Witam wszystkie forumowiczki.
To mój pierwszy temat więc "miło Was poznać"
Mój problem może wydać się Wam śmieszny, ale wiezcie mi, że dla mnie to trudne. Może dlatego, ze kiedyś ktoś bardzo mnie zranił.
Na początek może powiem, że razem z narzeczonym mieszkamy od około 9 miesięcy razem, planujemy teraz ślub - w sumie ze względu na to, że chcemy mieszkanie wspólne kupić i żeby tak bardziej "rodzinne" to było. Prosze tego nie krytykowac gdyż oboje jestesmy malo wierzący i ślub ma Nas tylko związac ze sobą ,a nie dac duchowa przemainę czy coś.
A wiec:
Wczoraj mój F. w telewizji zobaczył siostre swojej byłej, w reklamie kremu jakiegoś gra antycellulit. Mega ładna i zgrabna i tyłkiem tam świeci. I 5 razy cofał reklame i patrzyl czy to ona. Ja to dostalam normalnie piany. I sie wczoraj do niego nie odzywałam, nie reagowalam na przeprosiny itd, i poszlam o 21 spac bo dzis o 4,30 mialam autobus podmiejski taki ,ktorym jezdze bo na 6 do pracy. Dzis wstalam i F., powiedzial,ze zawiezie mnie autem i znowu sie na 40minut polozylam spać bo jak autem to mogłam sobie na to pozwolić. No i jak sie obudzilismy to zapytał co chce na sniadanie, a ja ,ze nie chce nic, a ten sie wkorzyl, ze mu na zlosc robie i ,ze to jest mega dziecinne, ze mysle,ze nie jedzac na zlosc mu zrobie. A ja mu,ze przykro mi,ale jedzenie to nie pierwsza mysl ,ktora mi do glowy przychodzi po obudzeniu i musze odczekac zeby zjesc bo teraz mi sie nie chce, ale on juz byl obrazany (dodam,ze ma modę ,że jak ja np jestem zła to on po złości jak juz mu wybacze to wtedy się obraża) i wkońcu go namowilam na to cholerne sniadanie, zjedlismy i mnie zawiozl i w drodze to co mi
mowil to masakra ... siedze teraz w pracy i znowu kurcze placze!!! Dobrze, ze nikogo poza mną tu nie ma.
Powiedział, że jestem dzieciak i przegiełam z wczorajszym fochem. Pozniej jak go zapytalam czym jedzie na oboz (bo teraz od czwartku do niedzieli F. wyjezdza na oboz sedziowski integracyjny bo jest sędzią piłkarskim w wolnych chwilach - dodam, ze jadą tam tez laski w tym taka lalka co wszyscy sie nia podniecaja) F. oczywsicie nic zlego nie widzi w tym wyjezdzie. Beda na basen chodzic itd... a ja sama w domu. I od zeszlego czwratku F. ma nowa prace (dotychczas pracowalismy razem przez cały rok jak jestesmy razem i to siedzielismy przy biurkach obok siebie i cięzko mi przywyknac do tego ,że go nie ma, ale wkońcu znalazł normalna prace,a nie na umowe smieciowa) i do 15 pracuje, a przeciez wyjazd jest w czwartek o 13... wiec nawet tygodnia tam nie pracuje i juz 2 dni wolnego bierze i pytam: czym jedziesz na oboz? Autokarem o tej 13 czy sam autem po pracy w czwartek ,a on,że co mnie to obchodzi i, że z mojego punktu widzenia nie ma to znaczenia czym on jedzie bo co to zmienia skoro i tak ja jestem w pracy. A ja mu,ze o sam fakt chodzi. Ze jestesmy razem dzielimy zycie itd, a poza tym moglby mi zostawic auto bo po co ma stac przez 4 dni skoro ja na 6 do pracy jezdze i w weekend na uczelnie wiec musze znowu przed 4 wstac bo jak juz pisalam autobus mam o 4,30. A on, że to jego samochod.......... Ja wcale bym nim nie jezdzila tylko chcialam zobaczyc czy mi go da. A kiedys sam mnie zmuszal do jezdzenia nim i mowil, ze skoro tworzymy rodzine to to auto jest rowniez moje. A teraz? Ze mi nie ufa i ,ze napewno bym w cos uderzyla (pomimo,ze kiedys mi go dal na tydzien jak mial wolne i NIC nie zrobilam...). I pozniej jeszcze mowil,ze szukam pretekstu do klotni i wtedy mnie to mega zabolalo. Bo nic nie zrobilam, chcialam tylko zapytac o dojazd itd ,a on zaczal z takimi tekstami. Poczulam jakby znalazl nowa prace, nowe towarzystwo, kolezanki i stara milosc mu nie potrzebna to jak w starym malzenstwie szuka teraz na sile problemow. I rzucił tekst,ze zaluje,ze mnie podwiozl.... mi normalnie łzy same sie cisnely do oczu.... dlaczego on mnie tak traktuje? Ja go puszczam na obozy integracyjne z laskami, znosze kaprysy (jest bardzo rozpieszczonym jedynakiem i egoistom), daje gwiazdke z nieba, kupuje play station na urodziny, jezdze z nim na wakacje tam gdzie on chce i wogole, a on? Obiecalam sobie, ze nie kupie z Nim w tym roku mieszkania!!! Po zlosci jemu, zwłaszcza, że mi aż tak nie zalezy zeby juz miec swoje. tak samo slub. Zaczelam sie zastanawiac czy warto brac slub. Dodam, że ogólnie Nam sie raczej uklada tylko nie radzimy sobie z klotniami. A ja juz do ksiedza wczoraj dzwonilam.... jaki wstyd! Ale skoro on mnie potrafi doprowadzac do takiego stanu,ze dzis powinnam byc do 15 w pracy,a o 13 planuje stad isc i siedze teraz roztrzesiona spogladajac na telefon czy napisze cos, płacząc to jak ja mam sie z nim zwiazac na cale zycie?! On ma teraz tą nowa prace i nic jak sam stwierdzil tam nie robia jeszcze, a nawet anie JEDNEJ eski mi nie napisze w ciagu tych 8 godzin. A kiedys pamietam jak mowil sam bo gadalismy o naszym znajomym ,ze jakbysmy osobno pracowali to by dzwonil w kazda przerwe. Dodatkowo po dzisiejszej kłotni (nigdy naszych sprzeczek nie nazywal klotniami, zawsze uwazalismy to za wymiane zdan nawet jak bylo "goraco", a dzis to nazwal kłotnią) i nic nie napisał.... nawet głupiego przepraszam.
Ma z tym problem. Nie widzi swoich błędów, jak mu nie raz je wytknę palcem to wtedy NIE RAZ przyzna racje i jak powiem "a magiczne slowo" to przeprosi, ale kurcze.... ile razy razy dziewczyny jest sytuacja, że on coś zrobi np. zbije szklankę, ale to moja wina bo źle ją postawiłam, albo coś. Tak był nauczony w domu niestety. Jak jedziemy do przyszłej teściowej na kilka dni (dodam, że ją akurat uwielbiam) to tez ją tak niestety traktuje. Jego mama pyta go np. co jutro będziemy robić ,a on się unosi, że skąd ma wiedziec i wzdycha bo film oglądamy, a ona gada (mnie to nie przeszkadza akurat). Więc teoretycznie... może musze przywyknąć ,że taki jest, tak go nauczono, trudno takie rzeczy zmienić i po prostu mu ustępować?
Co myślicie? Dodam jeszcze, że zawsze próbuje go usprawiedliwiać. Zostawi mnie na tydzien bo jakiś wyjazd sędzowski - nie obowiązkowy i w pierwszej chwili jestem wściekła i płacze, a później go usprawiedliwiam "przeciez on za to dostaje kase" "nie moge mu zabraniac".
Kocham go bardzo, dogadujemy się, mamy wspólne zainteresowania, podobają nam się te same rzeczy, lubimy te same filmy, humor, spędzanie wspólnie czasu. I mamy plany na wspólną przyszłość......
Dodam jeszcze, ze jestem impulsywna i moją wada jest to, że w pierwszych minutach coś co się wydarzy jest dla mnie nie wyobrażalne, skandaliczne i placze, a później jak się zastanowie to myślę np "rany jaka Ty głupia jesteś, przeciez ta kobieta tylko Ci uwage zwróciła, a nie obraziła Cię..." . Kiedyś byłam 3 lata z kimś i mi robił przez miesiąc rogi, dlatego jestem chorobliwie zazdrosna (jak mój luby dostaje eskę to zaraz cała chodze ,że od kogo ,a co ktos napisał i wogóle. Jak w necie siedzi to zerkam kątem oka jak mogę co on tam robi.... wiem chore, ale co z tym zrobić? psycholog? )
Pomimo długiej (chęć przedstawienia dobrze sprawy) wiadomosci prosze Was o szczera opinię i odpowiedź .....