Zadomowienie
Zarejestrowany: 2006-11
Wiadomości: 1 661
|
Sposoby walki z TŻtem -trutniem domowym
Witam wszystkie zmęczone niewolnictwem domowym Wizażanki
Wątek postanowiłam założyć gdy wdając się w dyskusję na wątku o kryzysie w zwiazku, odkryłyśmy z kilkoma dziewczynami że NIESTETY NASI KOCHANI TŻci TO W WIEKSZOŚCI PRZYPADKÓW STRASZNE TRUTNIE DOMOWE taka jest niestety prawda dlatego właśnie chcemy znaleźć najbardziej skuteczne sposoby na walkę z trutniem domowym.
Tak więc ja juz pisałam w wątku o kryzysie według mnie truteń domowy (oczywiście nie każdy) charakteryzuje się poniżej wymienionymi cechami:
-nie robią prac domowych (lub ewentualnie tylko gdy się ich uprosi ale niechętnie, nie robią nic sami z siebie)
-brud im nie przeszkadza (jak mi przeszkadza to przecież mogę sprzątnąć-kto mi broni?, i poza tym dlaczego sprzątam skoro on mi mówi żebym nie sprzątała i odpoczęła sobie i dlaczego ja na niego się drę skoro sama chciałam sprzątać? nikt mi nie kazał !!!!)
-baaardzo ciężko (oczywiście zawsze ciężej niż my) pracują w pracy i potem mogą już tylko odpoczywać, w weekend też oczywiście tylko odpoczywać, bo przecież cały tydzień ciężko pracowali
-ulubione słowa: jutro, zaraz, na pewno zrobię ale nie teraz, obiecuję zajmę się tym w przyszłym tygodniu (obiecanki te powtarzane są tak długo jak tylko się da póki nie doprowadzą nas do takiej furii w trzecim miesiącu oczekiwania że rzucamy mięsem lepiej niż szewc i wyprowadzamy się z domu/jego wyprowadzamy z domu)
-czułości tylko jak ten teges się zbliża i też nie za wiele, brak takiej codziennej adoracji partnerki, choćby małego kwiatka (zaczyna partnerke traktować jak kumpla)
-chęć towarzyszenia nam w naszych pasjach-0%
-oburzenie gdy my nie chcemy uczestniczyć w ich pasjach-100%
-generalnie zainteresowanie sprawami domu pozostawiają nam, mało ich obchodzą takie rzeczy. to jest kobiet domena i zapomnieli chyba że to może była domena kobiet jak kobiety nie pracowały zawodowo, ale to szczegół,
-zainteresowanie tym by jakoś fajnie spędzić czas razem-występuje bardzo rzadko, zrywami,
-generalnie reprezentują postawę „złapałem króliczka” i mogę teraz spocząć na laurach
I teraz metody jakie znamy:
-awantura (u niektórych działa, u mnie nie)
-olewka (czyli niezrobienie prac domowych tak żeby on zaczął robić) –ryzykowne, długotrwały proces, jemu brud nie przeszkadza
-zajęcie się sobą (czyli robimy coś dla siebie, wychodzimy z kumpelkami, idziemy gdzieś same, przestajemy być przyklejonymi do TŻta bluszczami) działa ale nie jest to jeszcze do końca zbadane
-prośby, groźby (nie zauważono by działały)
ZAZNACZAM, ŻE WĄTEK MA CHARAKTER HUMORYSTYCZNY, I TAK NALEŻY GO TRAKTOWAĆ-Z DYSTANSEM DO SIEBIE I TŻta, ŻE NIE WSZYSTKIE PONIŻSZE CECHY REPREZENTUJA WSZYSTKIE NASZE KOCHANE TRUTNIE-CECHY MOGA POJAWIAĆ SIĘ W RÓŻNYCH KONFIGURACJACH, ORAZ STOPNIACH NATĘŻENIA, NIEKTÓRE WCALE NIE WYSTEPUJĄ.
Bardzo proszę o nowe pomysły walki z trutniem i dodawanie punktów do charakterystyki, o wypowiedzi/sprawozdania z pola bitwy/wszelkie przydatne uwagi jak z trutniem walczyć.
Ja póki co zaczęłam stosowanie umiarkowanej olewki, i zajęcia się sobą, a mianowicie:
wczoraj np. wróciłam z pracy o 19 i mieliśmy obiad z wczoraj jeszcze, więc się pytam czy jest głodny-on że nie. Normalnie to bym się 100 razy dopytywała, czy na pewno, ale że przecież powinien cos zjeść, że to niezdrowo itp. i pewnie z tego przejęcia sama bym nie zjadła J a wczoraj poszłam do kuchni bez słowa odgrzałam sobie obiad i zajadam ze smakiem, nic nie mówię, wcinam sobie. Zawsze było tak, że ja raczej jestem gadatliwa a mój Miś oczywiście mruk, więc jak wracałam z pracy to zaczynałam swoja „nawijkę”, on z reguły ograniczał się do „aha”, „no” itp. ale wczoraj nic, jem sobie, no to on już trochę konsternacja ze nie namawiam go na obiad, ze nic nie gadam. Jak zjadłam to sobie zapaliłam, nogi na stół i gazetkę sobie przeglądam J zachowywałam się całkiem jak on. wieczorem normalnie zabieram się za krzątaninę-wczoraj nic. Garów w zlewie na maxa nawalone, pieprznik generalnie niezły, a ma przyjść wieczorem kolega Misia J a ja mówię jak już sobie zapaliłam że idę z psami na spacer i czy idzie z nami? A on że nie, bo ma też klient na chwilę przyjechać itp. oczywiście normalnie wiecie już pewnie że byłoby zaraz: ale dlaczego Misiu? A może jednak pójdziesz, zobacz, taka piękna pogoda i tego typu pierdoły, a teraz tylko rzuciłam-no to „nara” i wyszłam. Połaziłam sobie z godzinkę i wracam na chatę i znów na fotel J. Więc Miś rzuca że kolega zaraz będzie, a ja że to świetnie J i że się bardzo cieszę. I siedzę. Zaznaczam że Misia koledzy bardzo mnie lubią i fajnie się nam razem gada i spędza czas, wiec jak przychodzą to tak jakby do nas obojga. Kolega przyszedł, a ja zabrałam się za porządki. Misio co chwilę mówi-kochanie usiądź tu z nami, zostaw te porządki, chodź porozmawiamy sobie, no więc ja weszłam do pokoju gdzie sobie gadali i mówię przy koledze że gdyby pomagał mi w porządkach domowych to miałabym czas z nimi posiedzieć a tak to niestety nie mam i wyszłam … J Zawsze jak koledzy przychodzili to pytałam czy kawki chcą itp. a teraz Misio sam kawkę musiał zrobić. No i jak kolega poszedł to Misio zaczął mi pomagać w porządkach i mówi-widzisz jak ja ci pomagam w porządkach? Normalnie nic nie robi. J a jak myłam naczynia to podszedł do mnie i mnie tak przytulił sam z siebie J zaznaczam że raczej sam takich przypływów miłości nie ma J -i milutki był już cały wieczór jak miód, sam coś zagadywał bo ja się oczywiście cały wieczór ograniczyłam do 2-3 zdań.
A w zeszły weekend miałam imieniny i wcześniej mówiłam mu że chce w weekend iść z psami na wyprawę taką na cały dzień gdzieś nad wodę i czy idzie z nami-no to oczywiście mówi że nie bo on łazić bez celu nie lubi. Ok. myślę sobie. On oczywiście myślał że jak on nie pójdzie to i ja nie pójdę, ale się zaparłam i postanowiłam że idę. No i jak przyszło co do czego to sobie uprzytomniłam że w ten dzień mam imieniny (zawsze o nich zapominam) ale sobie myslę-nie no jak teraz zrezygnuję to wyjdę na mięczaka i będzie tak jak mówił Miś ze pewnie sama nie pójdę. Więc z rańca się zabrałam z moimi hienami, wzięłam też mamę i bratową i wróciłam o 19.00, nie dzwoniłam do misia ani razu, on raz zadzwonił i pytał kiedy wracamy to mu powiedziałam że nie wiemy bo tak fajnie jest. bawiłyśmy się super, tak się wyśmiałam że poliki to mnie bolały jeszcze następnego dnia J wróciłyśmy roześmiane, szczęśliwe itp. no i żegnam się z nimi przy furtce a Misio wychodzi i pyta: a szanowne Panie nie idą na tort imieninowy? No to nas zatkało, a one –oooo!!! tak idziemy ale najpierw się przebierzemy i poszły do siebie do domu-mieszkamy 3 domy od siebie. Ja wchodzę do domu a tam 2 torty –z owocami i kawowy-takie jakie lubię i Miś życzenia składa i że siedział w domu sam i czekał na mnie itp. no i pokroił torty i herbatkę zrobił dla nas wszystkich i przyszły mama i bratowa i siedzieliśmy sobie milutko i bardzo sweet był. Więc wychodzi na to że lekka olewka ich mobilizuje!! Ale nie wiadomo jeszcze na jak długo.
pozdrawiam serdecznie i zapraszam do dzielenia się doświadczeniem i wspieranie się nawzajem OCZYWISCIE PANÓW TEŻ PROSIMY O KOMENTARZE-NA PEWNO BĘDĄ BARDZO CENNE, KTO BOWIEM LEPIEJ WYJAŚNI NAM JAK ZROZUMIEĆ MĘŻCZYZNĘ NIŻ ON SAM ? 
Edytowane przez Thorgal1980
Czas edycji: 2009-08-11 o 09:52
|