Statystyki: + Dodaj produkt + Dodaj Look

Bourjois, Kobako EDP

Bourjois, Kobako EDP

Średnia ocena użytkowników: 3 /5

Kategoria
Marka
Pojemność 50 ml
Cena 40,00 zł

Opis produktu

Zgłoś do moderacji

Kwiatowo - skórzany, zmysłowy zapach dla kobiet wylansowany w 1936 roku. Nadal cieszący się niesłabnącą popularnością. W linii dostępny jest także dezodorant perfumowany.


Cena: ok. 40zł / 50ml

Składniki

Znasz skład tego produktu? Dodaj go do naszej bazy i twórz z nami KWC!

Dodaj go do naszej bazy!

Recenzje 50

Średnia ocena użytkowników: 3 /5
Trwałość:
Zapach:
Flakon:
Więcej ocen Schowaj

5 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: kilka miesięcy

Wykorzystała: w trakcie pierwszego opakowania

Lubię :-)

Pierwsze spotkanie z Kobako było dla mnie szokiem. Odrzucilo mnie od nich, ale równocześnie coś przyciagalo. Spróbowałam użyć ich globalnie, akurat szłam na spacer, pogoda była wietrzna...otoczyla mnie chmura ciepłego, korzennego zapachu, który naprawdę może być czarujący. Co więcej, Kobako zachwyciło mojego męża..a to duży plus. Na pewno nie spodoba się każdemu, są ciężkie, wymagające. Kojarzą mi się z dawną elegancją i klasą i...lubię je :-)

3 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: rok lub dłużej

Wejście smoka

Kobako w tym roku świętuje swoje 79 urodziny. Zadziwiające z jaką klasyką mamy tu do czynienia.

W czasach kryzysu, kiedy ogólnie dostępne były przeważnie wody brzozowe i konwaliowe, Kobako był synonimem luksusu i Zachodniej świetności. Dostępny tylko w Pewex-ie, stanowiący swoistego rodzaju blicht, którego pożądało tysiące kobiet.

Zaintrygował mnie on od samego początku.

Wąchając Kobako czuję się jak narrator jakiegoś filmu wpisującego się w nurt noir, który jest swoistego rodzaju hołdem dla kina retro. Jest tam elegancka i przebojowa femme-fatale w toczku z nakrapianą woalką i długą cygaretką w dłoni, jest zapijaczony detektyw, którego ubranie przesiąknięte jest permanentnie tytoniem. Jest zbrodnia, namiętność, zdrada, korupcja i wstrząsające zakończenie.

Wszystkie elementy przemyślane są do końca, nie ma tu miejsca na przypadki, a początek jest jak cios obuchem w głowę.
Podobnie zaczyna się Kobako, wielkim aldehydem porównywalnym do pięści okutej w kolczasty kastet. Wiruje nam w głowie jakbyśmy dostali z pół obrotu. W tym kluczowym momencie jasne jest, kto wyjdzie z pierwszej rundy w jednym kawałku. Wrażliwe Panny Migotki z pewnością runą jak kłody, ciekawskie Małe Mi zostaną zaabsorbowane, Czarownice i Panie Filifionki uzależnią się ;).

A na poważniej, Kobako pasuje do dojrzałych kobiet, nie do kwaśnych jabłek. Małolata, która spryskałaby się tą wonią być może czułaby się dorosła, ale wyglądałaby trochę śmiesznie, jak w za dużych pantoflach mamy na obcasie, albo w zwalistym futrze z karakułów.

Dlaczego ten ciężar gatunkowy jest aż tak mosiężny? A bo kryje się tu potężny miecz ambry i cywetu. Nie lamerski kozik Xeny Wojowniczej Księżniczki, tylko prawdziwa maszyna do zabijania średniowiecznego rycerza. Kwiaty nie są wulgarne, lecz majestatyczne, tutaj naprawdę można wyczuć wielkolistną nutę róży, wysładzającego się jaśminu, dumnego irysa i ulotnej lilii. Wszystkie są jak chiński tusz na ryżowym papierze, ekspresyjne i okazałe. Płyną jak lawa, wzdłuż cynamonowego szlaku i kardamonowego uskoku.

Ten zapach przypomina mi w dużej mierze YSL Opium, z tym, że Kobako jest wcześniejszy i zaryzykowałbym stwierdzenie, że bardziej wytrawny.

Kolor korka i zawartości flakonu jest bardzo trafiony. Czerwień kojarzy się z mocą i siłą. W kulturze chińskiej jest to kolor szczęścia, zarezerwowany niegdyś tylko dla cesarzy. Kobako rozbrzmiewa w barwach papryki chilli, potrafi zarówno dodać żaru jak i spalić na pył.

Ten zapach mnie ujął i przeniósł do innego świata. Uwielbiam orient i wachlarz najróżnorodniejszych wonnych przypraw. Lubię pieprz i pikanterię.
Trwałość – porażająca. Jeśli chcesz się pozbyć Kobako ze skóry, musisz wziąć długą gorącą kąpiel.
Kobako nie zagości ani na mojej skórze, ani na moim ubraniu. To nie jest bajka, której można słuchać na co dzień, to nie jest bajka, którą mogą udźwignąć moje lędźwie. To inny wymiar, na który można pozwolić sobie tylko sporadycznie.

Tylko wtedy, gdy jest się z fantazją na „Ty”.


Używam tego produktu od: 2 mc-e
Ilość zużytych opakowań: 1/10 50-tki

3 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Jest moc

Z zapachem zapoznałam sie mając 15 lat. Dostałam od chłopaka łańcuszek, który zawsze na noc ściągałam i wkładałam do pudełeczka. Rano gdy znów go zakładałam cały dzień towarzyszył mi ładny zapach i tak w kółko. Wreszcie odkryłam, że to właśnie pudełeczko nasączone jest tym zapachem. Po rozmowie z chłopakiem dowiedziałam się, że spryskał go perfumami mamy :) (on to miał pomysły hehe)
Niedługo musiałam czekać na swoj kolejny prezent, którym okazało się "Kobako". Dziwna, starodawna buteleczka napełniona podejrzaną, brunatną wodą...ale co mi tam? przecież podobał mi się ten zapach więc "wypsiurałam" się nimi pożądnie następnego dnia jadąc do szkoły. Ojj...i stało się!!! 40 minutowa jazda autobusem była dla mnie katorgą i trwała wieczność. Bałam się wykonywać jakiekolwiek gwałtowne ruchy abym nie zadusiła ludzi jadących ze mną. Chciałam żeby dzień jak najszybciej się skończył tak niekonfortowo się czułam. Mało tego... zapach spodobał się mojej polonistce i poprosiła o nazwę przy całej klasie. Ja 15latka ona po pięćdziesiątce...wcale nie odebrałam tego jako komplement :D Tak zakończyła się moja jednodniowa przygoda z Kobako.

Zapach bardzo intensywny, kwiatowo/orientalny. Bardzo trwały. Nie powiem żeby był brzydki bo taki nie jest. Nie raz poczułam go jeszcze na terazniejszej tesciowej i na niej sprawdza się rewelacyjnie. Kobieta umie go po prostu nosić...nigdy nie "przedabrza" i nie dokłada w ciągu dnia. Na niej są kobiece, ciepłe a mimo swojej mocy świeże...takie jak wtedy gdy zakładałam łańcuszek :) Nie dla nastolatek...zdecydowanie! Twórcą perfum rzeczywiście jest ten sam co Chanel 5 ale wiadomo, że "piąteczka" będzie bardziej chwalona...marka robi swoje. Dla niektórych droższe=lepsze. Czy oby na pewno?
Perfumy mają swoje wielbicielki skoro przetrwały tyle lat na rynku.
Cena bardzo przystępna dlatego z ciekawości jak sprawdzą się teraz, po 13 latach może kiedyś jeszcze wypróbuję

Używam tego produktu od: 13 lat temu
Ilość zużytych opakowań: raz użyte z 50 ml

TOP 10 męskich perfum

3 /5 HIT!

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

inny

Jestem osobą młodą i wcale nie uważam Kobako za killera. Odrazu wspomnę ze twórcą zapachu jest ten sam pefumiarz który stworzył Piątkę Chanel więc maja prawo być charakterystyczne, chociaż wiadomo że od roku 1936 przeszły pewnie nie jedną reformulację. Gdzieś w Internecie przeczytałam że pierwotna wersja miała 20 nut zapachowych a obecnie jest ich 11. Chociaż nie można byc tego do końca pewnym. Według mnie flakon nawiązuje do wersji z lat 30. ze względu na motywy na szkle. Zaaplikowalam półtora "psika"a zapach jest dobrze wyczuwalny i nawet trwały. Wyczuwalne jest mydło ale to zapewne sprawka aldehydu który występuje w kompozycji. Zapach jest zmienny. Na poczatku da sie czuć mydełko,gdzieś w tle wybijają cytrusy i jakas trochę cieższa nuta . Czuc rowniez kwiaty , skory az tak nie wyczuwam. Na koncu zostaje tylko bliskoskorny zapach, zapewne to animalna baza. Ten własnie ostatni etap lubię najbardziej ze względu na zwierzęce nuty ambry i cywetu. Wtedy czuć tylko te dwa bliskoskórne składniki z przewagą cywetu już bez sztucznści cytrusów, aldehydu i co się wiąże z tym ostatnim- zapachu mydła. Wszystko było by dobrze gdyby nie to mydło chociaż jego zapach i tak w miarę szybko znika. Im bliżej końca tym lepiej. Uważam ze nie jest to zapach ciężki bo wyraźnie czuć cytrusy. Nie jest też tak bardzo słodki. Retro? Jak kto uważa :) Dla mnie współcześnie nie źle sie spisuje i przede wszystkim odbiega od podobnych do siebie zapachow jakie spotykamy na drogeryjnych polkach. Co kto lubi :)Trafiony zakup.

Dopisuję listę składników jakie znajdowały się w wersji vintage i jakie są w wersji obecnej.
Wersja vintage: aldehydy, nuty cytrusowe, wanilia, jaśmin, róża, magnolia, galbanum, goździk (przyprawa), cynamon, goździk (roślina), fasolka tonka, lilia, irys, cywet, benzoin, kadzidło frankońskie, ambra, oakmoss, piżmo, skóra
Wersja współczesna: nuty cytrusowe, cynamon, aldehyd, róża, jaśmin, irys, lilia, magnolia, gardenia, cywet, ambra

5 /5 HIT!

Kupi ponownie

Używa produktu od: rok lub dłużej

mocny zapach mojego dziecinstwa PRL

jedyny mocny a nawet bardzo mocny
niesamowicie kobiecy z nuta drzewnej i mam wrazenie tytoniopodobnego cos
zarazem kwiatowo slodki
jest to zapach dosc trwaly na wieksza polowe dnia
duszacy i
bardzo mocny
zapach przywolujacy wspomnienia
kiedys wiele pan matek cioc tak pachnialo
jest to zapach kojarzacy mi sie z wladza i majetnoscia nie wiem czemu
buteleczka jak modny kiedys krysztal ktory lezal na kazdej polce w kazdym domu ...
jak na kosmetyk ktory przezyl swoje 5 minut w czasie PRL ma klasyczny flakonic wtedy szal cial

zapach nadal utrzymuje sie na topie i ma wiele milosniczek jego magii

kto nie wachal ten nie wie
wachac moje Panie




Używam tego produktu od: 20 lat
Ilość zużytych opakowań: 5 calych

4 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Dama na chwilę.

Duszne opary PRL\\\'u, rozpylane przez towarzysza Gierka? Pewnie. "Kryształowy" flakonik - radosna,komunistyczna estetyka? Oczywiście. Przedwojenna stara mydlarnia i starsze panie z papierosem w przeszminkowanych ustach, z głowami otulonymi futrami zwierząt? A jakże. To trochę tak jak z Chanel NO 5 - jedni podziwiają jego szyk i klasę, inni stawiają na równi z bazarowymi perfumami. I trudno nie przyznać, że Kobako ma wiele i z pierwszego i drugiego. Ale pomimo tego wszystkiego ja się w nim zakochałam. Dlaczego?


Kiedy wącham Kobako mam przed oczami Japonię - z całym jej kolorytem, z całą orgią jej smaków,kolorów i zapachów. I gdzieś w tle widzę taką klasyczną dziewczynę, o wyeksploatowanym tradycyjnym wizerunku. Z czerwoną szminką,ciemnymi oczami, jaskrawymi kwiatami we włosach, z bladą twarzą,dumnie spoglądającą zza wachlarza. I jednocześnie widzę,że ta dziewczyna ma w torebce mdlące białe mydło. Obok w woreczku jakieś ostre przyprawy, trochę słodkie,trochę gorzkie. I tak to właśnie jest z Kobako.Dla jednych to, co ja uważam za pewną elegancję zapachu, dla innych może stanowić wręcz przeciwieństwo wszystkiego, co nazywamy szykownym. Dla jednych to zapaszek wstrętnej,starszej obywatelki, dla mnie to zapach przez duże Z. Bardzo,bardzo w klimacie retro, przyciągający zmysły, stapiający się ze skórą i czarujący. Pozytywnie zaskakuje trwałość, bo Kobako czuć na sobie przez cały dzień, a nawet całą noc.

Z pewnością nie jest to woń lekka,świeża i złożona z delikatnych, polnych kwiatów. To woń ciężka, zmysłowa,ale użyta w odpowiednich proporcjach nie przytłacza. Tak, tak - woń bordowej szminki, białego futra i zmarszczek. Ale jednocześnie pewnej przedwojennej elegancji,którą,wydaje mi się,zatraciliśmy. I sądzę,że choćby po to, by ją na chwilę odzyskać, warto sięgnąć po Kobako.

1 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

nie

Moja mama zakochała się w nim, kiedy wywąchała go u koleżanki... zazyczyła sobie ten sam - dostała. Stoi od pół roku bezczynnie :) niby ładny , ale coś w nim śmierdzi, ja w nim czuję papierosy. Ma w sobie piękną nutę, która jest przygaszona czymś staromodnym, dziwnym.. kojarzy mi się ze starą, zakurzoną sofą, na której nasiusiał kotek, a starsza pani wypsikała go kwiatowym aromatem, żeby stlumić zapach... :D

Używam tego produktu od: nie ja, tylko mama...
Ilość zużytych opakowań: kilka ml w butelce

4 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

Zapach wspomnień

Kobako używały moja babcia, mama a teraz ja. Zapach zdecydowanie retro, przywołuje wiele wspomnień. Jest mocny, ciężki, orientalny. Trzeba do niego dorosnąć. Potrafi przytłoczyć. Wielbicielki świeżych zapachów na pewno odstraszy. Nadaje się na jesień i zimę. Odejmuję gwiazdkę za lekko mydlane podbicie, które czuć tym bardziej, im dłużej Kobako leży na skórze. Pół gwiazdki za to, że jako jeden z niewielu zapachów potrafi sprawić, że czasem go kocham, czasem nienawidzę. Mimo to uważam, że warto go powąchać.
Używam tego produktu od: kilku lat
Ilość zużytych opakowań: w trakcie pierwszego (częściej go wącham niż noszę na sobie)

4 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

retro!

Uzywala go kiedyś - dawno temu moja mama i bardzo kojarzy mi się z poczatkiem lat 90tych, do tej pory jak go wącham coś mi się w nim podoba.
Na pewno nie jest dla miłośniczek lekkich i świeżych zapachów, jest bardzo vintage, aczkolwiek nie uważam, ze dla starszych pań, dla kobiet, które po prostu lubią zapachy lekko mydlane, jak Chanel 5, czy Coco, ja takie mocne i bardzo charakterystyczne perfumy uwielbiam, podobnie jak wszystko co w stylu retro.


Używam tego produktu od: rzadko używam, ale często wącham ;)
Ilość zużytych opakowań: kilka dawno temu wspólnie z Mamą

4 /5

Nie wie, czy kupi ponownie

Używa produktu od: rok lub dłużej

waga ciężka w stylu retro

Miłe wspomnienie z dzieciństwa. Wtedy kojarzył sie z kobiecością i klasą. Dziś przytłacza ciężarem. Dlatego polecany jedynie zimą. Nuty całkiem przyjemne - takie vintage. Denerwuje wybijające się "mydło". Poza tym naprawdę ok. Ciekawie się rozwija. Trwały jak na tę cenę.

Używam tego produktu od: 2012
Ilość zużytych opakowań: testy

5 /5

Kupi ponownie

Używa produktu od: nie określono

In the mood for love i Hong Kong lat 60

Myślę, że przy ocenie tego zapachu trzeba brać pod uwagę czasy w jakich powstał - to po pierwsze. Łatwo oceniać z perspektywy czasu, trudniej się wczuć...Takie mam smutne wrażenie czytając poniższe recenzje. Zgadzam się z Lady dark, że niektóre z nich są nie na miejscu.

Lubię ten zapach, a skojarzenie jakie we mnie wywołuje powodują, że lubię go jeszcze bardziej. Stylistyka nawiązuję do Azji, w zamierzeniu miało chodzić o Japonię. Pamiętacie bohaterkę filmu In the mood for love? Su Li-zhen miała męża, który jeździł do Japonii i kupował jej torebki, suknie, biżuterię, przybory kuchenne. Styl Su Li-zhen nawiązywał do czasu i miejsca, w których został stworzony film. Hong Kong lat 60. Kobiety wykształcone, eleganckie miały dokładnie ten sam styl jak bohaterka filmu (mówię to na podstawie kilku obejrzanych wywiadów z Maggie Cheung). Jestem pewna, że Su Li-zhen używałaby Kobako. Chociaż sam zapach powstał w 1936 roku był popularny w Europie Centralnej, Wschodniej i Azji właśnie do nie dawna. Może do lat 2000?
A wracając do Su Li-zhen, to właśnie Kobako pasowałoby do jej stylu. A i do tych czerwieni tak często pojawiających się w filmie.

Flakon, opakowanie kartonowe- dla mnie piękne. Wiem, wiem zostanę nazwana staroświecką babcią, ale taki mam gust. Brakuje mi dzisiaj takiej stylistyki. Zarówno flakon jak i kartonik przypominają nieco dawne Opium (YSL). Ale to Opium powstało 41 lat później.

Mydło-czuć, a jakże! W końcu to zapach przedwojenny.

Twórcą zapachu jest Ernest Beaux, ten sam od Piątki Chanel i Soir de Paris (Bourjois).

1 /5

Nie kupi ponownie

Używa produktu od: rok lub dłużej

perfumeryjny rzeźnik

Nie nigdy w życiu już ich nie kupię ani nawet nie chcę za darmo. Raz w życiu kupiłam i niestety. Kubeł tam trafiły. Ktoś może powiedzić że niedoceniam esencjonalności tego zapachu. Są jak mocno zaparzona herbata, mocno doprawina korzennymi przyprawami. Ok są. Jednak użyte na skórę ma się wrażenie że się w nią wgryzają. Świdruja w nozdrzach, wyrzerają mózg. Agresja w tych perfumach mnie przytłacza, zapach dominuje nademną, a na to się nie godzę. Odpychają otoczenie. Są nie lada wyzwaniem. Ociosane z subtelności nie do noszenia w dzisiejszych czasach, ale może się znajdą amatorki dla tego perfumeryjnego rzeźnika.

Używam tego produktu od: 1997 lub 8
Ilość zużytych opakowań: trochę z jednego

Najaktywniejsze recenzentki

  1. 1

    95
    produktów

    162
    recenzji

    4
    pochwał

    10,00

  2. 2

    3
    produktów

    148
    recenzji

    3
    pochwał

    8,34

  3. 3

    13
    produktów

    141
    recenzji

    0
    pochwał

    7,93

Zobacz cały ranking