Przyczajenie
Zarejestrowany: 2011-01
Wiadomości: 3
|
Samotnośc wysysa ze mnie życie
Witam Wizażanki
Zaglądam na ten portal bardzo często, ale nie trafiłam na wątek, który chce teraz poruszyć. Mam nadzieje, że poradzicie mi coś, bo jestem na skraju depresji.
Jestem już na 3-cim roku studiów i jestem straszliwie samotna. Niektóre z Was pisza, że sa bardzo samotne, bo nie mają znajomych, ale maja TŻów, albo mają super znajomych, ale brak miłości etc, ale czy jest na tym forum, któś, kto nie ma nikogo, czy byliście kiedys w takiej sytuacji?
Nigdy nie byłam otoczona wianuszkiem znajomych. Mam swoje dośc dziwne dla niektórych przekonania. Lubie się bawic, ale z umiarem i bez alkoholu. Miałam zawsze kilka koleżanek, raczej takich szkolnych, ale wiecie, kiedy człowiek nie idzie gdzieś sam, tylko ma u boku kogoś znajomego, od razu pewniej się czuje. Ja już nie pamiętam, żebym gdzies wychodziła, czy jechała z kimś znajomym np. pociagiem. Nie dostaję od nikogo smsów, ani życzeń świątecznych. Najgorsze jest jednak to, że taki stan rzeczy nie leży w mojej naturze, nie jestem typem samotnika. Gryzie mnie ten stan cały czas, bo nie wiem, co robię źle, że ludzie nie chcą się ze mną przyjaźnić. Jestem wesoła, pomocna, raczej nieśmiała, zawsze pierwsza staram się zagadać. Ale zawsze pierwsza wychodzę z inicjatywną i z reguły jestem odrzucana. Byłam u dwóch psychologów, bardzo dennych, którzy nie potrafili mi pomóc. Musze teraz mieszkac z obcymi, bardzo imprezowymi dziewczynami, które sa z zupełnie innej bajki i patrza na mnie jak na kosmite. Nikt do mnie nie przychodzi, nigdzie nie wychodze wieczorami. Wyjśc sama? Nie mam odwagi. Jak miałabym się zachować? Usiąśc sama przy barze, albo dosiąść się do obcej paczki. Mam już od dwóch lat tak jakby depresje. Chciałabym wziąść się w garśc, ale jak? Nie mam nawet jednej koleżanki z którą mogłabym wyjść, żeby poznac innych ludzi. Boję się, ze mimo moich 22 lat jest już za późno, żeby kogos poznać - ludzie pogrupowali się w paczki w LO albo na I roku. Nie mam wielkich wymagań - nie szukam wielkiej miłości czy przyjaźni, chciałabym tylko mieć z kim pogadać, bo interesuje mnie wiele rzeczy a nie mam z kim podzielić się moimi wrażeniami. Ze starymi szkolnymi znajomymi nie mam kontaktu, bo to oni zazwyczaj zrywali kontakt(sić!) Nie sądziłam, że spotka mnie kiedyś coś takiego, ze będę sama jak palec. Przepraszam za ten megadepresyjny post, ale nie wiem, co mam robić i chce mi się płakać. Poradzicie mi coś? Jest dla mnie jakaś nadzieja?
Pozdrawiam
|