Wizaz.pl - Podgląd pojedynczej wiadomości - Tż i znęcanie sie nad zwięrzęciem czy ja "kocia mama"? Głupia sytuacja...
Podgląd pojedynczej wiadomości
Stary 2012-02-03, 16:26   #1
EnjoyTheDay
BAN stały
 
Zarejestrowany: 2010-08
Wiadomości: 117

Tż i znęcanie sie nad zwięrzęciem czy ja "kocia mama"? Głupia sytuacja...


hej dziewczyny, potrzebuje pomocy w delikatniej sprawie.
Postaram się opisać wszystko w jak największym skrócie..
Jestem z Tż 3,5 roku. Bywalo różnie miedzy nami, nie zawsze było ok niestety jednak bardzo się kochamy..
Tz miał z 2 lata temu kota, który mu uciekł, wiem że od tego czasu zawsze chciał mieć kotka jakiegoś.
Ja mam w kwietniu koncze 23 lata, Tz w lipcu 22. Ja jestem na 3 roku studiów, pracuje dorywczo aktualnie, bo mam cięzko na studiach, mialam stała prace ale była tak ciezka ze nie podołałam.. Tz był rok na studiach, rzucił je (tzn oficjalnie nie podołał, ale ja wiem ze rzucił studia..) i pracuje w restauracji swojej matki jako kelner.
Wracając do sedna sprawy - od października do grudnia miałam stała prace, w markecie (tesco). wytrzymałam tylko 3 miesiace, bo chodziłam dzien w dzien (wole tylko 4 dni w miesiacu na wyklady na studiach) niekiedy kilka razy pod rzad po 12 h za 800 zł miesiecznie.. ale w koncu miałam wieksze dochody niz te 300 zł na miecha, postanowiłam wiec kupic Tz kiciusia. Za moja 3 pensje kupiłam mu na swieta koteczke rasy Neva Masquarade - taka http://www.google.pl/search?hl=pl&cp...AYmA-wagis2nDg
dałam za nia cała swoja 3 pensje, kupiłam tez wyprawke za 100 zł z poprzedniej pensji. Oczywiscie nie postawiłam go przed faktem dokonanym, bo to w koncu zwierze - temat zakupu kici przeze mnie był obgadany juz miesiac przed faktem, z Tz, z jego rodzicami.
Tz jako kelner pracuje niestety duzo - pracuje 5 dni w tygodniu od 9-20, ma 2 dni w tyg wolne, w 1 jeździ na próby (gra w zespole, nic wielkiego, takie granie do kotleta, choc przyznaje muzyke robia super) a w drugi wiolny zalatwia jakies sprawy i widzi sie z kumplami na %. My spotykamy sie od prawie 2 lat niestety 1 x (w porywach 2) w tygodniu, zawsze tylko na noc, ok 20 i rano wracam, co nie do konca mi odpowiada, no ale to nie temat tego watku..
w kazdym razie mialam swiadomosc ze Tz sporo pracuje, ale jednak ludzie pracujacy nie mogli by miec w tym wypadku zwierzat. Uzgodnilam z Tz ze bedzie ja kochal, dbał o nia najm,ocniej jak sie da.. tez pomyslalam ze w koncu kicia i tak sporo bedzie z nim przebywala, w koncu zaraz po jego powrocie z pracy do rana wlacznie bedzie z czlowiekiem..
niestety realia okazaly sie inne..
w dzien, w ktory dalam Tz kicie (akurat mial wolne) napisalam mu smsa jak sie kicia adaptuje i co on porabia, to napisal ze bawi sie, a on przygotowuje 'pomieszczenie dla kota'..
zdebialam troche i zglupialam i napisalam, ze nie wiem o co kaman .
okazało sie ze Tz ustalił z mama, ze na czas nieobecnosci Tz w pracy kicia bedzie przebywala w takim malym pomieszczeniu - skrytce przy balkonie, gdzie mama Tz trzymała zawsze stare kurtki, buty, odkurzacz etc. taka no wiecie, typowa skrytka malutka;/. Tz wlozyl jej tam legowisko, drapak, kuwete i miski. Na poczatku bardzo mi sie nie podobalo to, ale potem stwierdzilam ze na czas pracy Tz ona i tak byla by sama, a jednak tam ma wszystko, co mialaby i tak w jego pokoju, wiec bez roznicy, tyle ze mniej miejsca, no ale jakos przebolałam.
3 dni pozniej okazalo sie ze kicia ma tez SPAĆ w tym pomieszczeniu .
Tz stiwerdzil ze to po to zeby byla przyzwyczajona do tej skrytki plus ze sie boi ze go obudzi w nocy..
Zalamalam sie, jak sie widzielismy dzien przed wigilia (kicie kupilam mu 2 tyg przed swietami..) i rozpłakałam sie strasznie (chyba nigdy w zyciu sie tak nie rozpłakałam..) ze ma mi ja oddac, bo ona nie ma u niego tak, jak sie umawialismy przed kupnem jej, ze ona sie meczy, ze ja ja wezme do siebie (mam juz 1 kotke dorosła, rodzice zgodziliby sie jakos na 2 koty..) plakałam jak 2 latka której ktos odebrał lizaka a on powiedział ze napewno nie odda, bo juz ja jego rodzina widziala i juz kupił kuwete (cala reszte rzeczy niemalze kupilam ja..)
powiedzialam ze skoro twierdzi ze mnie kocha ponad zycie, ze zrobil by dla mnie wszystko, lacznie z oddaniem zycia, a nie moze mu oddac kota, z ktorym spedza moze godzine na dobe i dobrze wie ze kotu jest zle..
odpowiedzial ze nie a jego argumentem glownym bylo ze pokazal juz rodzinie i kupil kuwete..
zaplakana wrocilam do domu taksowka, nie widzielismy sie nawet w swieta...
postanowilam zagryzc zeby i starac sie nie widziec tego, ze kot ma ewidentnie źle u niego. wszystko bylo "OK" mimo ze widzialam ze kicia nie rosnie (ma 4 miesiace teraz, wyglada na niecale 2..) ze zachowuje sie jakby byla coraz bardziej dzika, po wypuszczeniu biega od sciany do sciany, zaczela troche drapac a jak sie ja wezmie na rece w panice sie tuli. staralam sie tego nie widziec, co moze nie bylo ok z mojej strony, ale mialam dosc klotki z Tz.. Nie raz, nie dwa jak przyjechalismy do Tz (on zawsze po mnie przyjezdza po pracy wieczorem jak sie widzimy ten raz czy dwa w tyg..) i patrzalam do kici to miala puste obie miski (i jedzenie i woda) a obok zwymiotowane .
Byly o to mini-klotnie z Tz, ale zawsze jakos mnie uspakajał. Nie wiem jak on dba o nia jak mnie nie ma - jak juz pisałam, widujemy sie raz, max 2 w tyg na noc, ale wtedy kicia jest z nami w pokoju, do momentu jak nie idziemy spac i Tz ja tam zamyka. jedzenie jej zawsze daje przy mnie, ale musze mu przypominac zazwyczaj o tym..
staralam sie tego nie widziec, bo by mi serce peklo, ale przedwczoraj bylam u Tz.. a jak kazda z nas czuje, zaczely sie teraz te straszne mrozy. No i jak przyjechalismy z Tz, pierwsze co zrobilam, wypuscilam kota, zajrzalam czy ma jedzenie w miskach (akurat jedzenie miala, wody nie) i... szok, musialam wybiec, bo bym zamarzła;/ tam bylo z 0 stopni..- jak juz pisałam komorka/skrytka jest na uboczu domu, zaraz przy balkonie no i tak jak Tz ma w domu cieplo raczej, tak tam myslalam ze zejde po minucie. wkurzylam sie ostro i powiedzialam Tz zeby chociaz na czas mrozów tych strasznych trzymał kotke u siebie jak jest w pracy i nocami. Powiedział (nawet na mnie nie patrzac tylko pijac piwo i patrzac w tv..)ze nie. jak zapytalam czemu, czy sie boi ze ona mu cos zniszczy? to powiedzial tylko "bo tam jest jej miejsce."
myslalam ze go zabije..
wczoraj rano jak wrocilam od Tz nie wytrzymalam i zwierzylam sie ze wszystkiego mojej Mamie.
Strasznie sie wkurzyla, zalamala, zadzwonila od razu do Tz (ale byla BARDZO kulturalna) ze ma oddac ko9ta, bo robia mu krzywde i to nieludzkie, ze ona odda wszystkie poniesione koszty, ze kotek sie meczy u nich i ze go bardzo prosi zeby ja jeszcze dzis przywiozł nam.
Po tej rozmowie Tz zadzwonil do mnie z pretensjami, ze co ja nagadałam, ze mam to odkrecic (Bog mi swiadkiem ze mowilam w 1000% prawde..) ze mam powiedziec ze kicia ma tam cieplo, ze jest tam tylko jak on jest w pracy(czyli skłamac, bo ma zimno i jest tez tam NOCAMI..) i wielkie pretensje do mnie, potem zaczał mowic ze mam cos zrobic ze swoimi rodzicami, bo w dzieci pozniejsze tez sie beda wpier**, i ze moja matka nam jeszcze dziecko wezmie i ze mam cos z nimi zrobic bo "on tyak dlugo nie pociagnie" ;(. I ze ma dosc "wiecznych problemow w naszym zwiazku" i ze jedyne co ma ze mna fajnego to sex;(.. i powiedzial ze kota napewno nie odda i ze co mu moja matka niby zrobi..
zaryczana poleciałam do rodzicow jakos to odkrecac, bo wystraszylam sie ze Tz mnie zostawi;(..
moja mama w tym czasie zadzwonila do jego mamy, tez rozmawiala bardzo kulturalnie, dokladnie argumentujac sprawe, mama Tz w rozmowie przyznala racje mojej...
skonczylo sie na tym, ze Tz wieczorem mnie przeprosil, ze nie mowil serio, ze bardzo mu glupio, ale ze byl roztrzesiony i ze przeprasza za to, co mi powiedzial, plus dodal ze jego mama przyszla mu tylko powtorzyc to, co mowila jej moja mama, dodala tez ze moja mama jest nienormalna i tak sie cala sprawa skonczyla.
na chwile obecna miedzy mna a Tz wszystko wrocilo do "normy" a z kotem sprawa wyglada na to ze znow zamknieta..



jak wy, osoby postronne to widzicie?
prosze, pomozcie, bo ja cala noc nie spalam, nie wiem, co myslec./
EnjoyTheDay jest offline Zgłoś do moderatora   Odpowiedz cytując