Mam prorocze sny...
Pewnie przez wiele z was zostanę uznana za trolla, ale po prostu muszę to z siebie wyrzucić, bo inaczej chyba zwariuję...
Nigdy nie wierzyłam w prorocze sny, rzucanie klątw, czarownice i tym podobne - takie rzeczy uważałam zawsze za zabobony, bajki które opowiada sie dzieciom na dobranoc a w które niektórzy ludzie nadal wierzą. Moja mama za to bardzo wierzyła w takie rzeczy, twierdziła także, że jej babcia a moja prababcia, miewała sny o tym co wydarzy się w przyszłości i że potrafiła rzucać klątwy na ludzi z którymi nie żyła w zgodzie, a tym którzy byli jej życzliwi przynosiła szczęście . Opowiadała mi też, że kiedy ona sama była nastolatką to kilka razy zdarzyły jej się sny przepowiadające śmierć jej bliskich. Nigdy tych opowiadań nie brałam na serio - moja prababcia urodziła się w 1912 roku, mieszkała na wsi tak więc miała "prawo" w tamtych czasach wierzyć w takie rzeczy. A moja mama była wtedy nastolatką, twierdziłam, że sen o czyjejś śmierci mógł być przypadkiem, który zdarzył się raz, a potem resztę sobie dopowiedziała.
Ale wszystko zaczeło się zmieniać jakieś 5 lat temu, kiedy miałam 15 lat. Mój ojciec, z którym byłam bardzo związana, zmarł w wypadku samochodowym. Jakieś 4 dni przed jegą śmiercią śniło mi się, że wszedł do mojego pokoju, pogłaskał mnie po głowie i powiedział, że miał wypadek samochodowy i musi odejść... Po jego śmierci uznałam to za zwykły przypadek - no cóż ludzie mają wypadki i w nich umierają. Ale po tym wydarzeniu zaczełam miewać prorocze sny. Nie pojawiały się zbyt często, raz na 2 , 3 miesiące, zawsze dotyczyły moich przyjaciół, rodziny. Ale ja nadal trwałam w przekonaniu, że to tylko przypadki - to, że koleżanka złamała nogę, czy to że moją siostrę rzucił chłopak, lub komuś zdechł pies... Nie zawsze jednak były tak wyraźnie i bezpośrednio mówiły o tym co się wydarzy.
Ale te sny zaczeły nasilać jakieś 1,5 roku temu, zaczełam je miewać raz w miesiącu, potem 2 razy, teraz pojawiają się różnie - czasami przez 3 dni mam je codziennie, potem tydzień przerwy... Zaczeły też dotyczyć dalszych znajomych, sąsiadów chociaż te o osobach z którymi nie jestem blisko związana pojawiają się rzadko i nigdy nie są bezpośrednie.
Zaczełam je zapisywać, prowadzę dziennik w którym je opisuję i czekam na tok wydarzeń.. Czasami mam wrażenie, że po prostu zwariowałam.. Nie wiem do kogo zwrócić się z tym problemem, o moich "zdolnościach" wiedzą tylko mój mąż i moja najlepsza przyjaciółka. Oni tłumaczą mi, że istnieją rzeczy, których racjonalnie nie można wytłumaczyć, że powinnam moje sny potraktować jako dar. A ja boję się, że pewnego dnia będę miała sen w którym ktoś bliski zginie lub będzie miał poważny wypadek a ja nie będę mogła nic zrobić, tylko czekać aż to się wydarzy...
Edytowane przez CheNelly777
Czas edycji: 2012-10-28 o 10:22
|