Wizaz.pl - Podgląd pojedynczej wiadomości - Żony 2011 :)
Wątek: Żony 2011 :)
Podgląd pojedynczej wiadomości
Stary 2011-08-29, 23:03   #243
dalenka8
Zakorzenienie
 
Avatar dalenka8
 
Zarejestrowany: 2010-04
Wiadomości: 4 319
Dot.: Żony 2011 :)

W sobotę po 7, zjadłam małe śniadanie, wzięłam prysznic i poszłam do fryzjera. Po drodze wstąpiłam do kwiaciarni po bransoletki dla druhen i kwiatek do włosów. U fryzjera była już moja mama, cała zestresowana . Fryzjerka zaczęła mnie czesać, miałam ponad 2 godziny do przyjazdu wizażystki i fotografa. Kilka razy zaczynała prawie od nowa, bo coś jej się nie podobało, więc zaczęłam się bać . Efekt był zupełnie inny, niż chciałam, ale byłam w miarę zadowolona :P. Przyszłam do domu, po paru minutach przyszli jednocześnie fotograf i wizażystka. Zaczęło się malowanie i fotografowanie przygotowań. Fotograf robił zdjęcia obrączkom, a mój kot oczywiście władował się na łóżko obok tych obrączek i ma całą sesję . W ogóle będzie sporo zdjęć zwierzaków- bardzo się cieszę . Po 11 przyszła moja świadkowa, spytała, czy ja w ogóle się nie denerwuję, czy tak dobrze udaję :P. Była bardzo przejęta . Potem było ubieranie... Tu też się wciskały zwierzaki- mój drugi kot będzie miał sesję z welonem . Z okna widziałam, jak znajomi przyszli bramę robić i jak podjechał nasz samochód... A potem... M. przyszedł po mnie . Widziałam zachwyt w jego oczach, powiedział "Wow, jaka Ty jesteś... PIĘKNA! Czyli dobrze wybrałem" . On też wyglądał bosko . Pojechaliśmy pod kościół, samochód, który był niespodzianką od znajomych, był pięknie przystrojony i super wygodny. Wysiedliśmy, świadkowie poszli podpisać dokumenty, my witaliśmy się z całą rodziną i znajomymi. Przyszło też parę osób specjalnie na ślub, co mnie bardzo ucieszyło . Wszyscy robili nam zdjęcia i filmowali nas, mówili jak pięknie wyglądamy. Była prawie 14, ustawiliśmy się przy wejściu do kościoła, świadkowa poprawiała mi tren i welon. Organista zaczął grać, a my ruszyliśmy w stronę ołtarza. Uśmiechałam się do wszystkich gości, dopóki nie zobaczyłam w pierwszej ławce babci i mamy- ścisnęło mnie w gardle i momentalnie zachciało mi się płakać, że nie ma z nami taty... Opanowałam się jakoś, usiedliśmy... TŻ szepnął, że przecież mieliśmy uklęknąć, więc to zrobiliśmy . Słyszałam, jak wali mi serce z przejęcia... NAGLE uprzytomniłam sobie, że zapomniałam..........
założyć sweterka! A specjalnie go kupiłam i wzięłam (z tym, że moja mama go miała w czasie jazdy- żeby mi za ciepło nie było- i nikt o tym nie pamiętał ). Okryłam szybko ramiona welonem, był gęsty, więc CHYBA nie było najgorzej .

Zaczęła się msza, okazało się, że organista tak fałszuje, że nie wiem, jaką pieśń śpiewa . Kazanie było o perle jako metaforze miłości, całkiem fajne . Potem przyszedł czas na przysięgę. Stanęliśmy naprzeciwko siebie i zobaczyłam szklane oczy TŻta- był taki wzruszony i przejęty . Nie pomyliliśmy się w przysiędze, choć w momentach, przy których mogłam się pomylić chciało mi się śmiać i to widać oraz słychać . Patrzyliśmy się na siebie i uśmiechaliśmy się, przysięgając sobie te wszystkie piękne rzeczy i nakładając obrączki. Potem podpisałam się po raz ostatni jako Panna K. Wyszliśmy z kościoła, z dwóch stron wystrzelili w nas tubami z płatkami, prawie dostałam zawału ze strachu . Potem posypały się grosiki, dzieciaki pomagały nam zbierać, trochę to trwało . Potem wspólne zdjęcie i życzenia, dużo osób mówiło, że będziemy mieli piękne dzieci . A potem już pojechaliśmy na salę .
Przyjechaliśmy, zostaliśmy zaproszeni do środka. TŻ zapomniał mnie przenieść przez próg :P. Rodzice przywitali nas chlebem i solą, obsługa kwiatami . Potem toast i tłuczenie kieliszków. Słabo się zbiły i świadek próbował im pomóc, ale słabo wychodziło :p. Podobno będzie się miało tyle dzieci, na ile części rozbije się kieliszki. Mam nadzieję, że nie liczy się tych okruchów . TŻ sprzątał, do twarzy mu było z tą szczotką :p. Potem był obiad, nawet teściowa pochwaliła rosół . Po jakimś czasie miał być pierwszy taniec. I tu zaczęły się schody :P. W piątek pierwszy raz ćwiczyliśmy cokolwiek i w sumie dopiero wtedy ustaliliśmy piosenkę. Zapomnieliśmy zgrać to na płytę i wzięliśmy z domu laptop, żeby stamtąd zgrać. Okazało się, że ja to tylko otworzyłam, zamiast zapisać (jak ściągałam piosenkę) i że nie mamy piosenki . Powiedziałam, że możemy tańczyć do czego innego. Kapela zaproponowała nam jakiś obciachowy numer, ale ja włączyłam z kompa "You're beautifull" Jamesa Blunta :p. Zatańczyliśmy to jakoś drepcząc i z 2 obrotami i było ok. A potem już była impreza. Nie chce mi się tak wszystkiego dokładnie opisywać :P. Było faaajnie . Śmieszne były oczepiny i nasze karmienie się tortem- wysmarowałam mężowi nos tortem ... i jak kuzyn męża udawał dja, kiedy w przerwie puściliśmy muzykę z laptopa . Parę rzeczy bym zmieniła (np zespół- robili za długie przerwy , ale najbardziej cieszę się, że jestem ŻONĄ! Mamy piękne obrączki, mnóstwo świetnych książek, kilka fajnych prezentów i cudowne wspomnienia (np jak mój mąż tańczył z naszym kumplem ). Teraz nie mogę się doczekać zdjęć od fotografa, więc na razie przeglądam te amatorskie :P.
dalenka8 jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując