poparzenie kwasem pirogronowym:(
Witam serdecznie!
Dziś nałożyłam sobie na twarz kwas pirogronowy. Gotowy z fiolki, Clareny, stężenia 25%. Był to mój drugi raz. Pierwszy raz trzymałam jakieś 3 min., właściwie nic się nie działo. Dziś 5 min. Zneutralizowałam neutralizotorem, jaki kupiłam razem z kwasem. Szczypało, ale pomyślałam, że takie igiełki to przecież to. No i jak to zmyłam, to w niektórych miejscach skóra już była biała, zlazła i została na waciku. Głównie na brodzie i koło nosa. Na szczęście miałam tę słynną lanolinę z Rossmana i nałożyłam chyba z pół tubki. Pomaga. Siedzę więc w tej lanolinie, czerwona jak burak (głównie strefa T), delikatnie piecze, ale da się żyć. Jak znów przypecze, znowu nakładam warstwę, bez tego nie wytrzymuję.
Jak mniemam, jest to po prostu poparzenie.
Czy coś mogę zrobić jeszcze?
Dermatolog? Kupić Panthenol?
Jak to się skończy?
Obstawiam strupy.
Ale mam nadzieję, że jakiś blizn nie będzie.
Pocieszcie mnie, pls.
Głupia byłam, że tak długo trzymałam, w dodatku pomijając fakt, że jestem w ciąży.
|