonkila i jakby to opisac zapach stali,nagminnie pachnial jak sterylne narzedia chirurgiczne u stomatologa.Probowalam wielokrotnie dac mu szanse-ale na prozno,po spryskaniu sie nim bylo mi po prostu niedobrze,szorowalam sie jak oszalala,by zmyc to cos ze mnie,dodam ze nie wylewalam pol butelki na siebie ,bo dwa psiki potrafily sie trzymac caly dzien.Dalam sobie spokoj ja nie wiem jak tego mozna uzywac-ja nie potrafie.Uwazam,ze to dobre perfumy dla koneserow-ja podziekuje.

Używam tego produktu od:kilku tygodni
Ilość zużytych opakowań:5 ml ze 100,reszte oddalam kolezance

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Balowe olsnienie ;-)

Kolejne niespodziewane zapachowe olsnienie - Narcisse wielokrotnie testowalam nadgarstkowo bez poswiecania mu wiekszej uwagi i jakos szczegolnie mnie nie zainteresowal.
W testach calosciowych zas okazal sie zapachem oszalamiajacym - gorrracym, szalenie kobiecym, wieczorowo tajemniczym, aaach :-)).
Nie potrafie rozbic Narcisse na nuty, sa polaczone sa soba idealnie i bez kantow, po mistrzowsku wymiksowane - wydaje mi sie jednak, ze na tle specyficznej, goracej i przyprawowej slodyczy, wyczuwam przede wszystkim sliwke. Obok sliwki sa tu rowniez kwiaty - upojny jasmin, delikatna roza i urocza gardenia. Zaden ze skladnikow jednak nie wysuwa sie na pierwszy plan, zapach jest zbudowany wedlug formuly starej, dobrej szkoly perfumiarskiej (do ktorej naleza m.in. piekne i niesamowicie kobiece Tentations).
Narcisse zachwycil mnie i uzaleznil, zaden dzien nie moze mi ostatnio minac bez kropli Narcisse na nadgarstku (aczkolwiek flaszke pewnie bym zuzywala sto lat, tak bardzo sa intensywne i esencjonalne, wystarcza dwie krople za uszami... i juz mozemy isc na wielki bal, taaak ;-)))) ).


Używam tego produktu od: testy
Ilość zużytych opakowań: probki

4 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

cacharelowskie klimaty

Flaszeczka niezbyt zachęcająca (ten odcień złota atomizera - brrrrr), kartonik w czerwieni, powinien być raczej zielono żółty. Nie odkryłam więcej niż poprzedniczki stawiając go obok lou lou, choć ja jeszcze dodałabym słodyczkę z glorii... Ciepły ale bardziej drzewny niż przyprawowy, taki trochę jak wełnianiy, dziergany grubym splotem szal w kolorze mlecznej czekolady... Zimowy, choć ja potrzebuję sporo energii wewnętrznej aby wydobyć ten zapach ze spryskanej nim skóry, po prostu gdy jest mi normalnie (czyt. w miarę chłodno) nic nie czuję... Tak mam z tą skórą i krążeniem, że nieco ostygł mi zapał do przekopywania perfumeryjnego skarbca. Zaczynam wątpić, że spotkam COŚ co mnie oszołomi i zaskoczy. Okazuje się coraz częściej, że w swoim zbiorze posiadam już "podobny" zapach...
Nie neguję urodzie narcyzów chloe, lecz jego oryginalności, bo jeśli ktoś nie zna cacharela może być z nich bardzo zadowolony i pewnie na odwrót. Zapach dla miłośniczek cięższych klimatów, bliżej natury, ale zupełnie nie owocowej. Wolę go od lou lou, bo łagodniejszy, prztulniejszy, jak ów babciny welniany szal - chusta... Jest w tym zapachu ten pudrowo słodkawy narcyz podobny do tego z safari.Używam tego produktu od: jakiegoś czasu....
Ilość zużytych opakowań: pierwsze 30ml

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: rok lub dłużej

Narcyz narkotyczny

Na mnie Narcisse pachnie waniliowo-kwiatowo, co jak najbardziej odpowiada mojemu nosowi. Nie wiem jak pachną narcyze, ale wydaje mi się, że nazwa wzięła się raczej od postaci mitologicznej (lub psychologicznej) niż kwiatu, chyba nawet nie ma go w składzie.
Sam zapach określiłabym faktycznie jako uzależniający, jak to pisały wcześniej Wizażanki. Coś w sobie ma, że jak złapie w swoje sieci to tak łatwo nie puszcza. Zgadzam się także z porównaniami (pod pewnymi względami) do Edenu czy Loulou. Choć Narcisse są od nich oczywiście różne, to mają wspólny ów "toksyczno-plastikowy" urok, który dodaje pieprzu i bigla zarówno wspomnianym Cacharelom jak i Chloe. Mój nos przynajmniej łaknie takich z lekka odjechanych woni ;)
Tak jak wspomniałam, dla mnie Narcyz to przede wszystkim kwiaty na delikatnie waniliowym podszyciu. Te kwiaty nie odurzają przesadną słodyczą, bo to raczej rodzaj "kwiatów zła" jak to określiła Piroksena, więc nie ma tu mowy o typowym kwiatowym cukrzaku jakich na tony w perfumeriach. Jest bardziej klimatycznie po prostu. Na początku ostrzej, świdrująco, a potem coraz bardziej łagodnie i waniliowo.
Warty wypróbowania, ale jak na moje wyczucie, nie wszystkim będzie z Narcyzem do twarzy.

Używam tego produktu od: 2001
Ilość zużytych opakowań: skończona 30, rozpoczęta 30 :)

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: rok lub dłużej

*Fleur du mal*

I ja miałam swój młodzieńczy epizod z Narcisse, dotarły do mnie aż ze Szwecji w postaci słodkiej miniaturki. Miałam 17 lat, pstro w głowie i Narcisse we włosach... Ach, lata które potem zawsze chce się pamiętać! Zaczarowały mnie, bo to zapach nieco podobny do mojego ideału, LouLou Cacharel. Mocna, kwiatowa woń z drapieżnymi, wychwytującymi ofiary, jadowotymi pręcikiami między słodkimi jak cukier płatkami. Słodkość rozleniwiająca, trochę jak z onirycznego snu, trochę jak zapach młodziutkiej, snującej się po ogrodzie z "Alicji po drugiej stronie lustra" w swoich białych, dziewiczych, koronkowych sukniach wiktoriańskiej bohaterki horroru. W buteleczce mamy kwiaty, całe naręcza kwiatów, ale są to bardziej "Le fleur du mal" Baudelaire*a, to jest bardziej "wariacja na temat" kwiatów w ogóle i chęć całkowitego poddania się temu nieco choremu szaleństwu.
Tak, z tym że ten typ zapachów - jeśli padnie na podatny grunt w postaci miłującego je osobnika - uzależnia zgadzam się całkowicie. Niech nie sięga po Narcisse ten, kto szuka lekkich, rozwodnionych woni które mają na celu "umilenie" dnia, nie spodziewajcie się modnej, nienachalnej wody toaletowej w ładnej buteleczce - Narcisse zaakceptuje niewielu, ale oni to prawdziwa śmietanka.

Dziś w starym, zakurzonym kuferku odnalazłam swoją miniaturkę Narcisse. Od lat leży pusta, pozostawiona samej sobie jedynie na nikłą pamiątkę tamtego czasu. Otworzyłam koreczek, a zapach równie intensywny i szalony, wydobył się niczym dżin z lampy Alladyna.

Używam tego produktu od: 1996
Ilość zużytych opakowań: miniaturka

4 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

bardzo lubię:)

Z Narcisse mam takie wspomnienie:początek lat 90.,zmiana ustroju w Polsce-moi rodzice kupują zestaw telewizji satelitarnej,do naszych drzwi puka wielki,zachodni świat.Naszą ulubioną rozrywką było oglądanie niemieckich bloków reklamowych-i na jednym z kanałów zobaczyłam kiedyś reklamę perfum Narcisse-piękna Francuzka,jej namiętny kochanek-reklama była pełna burzliwych uczuć i nieco nawet nieprzyzwoita.Ach,co to muszą być za perfumy,kołatało w mojej ledwo nastoletniej głowie;)

I poznałam te perfumy,a nawet mam je na swej półce-z seksem,wyuzdaniem,mroczną namiętnością niewiele mają wspólnego,ale są uzależniające.

Na początku są bardzo słodkie-są tam jakieś bliżej przeze mnie niezidentyfikowane owoce i kwiaty.Jest to taka słodycz w typie Edenu Cacharela-nie chodzi tu o podobieństwo zapachów,ale o specyficzną,słodką woń,która na poczatku odrzuca swą sztucznością,ale potem nie możemy przestać o niej myśleć-jadowita,trująca słodycz.

Potem pojawia się coraz więcej kwiatów-ale według mnie nie są to narcyzy,jak wskazuje nazwa,a goździki.Narcyz sam w sobie nie ma zapachu,albo ja mam kiepski nos;),bo wąchałam namiętnie narcyza w ogrodzie mojej mamy i nie poczułam dosłownie nic.

Goździki w Narcisse przypominają mi nieco Bellodgię Carona-ale brak im tamtego wyrafinowania i elegancji.Narcisse ma swoistą toporność i dosłowność typową dla lat 80. i początku lat 90.,którą bardzo lubię-czyli słodko,mocno i bez zbędnej finezji.

Bałam się,że zapach stoczy się na koniec w waniliowe ciastko,bo duża częśc perfum tak się na mnie rozwija-ale nie-nadal sa goździki i mdląco-jadowita słodycz.

Bardzo je lubię:)

Używam tego produktu od:kilku dni
Ilość zużytych opakowań:w trakcie 100 ml

4 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

melancholia

Na pewno nie jest to zapach narcyza, ani nawet żonkila. Narcyzy nie pachną tak słodko i mają jakąś ostrzejszą, jakby cytrynową nutkę.
Natomiast Chloe Narcisse pachnie przede wszystkim słodko, bardzo słodko, jest to słodycz lat 80-tych, dosłowna i płaska. Jednak w tej cukrzanej otoczce kryje się nuta, która mi kojarzy się ze śmiercią. Zapach szpitala, słodkawy zapach apteczki, tych wszystkich lignin, gaz, jodyn, wszystko mocno posłodzone wanilią. Taka landrynka o smaku "szpitalnym".
Natomiast gdyby chcieć to porównać do jakiegoś kwiatka to najpredzej będzie to słodkawy, zielony zapach tulipanówi maków łącznie ze stojącymi w wodzie łodygami.
Perfumy te są dziwne, nie wiadomo czy się śmiać czy płakać, waniliowa słodycz niby cieszy, ale ten szpital dołuje. Rozdwojenie jaźni.

Edytowano: Uwaga uzależnia!! Zapach z grupy "Intoxicating". Słodka trutka :( Już nie szpital, raczej jakieś ziela z bagien. Klątwa deszczowych kwiatów. Nienawidzę i kocham naprzemiennie. Dodaję gwiazdkę.
Używam tego produktu od:
Ilość zużytych opakowań: 5ml

Najaktywniejsze recenzentki

  1. 1

    9
    produktów

    52
    recenzji

    137
    pochwał

    10,00

  2. 2

    10
    produktów

    87
    recenzji

    53
    pochwał

    8,56

  3. 3

    0
    produktów

    66
    recenzji

    57
    pochwał

    7,18

Zobacz cały ranking