Żeby nie było za miło,kilka chwil temu pokłóciłam się ze swoim TŻ:-(Jak on mnie czasami denerwuje,to głowa mała.
Dostałam na gwiazdkę od teściowej przyszłej blachę do ciasta i książeczi kucharskie

I to był TŻ'a pomysł,żebym się przyzwyczajała co mnie czeka

Uśmiałam się bardzo,jak to dostałam,ale teraz nie za bardzo wiem co z tym zrobić,no bo niby trzeba będzie jakieś ciacho zrobić,tylko,że ja nic w życiu nie upiekłam...moja mama też niewiele,każdy w mojej 3 osobowej rodzince jest tak zapracowany,że nie ma czasu na pieczenie,gotowanie.Tata się stołuje w jadłodajni,troszkę w domu,mama na mieście i u babci,a ja to różnie,obiadki to z reguły są rzadkością,gdyż ja nie umiem i zbytnio nie lubię gotować(moje 4 imię to Leniwiec) i mi się nie chce,bo ja lubię być doceniana,a co tu doceniać skoro żurek mi nie wychodzi,a bita śmietana na ciasto się nie ubija, lub zważa:-(
No i mi TŻ dowalił,że dzisiaj była u niego w domku narzeczona z jego bratem ciotecznym i przywiozła im super ciacho,włąsnoręcznie zrobione...I ,że powinnam brać z niej przykład jak powinno się dbać o dom.Ale się zezłościłam...ale w sumie to troszkę w tym racji chyba ma,bo ja nienawidzę obowiązków domowych i wskazywania kobiecie miejsca w kuchni,a on to właśnie robi,bo jego mama taka jest.Rano synusiowi kanapeczki do pracy,potem dzwoni do niego zeby był punktualnie na obiadek,który ona zrobi,potem kolacyjka.To ich życie mnie dobija...ja lubię spontan,coś innego,a nie że obiad ma się jeść o tej i o tej a kolację o tamtej,nawet jak się głodnym nie jest i jej temat głównie to takie ciasto,takie kotlety.Aż zle mi się robi na to.
A on usiądzie wpatrzony w ten swój komputerek i tylko mu jedzonko przynosić i nie daj Boże przeszkadzać.A jak pytam czy takie będzie nasze małżeństwo,to odpowiada,że nie.Jasne,z doświadczenia innych wiem,że poślubie niewiele się zmienia i skoro teraz jest tak,to potem niewiele się zmieni.Cyc mamusi jeden!!!