kotka jest regularnie u wetki psikana aluminium w sprayu prawie codziennie.
ranę przemywamy riwanolem gdy jest weekend (czasem też oxycortem), tak nam zaleciła wetka. ona sama przemywa jej chyba czymś innym, wsypuje też do środka antybiotyk w proszku.
na rane kładzione są jałowe gaziki i korpus kotki obwiązywany jest specjalnym bandażem dla zwierząt (u wetki) i zwyklym gdy robimy to sami w weekend. kotka ma tez kubraczek od wetki.
kurcze, znosimy ją i w nosimy na kanapę/krzesła jak tylko się da, ale czasem nie zdąrzymy albo nie ma nas w domu. zadecydowałam już jednak że kotka będzie zamykana w łazience na noc i na naszą nieobecność, bo to się nigdy nie skończy...
wiesz, troszke czytałam o tych kroplach, ale szczerze mówiąc mam wrażenie że z psychiką kotki jest dużo lepiej, ona nawet mimo tego wożenia jej do weta dzień w dzień, przychodzi, przytula się... a szczerze mówiąc mama wydaje tyle na weterynarza ostatnio że nie sądze żebym ją namówiła na kolejny wydatek jeśli nie jets to "konieczność"... nie zrozum mnie źle, czytałam o kropelkach, dziękuję w ogóle za poinformowanie mnie o nich (nigdy o nich nie słyszałam) i jeśli z zachowaniem kici znów się pogorszy to pewnie je kupimy, ale od ostatnich 2 tygodni numerem jeden jest jej niegojąca się rana...
mama dzwoniła do wetki, jutro ją zawiozę na kolejne zszywanie pod narkozą..................
z usług wielu weterynarzy już korzystaliśmy i szczerze mówiąc mimo wszystko obecna wetka wydaje mi się jedyną kompetentną, a nie tak jak większośc weterynarzy, bez rękawiczek, syf w gabinecie i olewczy stosunek, szablonowe podejście, zero inicjatywy...
po prostu będziemy ją zamykać chyba póki co, nie miauczała w nocy, rano, gdy mama do niej zajrzała leżała sobie na posłaniu, więc chyba dosyć dobrze to zniosła
teraz od kilku godzin kicia leży obok mnie, śpi, układa się i śpi dalej