Dot.: Na Wspólnej-śmierć Ani
Ostatnia scena "Na Wspólnej"...Nie oglądałam tego serialu tylko i wyłącznie dlatego że odnosiłam go naprawdę personalnie - ten sam wiek, ta sama choroba.
Ja jestem tą drugą...tą którą mój TŻ pokochał po śmierci tej pierwszej, jednej jedynej, która miała być całym jego życiem... Nikomu nie życze takiej walki o związek, to jak wojna z wiatrakami..Nie da sie wygrać z duchem, z wyidealizowaną postacią, która zniknęła w tak młodym wieku, w tak bezsensowny sposób. To walka z demonamoi w jego głowie, z rodziną, która uważa, że tamtej nie da sie zastąpić, przyjaciółmi którzy ją znali... Pisze to i płacze, bo choć upłynęło trochę czasu, on zapewnia że nigdy nikogo nie kochał tak jak minie, mieszkamy razem a jej nie ma i już nigdy nie będzie nie umiem jeszcze uporać się z jego przeszłością...i nie wiem czy kiedykolwiek będę potrafiła.
|