„Życie po życiu” bis, czyli Eben Alexander i jego „Dowód”, czyli ha ha ha - Wizaz.pl

Wróć   Wizaz.pl > Blogi > kasiotla

Notka

Oceń ten wpis

„Życie po życiu” bis, czyli Eben Alexander i jego „Dowód”, czyli ha ha ha

kasiotla napisał(a) 2015-03-05 13:16

Kochani Czytelnicy spieszę donieść, że znalazłam jeszcze durniejszą publikacje, niż ta o mruganiu Boga… Wydawało się niemożliwe. A jednak. Jest! Mam ją przed sobą i usiłuję otrząsnąć się z szoku, w jakim znalazłam się po jej przeczytaniu. To jest dopiero badziewiak! Zatem bierzmy robala pod lupę!
Nie jestem wielkim fanem książek w stylu "Życie po życiu" niemniej jednak przypadkowo stałam się posiadaczka dzieła pod nazwą "Dowód" - totalnej bredni pióra niejakiego Ebena Alexandra... Uff... Ludzie! Niech was opatrzność broni przed zainwestowaniem w ten gniot 20 zł polskich - już lepiej kupcie zeszyt i sami coś napiszcie... Wszystko będzie lepsze... Nie wierze. Nie wierze... I nie mam tu na myśli wiary w stronę metafizyczną, duchową czy fantastyczną naszego bytu - zwyczajnie nie wierze, ze bądź, co bądź poważna firma, jaką jest Znak wypuściła w kraj takie, co tu ukrywać – nazwijmy rzecz po imieniu - gówno. I żeby było jasne - nie neguje przeżyć pana Alexandra, który w śpiączce będąc błąkał się w zaświatach i doznawał objawień - ok! Nikt nikomu tego zabronić nie może. Tylko się cieszyć, zazdrościć czy kto, co tam chce. Czepiam się stylu, bezmiaru pseudointelektualnego bełkotu mającego chyba w swym zamierzeniu pozorować jakaś filozofię? Książka – jak to na dowód przystało – jest absolutnie niewiarygodna, infantylna, napisana językiem … nie, poniżej dna. Zamierzeniem twórcy - nie mylić ze Stwórcą - było proste i klarowne uwiarygodnienie obwiesiom takim jak ja, że ten ostatni istnieje… no chyba mu się nie udało J. Efekt zdecydowanie odwrotny do zamierzonego.
Nie rozumiem. Księga sprawia wrażenie ulepionej przez osobnika, który ukończył właśnie 7 lat i z mozołem składa wyrazy. Idiotyzm nad idiotyzmami.
Chociaż… po zastanowieniu stwierdzam, że to dzieło dowodem w sumie jakimś jest - głównie tego, że pan autor powinien znaleźć sobie inne zajęcie niż pisanie. Podobno w cywilu jest neurochirurgiem… i to też niepokoi, bo jeśli grzebie ludziom równie skutecznie w mózgach skalpelem, jak przy użyciu pióra, to zaczyna być groźne…
Podsumujmy - pisać każdy może, ale wydawać wszystkiego nie trzeba. Za puszczenie tego w obieg i nazwanie "książką" a tym samym próbę ogłupienia ludu - na zesłanie...

Gniot! Ludzie! Nad gniotami. Mount Everest badziewia!
Nie polecam.
I zapraszam:
http://kasiotla.blogspot.com/2015/03...alexander.html
Wyświetlenia 125485 Komentarze 2 Prześlij mailem ten wpis
Wszystkich komentarzy 2

Komentarze

  1. Old Comment
    Interesujące. Ja raz próbowałem napisać książkę ale zatrzymałem się na ostatnim rozdziale i nie dokończyłem nigdy mojego dzieła. Znaczy się dopisałem końcówkę w osobnym pliku jakiś czas później ale nigdy nie połączyłem już potem tego w całość bo mi ciągle pliki wysypywało w wordzie.
    Funki napisał(a) 2015-03-06 21:00 Funki jest offline
  2. Old Comment
    Avatar kasiotla
    No coz... Ja z książka wciaz próbuje
    kasiotla napisał(a) 2015-03-07 00:32 kasiotla jest offline
 
Wszystkich trackbacków 0

Trackbacks


Strefa czasowa to GMT +1. Teraz jest 11:36.