Poprzedni artykuł: Domowe kosmetyki za mniej niż 5 zł pomogą ci zwalczyć trądzik! Następny artykuł: Fanom nie spodobał się sposób, w jaki Kim Kardashian poradziła sobie z...

TEST REDAKCJI: Zabieg Byas, czyli bezinwazyjny lifting twarzy

Wbrew powszechnemu przekonaniu i popularnemu powiedzeniu, nie trzeba cierpieć, żeby wyglądać pięknie! Zrobiłam sobie lifting bez bólu i rozlewu krwi. Efekt był widoczny natychmiast!

Choć jestem regularnie zapewniania, że "nie wyglądam na swój wiek", nawet mniej uważny obserwator zauważy, że 18-te urodziny obchodziłam dawno temu. Czas odcisnął piętno na mojej twarzy - zmienił mi się jej owal, pojawiły się zarysy tak zwanych chomików i w efekcie wyglądam na stale zmęczoną. W chwilach rozpaczy fantazjuję na temat zabiegów medycyny estetycznej, którym kiedyś się poddam. Ale potem przypominam sobie o stanie mojego konta i panicznym lęku przed bólem, i przestaje marzyć o lepiej wyglądającej twarzy. Na szczęście, okazało się, że nie muszę brać kredytu, ani cierpieć, żeby lepiej wyglądać.

Bezbolesny lifting twarzy

Trafiła mi się okazja przetestowania nowego zabiegu oferowanego przez Skin Clinic. Jeszcze dzień przed zabiegiem dopytywałam, czy przypadkiem nie będzie on bolesny. Nie mogłam bowiem uwierzyć, że obiecywany mi lifting twarzy uda się osiągnąć bez łez i zgrzytania zębami. Bardzo się jednak myliłam! Bo w trakcie zabiegu Byas nie tylko nie stękałam, ale wręcz... zanosiłam się głośnym śmiechem.

Na czym polega zabieg Byas?

Przed zabiegiem na moją uprzednio oczyszczoną twarz nałożony został Bionic Detox Serum. Zawarty w nim ekstrakt z alg brunatnych stymuluje produkcję kolagenu odpowiedzialnego za elastyczność skóry i pomaga zgromadzić wodę w górnych warstwach skóry. Za to mieszanka soli sodowej kwasu piroglutaminowego i mleczanu sodu nawilża skórę, zmiękcza ją i uelastycznia. Ponadto Bionic Detox Serum zawiera także:

  • bogaty w przeciwutleniacze wyciąg z morszczynu pęcherzykowatego, który poprawia krążenie krwi w skórze, przyspiesza w niej przemianę materii, zmiękcza ją, nawilża i chroni przed utratą wody,
  • wspomagającą odbudowę mineralną komórek skóry sól morską, która działa też antybakteryjnie i przeciwzapalnie,
  • delikatnie złuszczający mocznik,
  • działający przeciwzapalnie, zmniejszający produkcję sebum i widoczność porów niacynamid oraz
  • złuszczający i nawilżający kwas mlekowy.

Następnie rozpoczęła się jonoforeza. Po mojej twarzy, posuwistymi ruchami przesuwana była głowica Face Liftera. To urządzenie wytwarza galwaniczny prąd stały, który równocześnie oczyszcza skórę oraz nasyca ją składnikami aktywnymi zawartymi w serum. Zanieczyszczenia znajdujące się głęboko w porach skóry są wydobywane na jej powierzchnię wraz z ujemnym prądem. A substancje nawilżające i uelastyczniające zawarte w serum przedostają się z naładowanymi dodatnio jonami do głębszych warstw skóry. Ta część zabiegu tak bardzo przypominała relaksujący masaż, że zaczęłam w trakcie niej usypiać.

Jednak kolejny etap zabiegu Byas zdecydowanie mnie rozbudził. Po rozluźniającej jonoforezie przyszedł czas na elektrostymulację mięśni. Wytwarzane przez głowicę Face Liftera impulsy prądu o niskiej częstotliwości powodowały skurcze mięśni mojej twarzy. Szczerze przyznaję, że odczuwałam w trakcie elektrostymulacji pewien dyskomfort, ale doświadczenie to było dla mnie zdecydowanie bardziej zabawne niż nieprzyjemne. Niekontrolowane skurcze mięśni twarzy dosłownie wywołały u mnie salwy donośnego śmiechu.

Ostatnim etapem zabiegu Byas ponownie była jonoforeza. Tym razem jednak, zamiast serum nawilżająco-uelastyczniającego, w moją skórę wtłoczony został preparat Galvanic Lift. To serum zawiera między innymi:

  • nawilżające i chroniące skórę przed utratą wody kwas hialuronowy i skwalan,
  • ceramidy, które uszczelniają naturalną barierę ochronną skóry i spłycają zmarszczki,
  • porównywany do botoksu peptyd, który przyczynia się do rozluźnienia mięśni twarzy i tym samym zmniejszenia widoczności zmarszczek oraz
  • ekstrakt z bulwy narcyza, który - spowalniając procesy proliferacji komórek - opóźnia starzenie skóry.

Na koniec, kosmetolog ze Skin Clinic Agata Goliszewska, zmieniła Skin Liftera na jego znacznie mniejszy odpowiednik i zajęła się okolicami moich oczu. O tym, że Byas działa przekonałam się jeszcze w trakcie trwania zabiegu. Najpierw jonoforezie i elektrostymulacji poddana została tylko jedna połowa mojej twarzy. W pewnym momencie mogłam porównać dwie połówki swojej twarzy i byłam pod wrażeniem tego, jak bardzo się różniły. Po zabiegu Byas lewa część mojej twarzy znajdowała się jakby trochę wyżej, broda stała się odrobinę węższa, a kość policzkowa wyraźniej zarysowana.

A jak wyglądałam i czułam się po zakończeniu zabiegu? Byas odczuwalnie ujędrnił mi skórę, spłycił bruzdy wargowo-nosowe i zmniejszył obrzęk pod oczami. Moje kości policzkowe i linia żuchwy stały się bardziej widoczne, a podbródek wyraźnie mniejszy. Głęboko nawilżona skóra odwdzięczyła mi się pięknym blaskiem. Do zdjęcia przed zabiegiem pozowałam umalowana, ale po zabiegu i bez makijażu moja cera wyglądała zdecydowanie lepiej. Największą różnicę widać było w okolicy brody - znienawidzone chomiczki prawie zniknęły!

Byas polecam zwłaszcza przed ważnym wydarzeniem - ślubem, decydującą randką lub rozmową z potencjalnym nowym pracodawcą. ;-) Koszt jednego zabiegu to 350 zł.

Tekst powstał we współpracy z:

SkinClinic

Ul. Stawki 4B

Tel. 224244646

www.skinclinic.pl

Zdjęcia: Laura Osakowicz

Polecany film


Komentarze

Ładowanie komentarzy...

Dodaj komentarz

Użytkownik niezalogowany

19 sierpnia 2019, 03:23

Nasze propozycje