Raczkowanie
Zarejestrowany: 2009-04
Lokalizacja: Chorzów
Wiadomości: 63
|
Dot.: serce mi pęka
Cytat:
Napisane przez lenaspiaca
Witam,
Rozstałam się z mężczyzną, którego uważam, że to jest ten jedyny. Rozstałam się z nim, bo cały czas wszystkie rachunki, obowiązki domowe spoczywały na mojej głowie. Starałam się namówić go do pracy,ale mu wystarczała praca dorywcza. Kiedy kolejny raz ja musiałam założyć za nas pieniądze, zdenerwowała się i kazałam mu się wyprowadzić. Wyprowadził się. Mija miesiąc, myślałam,że ta przerwa pokaże mu, że tak nie można, że trzeba pracować. Umówiliśmy się na spotkanie, jednak kilka dni przed tym spotkaniem dostałam od niego wiadomość: że bez szacunku i zaufania nic się nie zbuduje, że dużo nas dzieli, że bez sensu się krzywdzić.
Witaj Kochana rozumiem Twoje rozterki. Spojrzyj jednak na swoje słowa z boku, przynajmniej się postaraj. Jesteś z czlowiekiem, którego kochasz. Dajesz mu swoje serce, ale dajesz i utrzymanie. To bardzo, bardzo dużo. Związek to nie tylko westchnięcia i czulości. To szara rzeczywistość, w której dwoje kochających i szanujących się ludzi pielęgnuje ten związek, nie tylko psychicznie, ale i fizycznie / tu mam na myśli dbanie o finanse/. Postawilaś sprawę jasno i uczciwie - wolał wyjść, niż zacząć żyć nie tylko na Twój rachunek, ale dołożyć swoją cegiełkę do tej finansowej codzienności. To, że się wyprowadził wg mnie jasno powinno Ci pokazać "Twoje miejsce" w jego sercu i wg jego wartości. Ufałaś mu, szanowałaś go, w większości Ty dbałaś o utrzymanie, a on tego ni widział????
Wczoraj rozmawialiśmy przez telefon, chciałam go podpytać ,czy może zmieni zdanie. On jednak powiedział, że napisał o tym w mailu.
Serce mi pęka, czuję że eksploduję. widzę swoje błędy i to jak go traktowałam, krzyczałam na niego.
Zawsze to się działo, jak kolejny raz nie płacił rachunków.
Myślałam,że się zmieni. Myślałam, łudziłam się.
Teraz czuję się strasznie, bo wyrzucam sobie że mogłam zaakceptować to... Po prostu być cierpliwa.
Jak dużo cierpliwości trzeba, gdy człowiek dźwiga wiekszość ciężaru na swoich barkach??????? Może po prostu pora na rozsądek, taki zdrowy rozsądek.
On napisał,że wiele nas dzieli, a ja wiem, że jak pójdziemy na kompromis to wszystko się ułoży.
Na jaki kompromis chcesz iść???? Bo wg teco, co wynika z Twojego postu - kompromisem miałaby być akceptacja jego nieudolności życiowej. Czy tego właśnie chcesz?
Co mogę zrobić, żebysmy się dogadali? Jak dac mu do zrozumienia, że się zmieniam?
Czy to jest wykonalne ,żeby przekonac go że jednak warto?
Co myślicie?
Przecież to chyba nie Ty powinnaś się zmieniać? Dlaczego masz żebrać o powrót "pana pasożyta" / sorry, nie chcę tu nikogo urazic, ale dla mnie mężczyzna, który w kwestiach ekonomicznych ogląda sie na kobietę, to własnie taki pasożycik - no, chyba, że chory i niedołężny/.
Pozdrawiam,
Lena
|
Pozdrawiam Cię serdecznie i trzymam kciuki za Twoje dobre decyzje.
__________________
Tajemnica życia leży w poszukiwaniu piękna" Oskar Wilde
|