Poprzedni artykuł: Edyta Zając wystąpi w "Tańcu z gwiazdami"! Następny artykuł: Meghan i Harry stracą książęce tytuły i pieniądze? Królowa musi podjąć...

Magdalena Adamowicz wspomina śmierć męża

Kobieta, , tagi: śmierć
To już rok od tragicznej śmierci Pawła Adamowicza po tym, jak podczas finału WOŚP został dźgnięty nożem. Jakie emocje towarzyszą jego bliskim, opowiedziała żona, Magdalena Adamowicz.

13 stycznia 2019 r. podczas finału Wielkiej Orkiestry Światecznej Pomocy w Gdańsku, na scenę wtargnął napastnik, który śmiertelnie dźgnął nożem Pawła Adamowicza. Prezydent Gdańska zostawił żonę Magdalenę oraz dwie córki. Najbliższe mu kobiety przebywały wtedy w Stanach Zjednoczonych. Jak teraz tamte wydarzenia wspomina Magdalena Adamowicz?

Magdalena Adamowicz szczerze o śmierci męża

Żona Pawła Adamowicza w wywiadzie dla magazynu "Viva!" wspominała, że kiedy w Polsce rozgrywały się tragiczne wydarzenia, przez różnicę czasu na początku zupełnie nie była świadoma, co się dzieje.

Tego dnia rano szłyśmy do kościoła na dziewiątą trzydzieści rano, a Paweł już nie odbierał telefonu. Dzieliła nas duża różnica czasu. Zadzwoniłyśmy do teściów. Teściowa powiedziała, że wpadł do nich, taki radosny, coś przegryzł i pobiegł dalej, pod sądy. Był przecież Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Paweł zawsze kwestował. Dlatego pewnie nie mógł odebrać. Gdy wyszłyśmy z kościoła, przypomniałam sobie, że mam wyciszony telefon i zobaczyłam, że dzwoniła moja siostrzenica, bardzo płacząc, że wujkowi coś się stało i jakiś wariat dźgnął go scyzorykiem - mówiła w wywiadzie dla magazynu "Viva!".

Na początku Magdalena Adamowicz myślała, że nie mogło stać się nic poważnego, ponieważ jej mąż miał grubą kurtkę, ale wkrótce zadzwonił do niej Piotr Grzelak mówiąc, że "ratują szefa". Wtedy też zaczęła się walka z czasem i starania o jak najszybszy powrót do Polski.

Za chwilę zadzwoniła znajoma lekarka, mówiąc: „Bierz dziewczynki i przyjeżdżaj”. Wiedziałam więc, że to coś poważnego, i poprosiłam, żeby mi znalazła jakikolwiek lot do Europy. Poleciałyśmy do Londynu, z Londynu do Gdańska. Jeszcze Antonina zadzwoniła do koleżanki w Stanach, żeby zaopiekowali się naszym psem, a jej mama przyniosła mi tabletki na uspokojenie, bo ja nic takiego nie miałam. Antonina i Tereska po tych lekach po prostu zasnęły. A gdy przyjechałyśmy, Paweł już nie żył. Nawet nie pamiętam, jak dojechałam do szpitala - mówiła Magdalena Adamowicz.

Zobaczcie także:  Jak dzisiaj wyglądają córki Pawła Adamowicza?

Żona i córki tak naprawdę nie miały nawet możliwości pożegnania się z Pawłem Adamowiczem. Rodzina rozstała się na lotnisku w Los Angeles, skąd prezydent Gdańska wracał, aby kwestować dla WOŚP.

Nie miałam takiego odczucia, bo kiedy w Los Angeles odwiozłyśmy Pawła na lotnisko, jeszcze został z nami jakieś dwie godziny z powodu opóźnienia i gdy szedł na odprawę, wyściskałyśmy się z nim bardzo. Tereska mówiła, że to niesprawiedliwe, że to tata będzie zbierał na Orkiestrę, a nie one. I prosiła: „Tatulku, nie jedź”. A przecież była przyzwyczajona, że Paweł wyjeżdża i wraca. Zrobiliśmy sobie wtedy ostatnie selfie. A gdy Paweł szedł schodami na górę do samolotu, do samego końca mu machałyśmy. Gdybym wiedziała, że to nasze ostatnie pożegnanie, byłoby całkiem inne, ale to też było szczególne - wspomina żona Pawła Adamowicza.

Czy Magdalena Adamowicz czuje żal do sprawcy? Jej wyznanie bardzo zaskakuje. 

Już mówiłam, mam silny dar wiary, a jej fundamentem jest miłosierdzie. Po co pielęgnować złe emocje? To niczego nie zmieni. Ten człowiek to narzędzie, ofiara systemu przepełnionego mową nienawiści, wszechobecną i na którą jest przyzwolenie z góry. A może ten człowiek jest chory? Moi teściowie modlą się o jego nawrócenie. Żal mi jego matki. To dla niej jest moje wybaczenie - mówiła w wywiadzie "Vivy!".

Śmierć Pawła Adamowicza w szczególny sposób uczczono podczas tegorocznego finału WOŚP w Gdańsku, którego motto brzmiało: "Gdańsk dzieli się dobrem". Są to słowa zmarłego prezydenta Gdańska. Na scenie wypowiadali się również jego bliscy, jak też to właśnie tam rozpoczęło się światełko do nieba.

zdjęcia: ONS

Polecany film


Komentarze

Ładowanie komentarzy...

Dodaj komentarz

Użytkownik niezalogowany

29 stycznia 2020, 09:49

Nasze propozycje