Przyczajenie
Zarejestrowany: 2010-01
Lokalizacja: Miasto zamieszkania - wieczna zmienna.
Wiadomości: 29
|
Intymnie nieseksualnie
To już stało się jak w filmach, kiedy pisarz bez weny próbuje zapisać kolejne to kartki papieru, by w końcu przelać na nią właściwą myśl. Kwadransy spędzone przy tym okienku, by w efekcie znów utworzyć nową przestrzeń na odpowiednio trafną myśl, byś Ty mój drogi Czytelniku mógł bez problemu wczuć się w moją osobę i skutecznie wyprowadzić mnie ze stanu w jakim się znajduję. Nie ciągnąc tego w nieskończoność napiszę krótko - nie lubię kobiet, choć sama powoli i niezdarnie wkraczam na drogę, którą ośmielę się już tak siebie nazwać. Nieważne czemu, ważne jak z tego wybrnąć. Długi czas nie przeszkadzał mi ten stan. Bywając w towarzystwie zawsze odczuwałam do kobiet/dziewcząt niechęć, niepotrzebny kontakt, aż w końcu bycie ponad nimi. Bo? Przez swoją niechęć do nich, nie spotkałam nigdy k/d, która zaimponowała mi swoim intelektem, błyskotliwością, poczuciem humoru. Zawsze wydawały mi się, że są z dziwnym rozumowaniem. To tak jak chłopczyk z przedszkola, który nie chce usiąść koło koleżanki z grupy, bo 'dziewczyny są głupie'. Wraz z tą niechęcią była (lub wciąż jest, czego określić nie potrafię) niechęć do siebie samej, właśnie z powodu swojej płci. Czasem żartuję, że żałuję, że nie urodziłam się chłopcem, ale jednak w dużym stopniu cieszę się, że jestem kimś bliższym w stosunku do mężczyzn nie tracąc w sobie chęci bycia kobietą. Czuję tą kobietę w sobie, nierzadko wychodzi instynktownie ze mnie, ale sama świadomie nie potrafię tego kontrolować. Dziś nadszedł dzień, kiedy zaczęło mi to w końcu przeszkadzać, że jestem nadzwyczaj wyrozumiała dla męskiego punktu widzenia, że nie spędzam wystarczająco tyć więcej czasu w sklepach, że zrodziła się potrzeba by tam po podglądać jak dziewczyna się zachowuje, poszukać 'damskich rzeczy', które odzwierciedlą mnie, żeby kobieta w końcu wyszła świadomie na zewnątrz. Nie chcę już skupiać się tylko i wyłącznie na ładowaniu tych tak potrzebnych mnie 'mądrości', bez już większego skupiania się na intelekcie, bo zostanę zubożonym psychicznie dziwadłem, które na starość skończy jako intelektualny obojnak. Tak, brakuje mi kobiety, brakuje mi tej przyjaciółki z filmów, która jak dziecku wszystko pokaże i nauczy od nowa. Cel ten do prostych nie należy. Moje wymagania są dość duże, bo nie chcę by moją mentorką była k/d, przy której stracę, cokolwiek miałabym stracić. Mentorka, jak to cholernie trafnie brzmi. Tylko do cholery nie wiem czego od Ciebie Czytelniku chcę. Moja myśl została przelana, niecała, chaotyczna ale sens został zachowany. Tylko zrób coś z tym, a moja wdzięczność będzie sławić Twe imię po wieki. ;] Z wyrazami szacunku i pełnych oczekiwań, sanchez.z.
|