Dot.: Miłość mojego życia sie żeni...nie ze mna:(
Byłam w podobnej sytuacji kiedyś - z panem młodym nigdy co prawda nie byliśmy razem ale ja byłam w nim zakochana i on doskonale o tym wiedział. Masochistka ze mnie, bo poszłam na ślub i poszłam na wesele. Nie było to aż tak straszne, bo odkąd dowiedziałam się o jego planowanym małżeństwie starałam się wybić go sobie z głowy - skutecznie jak widać. Po ślubie złożyłam im życzenia, wycałowałam, wyściskałam, na weselu byłam z dobrym kumplem, który starał się jak mógł żebym się dobrze bawiła, z powodzeniem zresztą. Ten ślub był dla mnie zamknięciem pewnego etapu w moim życiu. Nigdy potem go nie widziałam ani z nim nie rozmawiałam, a teraz myślę tylko z lekkim sentymentem.
__________________
"Bynajmniej" nie znaczy "przynajmniej"
|