Witam!
Mam chłopaka A. od prawie 5 lat. Jest dobry, kochany, dobrze mnie traktuje itp. Czasem, fakt, że bardzo rzadko, ale jednak, potrafi obrazić się kompletnie bez przyczyny albo przyczynę wyolbrzymić do rozmiarów niewyobrażalnych. Wtedy to potrafi się nie odzywać po kilka dni, ja pierwsza muszę się zawsze odezwać czy to moja wina czy nie moja, a i to nie zawsze gwarantuje sukces, ale przyjmijmy, że jestem w stanie zaakceptować to ze względu na to, że przez 90% czasu jest prawie idealny.
No właśnie prawie. Ma 25 lat. Pół roku temu skończył studia, przez okres naszego związku pracował raptem kilka miesięcy przez wakacje, ale ok uczył się więc nie przeszkadzało mi to, ale teraz, już pół roku siedzi w domu i nie robi nic. No nic jak nic ogólnie jest bardzo pracowitym człowiekiem, co komu trzeba pomóc to pomoże wszystkim i we wszystkim, umie robić mnóstwo rzeczy. Mieszkamy na wsi obok niewielkiego miasteczka gdzie o pracę, a tym bardziej dobrą pracę trudno. Nie mamy na nic pieniędzy, ja jestem na stażu z czego pieniądze niewielkie i też trochę dziwnie jest mi za wszystko płacić np. za jakieś wyjście ze znajomymi itp. a i on nie bardzo tak chce, czasem coś dorobi, ale to groszowe sprawy.
I głównie tu tkwi mój problem, wiem, że ciężko o dobrą pracę, ale według mojego myślenia lepiej robić cokolwiek (np. jakaś budowlanka itp.) czekając na coś lepszego niż nie robić nic. Sama odkąd skończyłam studia też imałam się kiepskich i mało płatnych zajęć, ale jednak. Teraz jestem na stażu, on na staż nie chce iść bo pieniądze małe i pół roku jest uziemiony jakby trafiło się w tym czasie coś lepszego. Znajomy prawie załatwił mu wyjazd do niemiec, na co był bardzo napalony, ale w ostatniej chwili okazało się, że póki co tam też nie ma pracy i tak wkoło. Ja pomału chciałabym pomyśleć o jakimś ślubie (on też by chciała bo o tym sam mówi) no ale za co??
Na to ogłoszenie nie odpowie bo tego nie chce robić, na tamto bo mało płacą to to, to tamto i tak trwamy w oczekiwaniu... Mam wrażenie, że siedzi i czeka aż mu coś z nieba spadnie, owszem czasem nawet pójdzie na jakąś rozmowę, ale z tego też nic nie wynika, oczywiście o to nie mam do niego pretensji bo to nie jego wina, tylko o to, że tak wybrzydza, a my no trudno mieszkamy w takim państwie i w takim regionie w jakim mieszkamy, a i on nie ma aż takiego wykształcenia żeby praca sama miała go znaleźć bo akurat osób po studiach jest na dzień dzisiejszy multum.
Druga sprawa miejsce zamieszkania. Jak pisałam mieszkamy na wsi (komu wieś kojarzy się tylko z krowami i żniwami pragnę wyprowadzić z błędu - nie na takiej wsi mieszkam

), ale jednak to wieś, nie ma gdzie pójść, co robić, a i ludzie są jacy są wszyscy wszystko o wszystkich chcą wiedzieć, a co nie wiedzą to wymyślą... Ja przez 3 lata kiedy studiowałam mieszkałam w większym mieście, ale po studiach wróciłam bo i wszyscy znajomi wracali i sama za bardzo nie miałam co tam robić, ale chciałabym tam wrócić oczywiście z A., może i o pracę byłoby tam łatwiej, ale właśnie on nie chce bo jak twierdzi nie ma tam prywatności bo naokoło sąsiedzi, którzy wszystko słyszą, mało miejsca do życia i tam znów on uważa, że nie miałby co robić, że nikogo tam nie zna itp. I zarzeka się, że nigdy w mieście nie zamieszka.
Wracając do tematu pracy, mam dość już siedzenia przed telewizorem z piwem i chipsami i zastanawiania się czy kiedykolwiek w ogóle odbijemy się od dna. Głupio mi jak znajomi nas gdzieś wyciągają, a my ciągle nie chcemy bo nie ma za co. Nie jestem na pewno żadną materialistką bo człowiek dla mnie ważniejszy niż pieniądze, ale ileż można tak żyć? Po tych prawie 5 latach mam już dość tego biedowania. chciałabym gdzieś wyjść, czy pojechać i przyznam się, choć aż trochę wstyd, ale myślę o tym żeby go zostawić i znaleźć kogoś innego, kto miałby pracę i trochę większą zasobność portfela, żeby było nas na coś stać.. I z kim mogłabym się przeprowadzić do miasta. Z drugiej strony jednak wiem, że mam bardzo dobrego faceta i kocham go, choć to wcześniej wspomniane obrażanie się o nic to też przesada. No i nie wiem, po prostu nie wiem co robić.
Każdemu kto przeczytał dziękuję, za wszelki odzew będę wdzięczna
