Napisane przez arkadius06
witam wszystkich. chciałbym sie podzielic z Wami moją historią...
to wszystko zaczęło sie dawno, bo 14 lat temu. w ostatniej klasie podstawowki, doszła do nas do klasy, nowa dziewczyna. szybko sie skumplowalismy a nawet zaprzyjaznilismy ( jesli mozna wiedziec co to przyjazn w wieku 15 lat ). czesto spedzalismy razem czas. pod koniec roku szkolnego, ona zaczęła zachowywac sie troche dziwnie a potem wyjechała na wakacje. po ktorych mielismy sie spotkac i pogadac. w miedzyczasie dowiedziałem sie, ze ona zakochała sie we mnie i miała mi to wyznac po powrocie z wakacji. ja tez cos wiekszego do niej czulem ale nie potrafilem tego zdefiniować.
gdy wrociła, umowilismy sie na spotkanie. i gdy do niej szedłem, na moich oczach, potrącił ją samochód.... chwile pózniej umarła mi praktycznie na rękach...
wrocilem do domu. nie odzywałem sie do nikogo przez pare dni. rodzice nawet nie spytali, czy cos sie stało.od tamtego czasu poczułem, ze tak naprawde ich nie interesuje.
najwazniejsze jest jednak to, ze wytworzyła sie wtedy we mnie blokada. obiecałem sobie, ze juz nidy nie dopuszcze do siebie zadnej dziewczyny. zeby znowu to tak nie bolało.
i tak sobie zyłem. minęło liceum, studia a ja nie dopuszczałem do siebie zadnej z kobiet, które sie mną interesowały. i nie czułem nawet takiej potrzeby.
az w zeszłym roku poznałem Ją. zaczelismy sie spotykać. angazowałem sie powoli, nie widujac sie z nią za czesto. na randkach było fajnie. ale ja nie teskniłem, nie czułem chęci czestych spotkan ( widywalismy sie raz, czsem dwa razy w tygodmiu ). wszystko zpowodu ww. blokady i lękow przed prawdziwą bliskoscia.
spotykalismy sie głownie na miescie a takze u niej. u mnie, z ww. powodów a takze z powodu konfliktu z rodzicami nie bylismy. ona o tym konflikcie wiedziała, wiec na to nie naciskała.
cos we mnie powolutku kiełkowało, choc balem sie tego.
z czasem zacząłem myslec, ze moze byc osobą, ktorej kiedys wyjawie swoja wielka tajemnice, otworze sie w pelni.
niestety, nie zdazyłem. zerwała, bo jak powiedziała, nie stworzylismy wiezi, nie chciałem jej wpuscic do swojego zycia.
gdy mi to oznajmiła, rozkleiłem sie. ale nie mogłem powiedziec o mojej traumie. nie potrafiłem. myslalem, ze skoro angazowałem sie powoli, spotykałem nie za czesto, to nie bede bardzo ciepriał. pomyliłem sie. od rozstania minęły 2 miesiace. a ja kazdym dniem, mysle o niej coraz bardziej.
obwiniam sie, ze nie poczułem tęsknoty checi widywania sie czesto. tka, jak kazdy normalny człowiek. co raz bardziej zdaje sobie sprawe, ze straciłem cos wielkiego.
mam z nia jaki taki kontakt smsowy (mieszkamy ponad 50km od siebie ).
w koncu postanowiłem, ze spotkam sie z nią i powiem wszystko. i poprosze o powazna szanse dla nas. bo teraz nie bedzie jak wczesniej. bo zaszlawe mnie wielka zmiana. bo teraz juz jestem gotow na bycie z kims na full.
bardzo chciałbym zbudować z Nia zaufanie.sprawić, by ta rozmowa do Niej dotarła. by coś zmieniła. nie wyobrazam sobie, ze będe mógł sie otworzyc w podobny sposob przed kims innym. i wiem, ze znowu nie wiadomo jak długo będe sam. albo będe zkimś tylko na krótko.
kompletnie nie wiem, jak Ona sie zachowa. boje sie, ze uzna, ze juz za pożno, ze miałem szanse by sie otworzyć ale ją zmarnowałem. a wtedy to moje serce napewno pęknie i będzie to drugi największy cios w moim zyciu. ostateczny.
i bardzo sie tego boję...
co o tym wszystkim myslicie ?
pomózcie prosze...
|