|
Przyjaciółka KWC
Zarejestrowany: 2006-08
Lokalizacja: Południe
Wiadomości: 15 370
|
Dot.: XXV - Kolejne PMki już sączą rum, w czasie swojego honeymoon
I ja się witam i mam dla Was relację 
Czwartek 17.05
Jak juz pisałam, odbyły sie drobne perturbacje z kwiatami - pojechaliśmy za późno na giełdę, wróciliśmy bez kwiatów, florystka wstepnie umówiona odmówiła mi zlecenia (no i w sumie nie mam co narzekac, bo późno się zgłosiliśmy). Na TŻa nawet bardzo zła nie byłam ale było mi strasznie smutno i tak w złym nastroju poszłam po odbiór sukni. Wszystko było ok, konieczne tylko drobne poprawki prasowania, natomiast dostałam ją bez pokrowca, więc w domu musiałam owinąć ja w pościel, żeby TŻ nie widział. Tematem kwiatów nie miałam już ani trochę ochoty się zajmować, TŻ obiecywał, że bukiet będę mieć, więc odpuściłam temat. Po południu zrobiłam winietk, kupiłam czarny bristol na mapę sali i kilka brakujących niezbędnych drobiazgów, jak np. właściwy lakier do paznokci. 
Piątek 18.05
Wstaliśmy o 4.30 i pojechaliśmy na giełdę kwiatową o właściwej godzinie. Kupiliśmy kremowo-różowe wielkie róże, piwonii nie było, wróciliśmy do domu spać. Druga pobudka była ok. 11, jak wstaliśmy wpadłam w panikę, że tak późno i z niczym nie zdążymy. TŻ jeszcze z doskoku pracował, zrobiłam mapę sali, zapomniałam o numerkach na stoły, potem zawieźliśmy alkohol i pojemniki na jedzenie które po zostanie do hotelu. Przećwiczyliśmy pierwszy taniec, wróciliśmy do domu. Mój tata przywiózł mi piwonie z działki, bo wiedział że chciałam do bukietu, ale pączki były tak malutkie, że rozwinęły się dopiero wczoraj, do bukietu rzecz jasna nie trafiły. TŻ zrobił mój bukiet, wyszło mu to całkiem fajnie, chociaż nie była to idealna kulka z róż, reszta wieczoru upłynęła nam na sprzątaniu, pakowaniu i prasowaniu. Wieczorem padliśmy, a ja nie zdążyłam nawet pomalować paznokci.
Sobota 19.05
Obudziliśmy się chwilę przed budzikiem, poranek był tak miły, że w ogóle nie miałam ochoty wstawać i brać tego ślubu, ale ogarnęłam się szybko, zjadłam śniadanie i pojechałam po świadkową. Wtedy zaczął się lekki stres, bo wpadłam w drobny korek i byłam trochę spóźniona do fryzjerki. Dojechałyśmy, zaczęło się czesanie, a ja zabrałam się za te zapomniane paznokcie. Fryzjerka zrobiła mi loki na prostownicy, z jednej strony zebrane za uchem, z drugiej opadające luźno, nie obyło się bez poprawek, bo się czułam przytłoczona ilością lakieru i chciałam trochę złagodzić efekt, więc spowodowałam dalsze opóźnienie i dziewczyna, która mnie malowała, czekała na mnie prawie pół godziny. Do domu pędziłam troche tak że należał się mandat, odetchnęłam jak usiadłam do makijażu. TŻ wziął mój samochód i pojechał odebrać nasz ślubny a potem do świadka. Makijaż wyszedł super, byłam zachwycona. Pod koniec makijażu pojawił się fotograf, zrobił kilka zdjęć z przygotowań. Było trochę czasu, kiedy zaczęła się zbliżać 14 ubrałam się w suknię i czekałam na rodziców i TŻa. TŻ był pierwszy wywołał moja swiadkową do strojenia samochodu, nasi rodzice się spóźniali i zaczęłam się denerwować. Koniec końców przyjechali na moment, bo musieliśmy wyjeżdżać już do urzędu. Na miejscu podpisaliśmy dokumenty i wyszliśmy do ogrodu zrobic kilka zdjęć, przywitaliśmy gości i weszliśmy na ceremonię. Do urzędu wprowadził mnie tata, TŻ czekał w sali, było pieknie i byłam wzruszona. Złożyliśmy przysięgi, TŻowi zadrżał głos, ja musiałam 3 razy powtórzyć że przysięgam że nasze małżeństwo będzie trwałe, zdania są podzielone czy dlatego że było niewyraźnie czy urzędniczka zrobiła to dla żartu, ale fakt faktem rozluźniło to atmosferę. Podpisaliśmy akt małżeństwa. Wyszliśmy z gośćmi na zewnątrz, poleciały na nas grosiki i mnóstwo baniek mydlanych. Goście złożyli nam życzenia, zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie i pojechaliśmy do hotelu na przyjęcie. Mąż przeniósł mnie przez próg, rozbiliśmy kieliszki, zjedliśmy obiad, chociaż musze przyznać, że apetytu nie miałam. Jedzenie było bardzo dobre i pięknie podane. Stres trzymał mnie mocno, po obiedzie odtańczyliśmy pierwszy taniec, nie pamiętam z niego nic, znajomi dla nas nagrali i wyszło średnio, widać stres zrobił swoje. Po kilku piosenkach podano deser, później odbyła się pierwsza zabawa taneczna - walc z figurami - wszyscy goście wzięli udział, wyszło super i dopiero wtedy z mężem przestaliśmy się stresować. Potem zaczęła się zabawa, wszyscy chwalili DJa, bawiliśmy się super, chociaż z racji cudnej pogody późnym popołudniem goście trochę uciekali do ogródka, a wieczorem panowie na finał ligi mistrzów do lobby. Tort wjechał na salę o 22, tu się pojawiła samowolka obsługi - miał być bez ogni, był z jednym, ale musze przyznać, że nie przeszkadzało mi to wcale. Był pyszny. Zabawa trwała do białego rana, moje buty mnie zabiły do tego stopnia, że nie byłam w stanie nawet wskoczyć w wygodniejsze szpilki i imprezę kończyłam na bosaka, ale i tak było super.
Niedziela 20.05
Miała być dla nas według mojego planu, ale nie do końca wyszło. Wstaliśmy na śniadanie potwornie niewyspani, posiedzieliśmy chwilę z rodziną przed hotelem, pojechaliśmy do domu się odświeżyć i rozpakować prezenty. W dzień wesela trzymałam się dzielnie, ale czytając długaśne życzenia od mojej świadkowej się rozkleiłam kompletnie. Pojechaliśmy na godzinkę do moich rodziców, potem na godzinkę do teściowej, potem oddać samochód, potem odwiedził nas świadek z żoną. Wieczorem ponownie padliśmy wykończeni.
Cały tydzień poślubny spędziliśmy na załatwianiu drobnych rzeczy, spotkaniach z rodziną i znajomymi, ogarnianiu mieszkania i cieszeniu się sobą nawzajem.
Dzisiaj koniec urlopu, dostałam piękne kwiaty w pracy, a ponieważ szef się właśnie zgodził na kolejny urlop, więc prawdopodbnie w sobotę wyjeżdżamy do Chorwacji przez Wiedeń.
__________________
nie musimy się katować
nienormalną sytuacją
nauczymy się kochać
przestaniemy się bać
życie stanie się muzyką
i stanie się to co ma się stać
|