Serdecznie dziękujemy za gratulacje!
Od piątku jesteśmy w domu i jest fajnie
Mała urodziła się 22.01 - a wcześniej, w niedzielę pojechałam na IP, żeby sprawdzić czy nie sączą mi się wody. Nie sączyły, ale zostawili mnie na wszelki wypadek, skoro i tak CC ma być we środę, to może przyspieszą. No a tutaj tymczasem mała postanowiła wyjść naprzeciw światu w poniedziałek przed północą, zaczęłam czuć skurcze, ale zbagatelizowałam je, myślałam, że przejdzie, słabe były. Potem coraz mocniejsze, zadzwoniłam po pielęgniarkę, wyszły na ktg. Lekarz mnie zbadał, malutkie rozwarcie było, ale mogło wszystko ustąpić, więc mnie monitorowali. A tu za pół godziny 3cm się zrobiło, podobno to bardzo szybka akcja porodowa jest, ból straszny rzeczywiście.
W końcu szybka decyzja o CC no i niedługo potem było już po wszystkim.
Przeżyłam tak trochę jakby dwa rodzaje porodu, bo poznałam co to skurcze, a miało być nieco spokojniej

No, ale z Małą się jak widać nie da dyskutować w tej kwestii.
Samopoczucie po CC wiadomo, mocno średnie przez pierwsze 2 dni. W dodatku nie było odwiedzin. Lekarka mi zaproponowała, żeby Tż mógł być ze mną w jednej sali, dwuosobowej, żeby mi pomóc ( ze względu na moją niepełnosprawność), co mnie bardzooo pozytywnie zaskoczyło!

Tak więc byliśmy wszysycy razem w szpitalu przez 3 dni. W 4 dobie wypisali nas do domu. Mała jest cudowna, sporadycznie zdarzają Nam się kłopoty z brzuszkiem, ale radzimy sobie.
Martwiłam się, że nie mam wprawy z zajmowaniu się dzieckiem, że nie będę wiedziała o co Malutkiej chodzi gdy płacze - a tymczasem to na prawdę samo przychodzi.
Nie zapomnę nigdy momentu kiedy wyjęli Małą, zaczęła strasznie płakać, a kiedy przyłożyli ją twarzą do mojej twarzy NATYCHMIAST przestała płakać.
Jestem powalona na łopatki, ten Mały Cudzik skradł moje serce, Tż totalnie się zakochał.
Uczymy się siebie, walczę o pokarm troszkę, bo po cc trudniej, ale chyba idzie ku dobremu
