Ja w moim TŻ zmieniam jedynie to, żeby nauczył się ROZMAWIAĆ. z domu wyniosl markotnosc, opryskliwosc i zycie "kazdy sobie". Fakt, u mnie, ze mna jest prawie dobrze, ale jak ma zly humor, to jak grochem o sciane. I nie da sie do niego w zaden sposób dotrzeć. Do tego jest cholernie wybuchowy i nie panuje nad zloscią. Uczymy sie oboje nad tym u niego panowac.
Nie, nie zdarzylo sie, ze zrobil cos zlego, ale nie lubię takiego zachowania. jednak zauwazylam ze i u mnie to zaczelo sie udzielac

Staram sie namówić TŻ do wspolnego dbania o mieszkanie. Podział obowiązków. "ja robie obiad, to ty pozmywaj naczynia"
"ja odkurzam, myje podlogi, ty scierasz kurze". Ja prasuje, ty chowasz ubrania na miejsce.
Owszem, sa rzeczy ktorych on nie potrafi, i nawet go tego nie uczę. Wole zrobic sama. Tak samo jak sa rzeczy, do których on nadaje sie lepiej niz ja. i wiem, ze moglabym sama to zrobic, to jednak TZ wysylam do tej pracy (np. naprawienie szyflady, przykrecenie kilku srubek...).
Nienawidze jak ja zaczynam sprzątac a on sobie lezy wygodnie na tapczanie :[ krew mnie zalewa
czego nie moge go nauczyć. ubrania potrafi rzucic byle gdzie w kąt. Nie potrafie go nauczyc zeby je zlozyl i odlozyl gdzies na bok. Balagan w ciuchach mu nie przeszkadza wiec nie wiem jak z tym walczyc. Co jeszcze.
Skarpetki... ma tylko ciemne, nie znosi jasnych. A ciemne rzeczy nie sa prane czesto, ze wzgledu na takowych brak. I chodze za nim i proszę, ze jak po pracy się kąpie, zeby wzial proszek i je namoczył albo przeprał. NIE. dwa lata juz tak. Czasem i mama mnie podziwia za cierpliwosc
