Zakorzenienie
Zarejestrowany: 2009-04
Lokalizacja: Neverland
Wiadomości: 5 651
|
Dot.: Nie chcę żyć bez niego...
Facet także zachowuje się jak rozkapryszony dzieciak ... A Autorka się z nim drażni, że coś tam sie dowiedziała o nim, ale nie powie odrazu ... Ile Wy macie lat?
Cytat:
Witam Wizażanki!
Jestem załamana... Czuję, że dziś zawalił się mój świat, muszę się kogoś poradzić, wysłuchać opinii osób postronnych, więc proszę o nie...
A więc od początku. Kilka miesięcy temu poznałam fantastycznego faceta, z którym szybko zaczęło mnie coś łączyć, pomimo dystansu, który starałam się utrzymać, by nie zawieźć się na mężczyźnie po raz kolejny. Spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu i byliśmy pewni, że możemy już określić swoje uczucia. Po jakimś czasie wyznaliśmy sobie miłość i byliśmy bardzo szczęśliwi. Ale nikt nie jest idealny, więc i u nas zdarzały się kłótnie. Zapewne to przez zawód miłosny po 3-letnim związku zrobił się trochę większym zazdrośnikiem i to także powodowało u nas kłótnie. Ale nigdy takiej jak ta ostatnia...
Byliśmy wtedy kilkadziesiąt km od siebie i długo się nie widzieliśmy. Powiedziałam mu, że spędzę noc poza domem, a gdy następnego dnia dowiedział się, że byłam z facetami, wściekł się. Nie znał szczegółów, ale mimo to... Długo trwały kłótnie i nieodzywanie się z tego powodu. Nawet bąknął coś o rozstaniu, gdy do niego zadzwoniłam, że "może tak by było lepiej...". Ale raczej nie był przekonujący, więc zapytałam, czy na pewno tego chce, czy to puste gadki. Od razu zaprzeczył, że absolutnie nie chce. Za kilka dni zadzwoniłam i opowiedziałam, jak dokładnie było z tymi facetami. Potwierdził, że wcale nie było o co się tak wściekać, a mówił te głupoty, bo " jak usłyszał, że jego dziewczyna imprezuje z innymi kolesiami... ". Okej, zatarliśmy tą sprawę. Znowu było jak dawniej. Codziennie, w niemalże każdym smsie i rozmowie powtarzał, jak bardzo mnie kocha i tęskni. Śmiał się, żartował, był tym słodkim Kochaniem. Ale... coś się z nim jednak stało, nie potrafię tego wyjaśnić. Zawsze był nerwowy, ale żeby aż tak? Już mówię o co chodzi. Ostatnio rozmawialiśmy przez telefon, wymknęło mi się coś o tym, że dowiedziałam się o nim "fajnych" rzeczy. Zaraz potem powiedziałam, że porozmawiamy o tym jak przyjedzie do naszego miasta. Nie chciał się na to zgodzić, chciał koniecznie wiedzieć, czego się dowiedziałam. Postawiłam na swoim - nie będę rozmawiać o czymś takim przez telefon. Wczoraj nie chciał już porozmawiać ze mną, a codziennie po jego pracy wieczorem rozmawialiśmy. Napisał czy powiem mu czego się dowiedziałam. Obiecałam, że już za 2 dni. Odpisał, że ma już dość, nie będzie się odzywał i nie przyjedzie do naszego miasta (jego praca zaczyna się dopiero w 2. połowie lipca). Zabolały mnie takie szantaże. Poczekałam do dziś. Napisałam do niego, odpisał, że mu nie przeszło, nie ma ochoty ze mną rozmawiać i nie przyjedzie! A czekam na niego kilka tygodni... Nasze wspólne wakacje mijają, wyjazdy szlag trafia... Odkąd wyjechał tyle kłótni, taki ból... Nie wytrzymałam dziś, zapytałam w sms'ie czy mnie kocha. Odpisał, że tak. Czy przyjedzie? Napisał, że nie. I pa. Bolało, ale walczyłam, chciałam wiedzieć, dlaczego. Dowiedziałam się, że nie, bo nie i tyle. Napisałam, że chyba chce naszego rozstania, On zaprzeczył. Postanowiłam, że muszę w końcu coś zrobić z tym bólem, że On nie może mi go tyle zadawać skoro mnie kocha. I napisałam mu wszystko, co leżało mi na sercu, megadługiego smsa, bo telefonu nie chciał odebrać. Najważniejsze co napisałam w tym smsie było to, że jeśli jest jak mówi i mnie kocha, to przyjedzie i wszystko będzie dobrze, a jeśli nie, to wiadomo... Niech wybierze, co dla niego najlepsze. Napisał tylko, że nie przyjedzie. Nie mogłam w to uwierzyć, odpisałam tylko, że w takim razie między nami koniec...
Minęło tylko kilka godzin, a ja nie mogę uwierzyć w to, co się stało... Wiem, jaki On jest. Już tak było kilka razy. Wkurzał się, ja przestawałam się odzywać, a On groził, że jeśli się nie odezwę, zabije się, bo tak bardzo mnie kocha, nie istnieje beze mnie, jego życie nie ma sensu, że jestem dla niego wszystko. Był załamany, a jeśli tylko poczuł, że mogłabym z nim zerwać, panikował. Nie wiem, czy to zmieniło się odkąd wyjechał? Boje się, że jak będzie już musiał wrócić do miasta, odezwie się do mnie, bo będzie samotny(to nie jest jego rodzinne miasto) i będę mu potrzebna tylko na zabicie samotności. Sama nie wiem co już o tym myśleć, nie mam ochoty żyć bez Niego... W końcu poczułam, że znalazłam drugą połówkę i co, skończy się to z takiego powodu? Nie chcę w to uwierzyć, nie mogę...
Co Wy o tym myślicie? Błagam, pomóżcie mi jakoś psychicznie z tego wyjść...
|
__________________
Cytat:
Napisane przez WhiteCherry
mnie jedynie rozwala zawsze taki pogląd - wszędzie na zachodzie jest świetnie, krainy mlekiem i miodem płynące, tolerancja i dobry gust w każdej dzielnicy, a w tej Polsce to sam zaścianek i ludzi na Vogue'a nie stać 
|
Edytowane przez Lady in Blue
Czas edycji: 2010-07-04 o 02:00
|