Witam dziewczynki pod wieczorkiem.
Dzisiaj zrobiłam sobie wagary,bo nie chce mi się już chodzić do szkoły.Poza tym byłam na plotach u kumpeli i wyszłam normalnie załamana.
Nasza znajoma starająca się o dziecko już dość długo (kilka lat),poroniła już 3 razy (tj.zarodek umierał w 12/13tc).Miała czyszczenie w PL robione po poronieniu i to wszystko.Starała się dalej.Po 1,5roku zaszła znowu w upragnioną ciążę

,z mężem byli najszczęśliwsi na świecie.W PL dali jej leki na podtrzymanie ciąży i przyjechała do DK znowu do domu.Nie ma to jak polscy lekarze

.W tygodniu był u niej chyba 13tc i scaning.No i lekarz informuje,że dziecko ma 20% uszczerbku na zdrowiu i prawdopodobnie będzie miało zespół downa (to raczej na pewno).Ona decyduje się urodzić,bo bardzo chce to maleństwo.OK,lekarz bada dalej.Bo w DK już przy takiej diagnozie dunki raczej decydują się na przerwanie ciąży,co w DK jest full legal.Lekarz bada malucha dalej i się okazuje,że jest tragedia

.Dziecko ma poważne wodogłowie,nierozwinięty kręgosłup i kończyny dolne maleńkie.Jedyne co było z dzieckiem wporządku to rączki

.Okzauje się,że zamiast 20% uszczerbku na zdrowiu dziecko ma 80%

.Ona jednak widzi bijące serduszko i ruszającą się postać człowieczka.Ale czy to po takich deformacjach był człowiek.Nie wiadomo nawet czy ma to dziecko mózg?
I teraz pytanie co dalej

.Ona w szoku,zapłakana ale chce urodzić bo tak długo czekała na to maleństwo.Lekarz prosi aby oddech wstrzymała,a dziecku serduszko coraz wolniej biło.To ona utrzymuje przy życiu swoje maleństwo swoim oddechem.Lekarz proponuje usunięcie ciąży.Bo nawet nie wiedział czy to dziecko da się donosić i czy będzie żyło.A trafiła na wybitnego specjalistę w dziedzinie położnictwa

.Lepiej teraz niż np.w 6 miesiącu rodzić już sn to dziecko i widzieć go u jego kalectwo.Nie dawał żadnych szans na to,że dziecko przeżyje.
Zgodziła się na zabieg

.Dzisiaj właśnie miała robiony.Najpierw tabletką powstrzymywali wydzielanie hormonów ciążowych,a potem podali inne poronne.
Dzidzia po aborcji idzie do zbadania,aby dowiedzieć się co jest przyczyną tego,że jej dzieci w 12/13tc umierają.A to nie umarło samo,bo brała leki na podtrzymanie jej.Gdyby nie one to też by umarło naturalnie,a nie w ten sposób.
Bardzo mi przykro,że takie rzeczy się w ogóle zdarzają

.
Chyba spać nie będę mogła przez tego małego biednego już aniołka

,którego serduszko jeszcze dzisiaj biło.Współczuję jej okropnie

,ale ona już wie że będzie miała szanse na kolejne zdrowe dziecko.Trzymam mocno kciuki za jej powodzenie
[']
