Przyczajenie
Zarejestrowany: 2011-08
Wiadomości: 19
|
Czy to normalna kolej rzeczy??
Witajcie, chcialabym opisac Wam moja historie i poradzic sie jednoczesnie jak to wyglada u Was. Czy jest to normalne i jak sobie z tym radzic. Zaczne od początku.
Poznalam mojego K. 11 miesiecy temu. Bylam wtedy po rozstaniu z poprzednim chlopakiem, ktory totalnie nie pasowal do mnie, wiec K. spadl mi jak gwiazdka z nieba. Prawde mowiac gdy go poznawalam, powinnam byc na weselu z bylym, jednak tamten rozegral to tak jak rozegral i dzieki temu spedzilam 11 najszczesliwszych miesiecy mojego zycia.
Z K. od razu wpadlismy sobie w oko, jednak ja bylam bardzo ostrozna. Nasza milosc wybuchla jakies 2 miesiace od pierwszego spotkania. Przynajmniej z mojej strony, bo K. twierdzi, ze on zakochal sie od pierwszego wejrzenia 
Wszystko bylo jak w bajce, spedzalismy razem mnostwo czasu mimo natloku obowiazkow. Gdy sie spotykalismy, caly czas sie przytulalismy, okazywalismy sobie milosc, wrecz nie moglismy sie od siebie odkleic. Jak juz napisalam bylam przeszczesliwa. Bylismy w ferie w górach, podczas spedzanego razem tyg ustalalismy jak damy na imie naszym dzieciom, jak bedzie wygladal nasz dom. I to zazwyczaj od niego wychodzily te rozmowy i plany.
Przyszedl maj i zaczelo sie. Oboje dostalismy prace, jestesmy jeszcze studentami, wiec nie bylo latwo. Ja pracowalam w weekendy, ale K. godzil prace na caly etat i studia dzienne. Do tego doszla mu obrona pracy, egzaminy na studia i w ogole byl to ciezki czas. Mielismy tego czasu dla siebie coraz mniej. Ale mimo wszystko jakos zawsze udalo nam sie spotkac. Przynajmniej raz w tyg. Zawsze bardzo mocno nakrecaja mnie te spotkania. Zauwazylam, ze nasz kontakt zacząl troche slabnac. On calymi dniami w pracy, potem dom, chwila czasu dla siebie. Ja w wakacje wyjezdzam do domu - 100 km od niego. Ale gdy jestem to nie odczuwam, ze ma jakies wielkie parcie na spotkanie. Tlumacze to jego przemeczeniem, chociaz nie pisze juz do mnie tyle co na poczatku. Wydaje mi sie, ze skonczyla mu sie faza mega zakochania. Wczesniej powtarzal mi w kazdym smsie, ze "leci na mnie" a teraz prawie wcale. Czuje, ze moge go troche osaczac, ale wydaje mi sie, ze jak komus na kims zalezy to chcialoby sie z nim spedzac caly czas. Czasami mam wrazenie ze on ma mnie dosc. Z drugiej strony o czym mozna gadac 24/dobe i ciagle z ta sama osoba? Niby sobie to jakos tlumacze, ale boli mnie, ze sa dni ze nasz kontakt konczy sie na 2 smsach dziennie. Czy takie ochlodzenie w zwiazku jest normalne? Dodam, ze jak sie spotykamy, to okazuje mi uczucia: caluje, przytula... Nie az tyle jak na poczatku, ale nie moge powiedziec ze wcale. Wiem, ze nie ma zadnej innej, bo nie jest typem przebojowego casanovy. Fakt, ma kolezanki, ale wszystkie sa zajete. Ostatnio nie wytrzymalam i przejrzalam mu telefon i zoabczylam, ze umowil sie z jedna koelznka ze studiow na obiad i nawet mi nic nie powiedzial ;/ przykro, ale nie moge sie ujawnic, ze to wiem. Zabolalo mnie tez jak zobaczylam, ze przez ostatnio tydizen wymienil z nia wiecej smsow niz ze mna. Ta dziewczyna ma chlopaka od 5 lat, sa fajna para, zna mnie, ja znam ja i mam nadzieje, ze to tylko taka przyjaźń. Czuje ze problem tkwi po mojej stronie, po prostu uzaleznilam sie od niego. Obsesyjnie mysle co robi, z kim jest. Pomóżcie... Przepraszam za chaos wypowiedzi.... bede dopisywala co trzeba, jezeli ktoras z Was postanowi przebrnac przez moj problem
|