Napisane przez gath
Nie mam pojęcia od czego zacząć i nie mam pojęcia czego się spodziewam pisząc tutaj. Nie wiem, może po prostu mam jeszcze jakiś zalążek nadziei, że ktoś magicznym sposobem mi pomoże...
Nie potrafię kochać. Ale od początku.
Byłam przez 3 lata z chłopakiem, który jest bardzo dobry, był dla mnie bardzo opiekuńczy, kochający itp. Byłam od niego chorobliwie uzależniona, idealizowałam go. Byłam kobietą-bluszczem, chciałam mieć go tylko dla siebie.
Ale wiadomo, nikt nie jest idealny - on też nie. Jest ogólnie wspaniałym człowiekiem, ale nie rozumie mnie w 100% (bo to przecież niemożliwe!), co często rodziło różne konflikty, gdyż nieświadomie dowalał mi. On jest bardzo silny i pewny siebie, i chyba podświadomie uważa, że każdy reaguje na wszystko tak jak on. Mimo, że wieloktornie tłumaczyłam mu, jaka jestem popieprzona i jak bardzo się wszystkim przejmuję.
Jestem ogólnie przewrażliwiona na swoim punkcie, opinia innych jest dla mnie bardzo istotna, bycie z nim wywierało na mnie ogromną presję. Wiele jego słów odbierałam jako atak. Wydawało mi się, że wszystkie inne podobają mu się bardziej ode mnie, co wywoływało ataki histerii. Jestem niezdrową perfekcjonistką (miałam różne 'perfekcjonistyczne przygody' typu anoreksja, bycie najlepszym uczniem w szkole i takie tam). Miałam wrażenie, że ciągle porównuje mnie z innymi (wiem, że to, że ja się porównuję, to nie znaczy, że on to robi, ale irytowało mnie, że mnie ciągle nakręca, mówi o tych innych dziewczynach, o tym jak wyglądam...).
W końcu z nim zerwałam z tego wszystkiego (nie chciałam tego, oboje nie chcieliśmy, wiedziałam, że to bardzo zła decyzja...), w dodatku poznałam nową osobę, ale o tym później.
Jestem straszną egocentryczką i egoistką, nie mam za grosz empatii. Może się wydawać, że jeśli ktoś zdaje sobie z tego sprawę, to tak naprawdę nie jest, że gdybym faktycznie taka była to bym temu zaprzeczała. Ja się wypierałam i wypieram. Ciągle manipuluję ludźmi, ale tylko mówili mi, jaka to jestem wspaniała i że źle siebie oceniam.
Jestem egoistką, bo jeszcze nigdy w życiu nie chciałam dla nikogo dobrze. Zawsze tylko bałam się o siebie, chciałam najlepiej tylko dla siebie, żebym to ja miała najlepsze oceny, była najlepsza. Im większa przepaść pomiędzy mną, a innymi, tym lepiej, więc dlaczego niby mam pomagać innym? W życiu nie myślę 'pomogę mamie, zrobię coś, żeby komuś było lepiej'... nigdy tak nie pomyślałam. Zawsze tylko moje korzyści.
Jeszcze wyjaśniając to, o czym zaczęłam pisać to poznałam innego faceta. Spodobał mi się bo był dziwaczny (od zawsze kręcą mnie dziwacy), a po za tym jest we mnie strasznie zakochany (no, raczej zauroczony). Miał dużo problemów (trochę podobych do mnie, całkiem nieźle mnie rozumiał) i CO NAJWAŻNIEJSZE wydawało mi się, że czuję empatię, po raz pierwszy w życiu, właśnie to tego człowieka, rozumiałam jego ból i problemy. To było tak niesamowite uczucie, że pomyliłam je z jakąś namiastką miłości
Teraz wiem, że po prostu wtedy zobaczyłam, że komuś mogę się podobać i wogóle...
Ale nie kocham go, nikogo chyba zresztą. Żeby kochać, trzeba być dobrym człowiekiem i chcieć dobrze dla innych. Ja tylko ich ranię, potem sobie chwilę popłaczę i tyle...
Ten chłopak o którym pisałam na początku, dalej się o mnie stara i twierdzi, że chce mi pomóc. Jesteśmy (niby...) znowu razem. Obaj oni do mnie dzwonią codziennie, na zmianę, a ja nie wiem, czy się śmiać, czy płakać. Obaj znają sytuację, niczego przed nimi nie ukrywam. Jestem na tyle bezczelna, że nie chcę, żeby żaden z nich mnie teraz opuścił (wiem, że w końcu obaj to zrobią...).
Btw., byłam taka, jestem taka odkąd tylko pamiętam. Jak byłam mała, wszystkie zwierzątka mi umierały, bo nie opiekowałam się nimi. Zero empatii od zawsze. Jestem jakaś 'niesocjalizowana'. Nic mnie praktycznie nie rusza, tylko to, że mogę sobie nie poradzić, opinie innych na mój temat albo to, że nie jestem w czymś najlepsza. Nigdy też nie miałam przyjaciół (oprócz tych facetów)
Nie wiem jak to jest być dobrym, troszczyć się o kogoś.
Z jednej strony czuję się podle, a z drugiej... sama nie wiem. Czasem nienawidzę siebie... wróć. Czasem, to ja nie nienawidzę siebie xD.
Cze jestem ZEPSUTA?
Bardzo przepraszam za ten chaos w mojej wypowiedzi, mam nadzieję, że ktoś jest w stanie zrozumieć ten bełkot...
|