Napisane przez magdusik82
Obserwuję wątek i musze się włączyć do dyskusji, bo krew mnie trochę zalewa.
Jestem katoliczką i nie cierpię hipokryzji również.
Jestem mężatką i przestrzegamy wszystkich punktów, które były wymienione w pierwszym poście. Naturalne metody są dla nas idealnym rozwiązaniem, jesteśmy do nich przekonani całym sercem, nawet nie chodzi tu po stanowisko Kościoła (co było oczywiście ważne, bo gdybyśmy nawet nie byli przekonani, to będąc katolikami staralibyśmy się do tego dostosować), po prostu odpowiada nam to, zbliża nas do siebie. Mam nieregularne cykle (od 26 do 42) i mimo wszystko nie sprawia nam trudności określenie dni płodnych. Przerwa siedmiodniowa we współżyciu również nie stwarza problemów- to taki powrót do narzeczeństwa, takie wyczekiwanie ...
Ale wracając do narzeczeństwa... zdarzyły się nam wpadki. Przekroczenie granicy, nawet kilka razy seks ( już mieliśmy ustaloną datę ślubu) i mimo, że nie myślałam osobiście, że kogoś tym ranie, uznałam pogląd Kościoła za swój własny. KK mówi, że to grzech. Jestem katolikiem wiec wyznaję to w sakramencie i żałuję. Żałowałam, że nie umiałam sprostać życiu w czystości, że zgrzeszyłam.
Ludzkie jest grzeszyć. Każdy katolik grzeszy. Ale bycie Katolikiem zobowiązuje do STARANIA się przestrzegania zasad KK, a jeśli nie wyjdzie, bo słaba wola, to żałowania za grzechy i wyznania w Sakramencie Pokuty.
Nie wyobrażam sobie wybierania z KK tylko tego ,co mi się podoba i nie sprawia mi trudności. To hipokryzja. Niestety bardzo często u "katolików" spotykana. I tym wyrządzamy szkodę Kosciołowi. Bo ludzie niewierzący obserwują nas na każdym kroku i jakie świadectwo dajemy? Nazywam się Katolikiem a żyję jak osoba nie związana z Kościołem?
Nie potrafię zrozumień Menorki - uważa się za katoliczkę ale nie uznaje seksu przedmałżeńskiego i antykoncepcji za grzech. Albo zimny albo gorący. Letni jest kimś obrzydliwym dla Boga (nie pamiętam cytatu dokładnie, ale taki jest kontekst)
Kościół nie odrzuca grzeszących, bo sam jest niedoskonały. Kościół to my grzesznicy. Ale musimy się zgadzać z tym co mówi Kosciół i starać się stosować do tego. Inaczej to dla mnie hipokryzja pedząca.
Menorka proszę przemyśl to, bo przystępowanie do sakramentów w tym stanie (z grzechem ciężkim) to najgorszy grzech - świętokradztwo. I to nie jest grzech ciężki - to jest grzech śmiertelny!!!
To ,ze Ty tego nie uznajesz za grzech - nie oznacza, że grzechem nie jest. i nie możesz zwalić na niewiedzę (grzech popełniony przez niewiedzę, że jest on grzechem, nie jest traktowany jako grzech). Ale Ty masz pełną wiedzę. masz Katechizm, mas osoby, które Ci mówią, że robisz źle.
Powtarzam - ludzkie jest grzeszyć, nikt Cię nie potępia. Ale przyznanie się do tego przed sobą i przed Bogiem spowoduje, że wrócisz na łono kościoła. Grzesząc zrywamy więź z Bogiem .W sakramencie ją odnawiamy. Ty niem odnawiasz, bo Twoje spowiedzi nie są ważne.
Jeśli trwasz w swoim uporze, to proszę nie rób Katolikom złego PR i nie przedstawiaj się jako Katoliczka.
Naprawdę dużym szacunkiem obdarzam osoby nie-katolików wypowiadające się w tym wątku. Macie dużą wiedzę i jesteście uczciwe. Obyś był zimny albo gorący...
|