musze sie wygadac
musze sie wygadac a moze potrzebuje rozgrzeszenia ach nie wiem
otoż kilka tygodni temu moj tz powiedzial ze nie chce jechac na zaplanowanego juz duzo wczesniej sylwka, przekonywal mnie ze ma dosc tego typu wyjazdow , picia etc. no ja po dluzszym zastanowieniu powiedzialam ok nie jedziemy on w alternatywie mial poszukac jakiegos balu sylwestrowego a pod koniec stycznia mielismy sie we dwojke wybrac na wakacje. prosilam go wielokrotnie zeby poinformowal wszystkich ze my nie jedziemy ale jak sie okazalo nie zrobil tego.Przedwczoraj oznajmil mi ze musimy jechac na tego sylwka bo wyjazd jest zarezerowany na 25 osob a 10 chce tylko jechac . Poklocilicmy sie ostro ale wieczorem bylo dobrze aczkolwiek ja powiedzialam ze nie chce jechac ze teraz sadzi mi wyj**** i musimy o tym jeszcze pogadac.wczoraj przyszedl powiedzial o ktorej wyjazd i poszedl znowu mega klotnia, powiedzial ze jak ja nie pojade to on i tak pojedzie -ja mu na to odp. ze jak pojedzie sam to nie ma do czego wracac. dzisiaj rano jak gdyby nigdy nic ze wyjazd jest w poludnie, znow klotnia ze ja nie jade pozniej ze on nie chce zebym juz jechala,doszlismy do porozumienia, ale poprosilam go zeby sie nie upil ale sie nie zgodzil na takie rozwiazanie no to znowu wixa... klocilismy sie dlugo przez smsy i telefonicznie az w koncu padly slowa ze bedzie lepiej jak sie rozstaniemy (z jego ust) suma sumarum pojechal sam, totalnie mnie zatkalo.
Edytowane przez asia 90
Czas edycji: 2010-05-21 o 18:40
|